Recenzja filmu Avengers: Wojna bez granic (2018)
Anthony Russo
Joe Russo

Niech żyje Thanos Wieczny!

Kiedy w 2008 roku na ekranach naszych kin pojawiła się pierwsza część przygód "Iron Mana" z Robertem Downeyem Jr, wracającym wówczas do łask hollywoodzkich włodarzy, to chyba nikt nie spodziewał ...
Filmweb sp. z o.o.
Kiedy w 2008 roku na ekranach naszych kin pojawiła się pierwsza część przygód "Iron Mana" z Robertem Downeyem Jr, wracającym wówczas do łask hollywoodzkich włodarzy, to chyba nikt nie spodziewał się, że za równą dekadę cały świat będzie wyczekiwał kolejnych marvelowskich ekranizacji, które staną się popkulturowym fenomenem i symbolem współczesnego kina rozrywkowego.

"Avengers: Wojna bez granic" to nie tylko najbardziej oczekiwana produkcja 2018 roku, ale także najbardziej wyczekiwane filmowe widowisko dekady. Główny twórca sukcesu Marvel Cinematic Universe – Kevin Feige podkreślał, jak ważny jest to film, gdyż stanowi kumulację wielu filmowych superbohaterów, pracę tysięcy filmowców i emocje milionów widzów na całym świecie.


W "trójce" tytułowej drużynie przyjdzie zmierzyć się z Thanosem. Ów antagonista za pomocą kamieni nieskończoności chcę zawładnąć nad wszechświatem i wymordować połowę jego populacji, gdyż jak uważa, jest on przeludniony i moralnie zepsuty. Iron Man, Thor, Kapitan Ameryka i spółka łączą siły ze Strażnikami Galaktyki, aby zapobiec zagładzie. Niestety z tak potężnym arcywrogiem jeszcze nikt z nich się nie mierzył.

"Avengers: Wojna bez granic" to niezwykłe widowisko, które już dawno wyszło poza ramy samego kina. Bracia Russo dali nam przejrzystą historię, w której każdy z wątków (a jest ich naprawdę wiele) przedstawiony jest w sposób spójny i interesujący. Między bohaterami nie brakuje chemii, a połączenie Thora z duetem Rocket-Groot było genialnym zagraniem. Ich spektakularne wejście w Wakandzie, z pewnością przejdzie do historii kina rozrywkowego. Nie inaczej jest z pozostałymi wątkami. Tony Stark wciąż stroniący od towarzystwa Steve'a Rogersa stara się wybawić ludzkość z pomocą Doktora Strange'a i Petera Parkera. Wspomniany wcześniej Kapitan Ameryka nie jest już tym samym kryształowym bohaterem sprzed wydarzeń z "Wojny bohaterów". Stał się rebeliantem, który z pomocą swojej drużyny walczy w słusznej sprawie. Właśnie tak ta postać powinna wyglądać od początku!


Choć w filmie braci Russo mamy wielu pozytywnych bohaterów to kluczową postacią pozostaje Thanos. Jest to zdecydowanie najlepszy i najciekawszych antagonista w historii studia. Pomimo aparycji orka z uniwersum "WarCrafta", Thanos to inteligenty i potężny przeciwnik, który posiada swoje własne motywacje (co w przypadku innych złoczyńców nie zawsze było takie oczywiste). Kiedy tylko pojawia się Josh Brolin, to kradnie każdy skrawek ekranu dla siebie. Jego relacja z Gamorą to chyba najlepsze co spotkało MCU od czasu soundtracku pierwszej części "Strażników Galaktyki".

Na zakończenie chciałbym jeszcze wspomnieć o imponującej oprawie wizualnej. "Wojna bez granic" to po prostu jedna wielka rozwałka (czego tutaj nie ma: obrona Wakandy, pojedynki na statku kosmicznym, eksploracja nowych planet, walki na ulicach Nowego Jorku i spektakularne starcie z Thanosem), jednak przy tym zawrotnym tempie film braci Russo nie traci na dramaturgii, gdyż mnogość wątków pozwala na zbilansowanie historii. Cieszę się, że twórcom udało się znaleźć złoty środek.

photo.title

Mam nadzieję, że kolejna część "Avengers" będzie równie spektakularnym obrazem, choć przebić "Wojnę bez granic" będzie niezwykle ciężko, gdyż Disney postawił sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Jestem też ciekaw, jak zostanie przeprowadzona "wymiana pokoleniowa" z uniwersum, bo jak wiadomo kluczowym aktorom, kończą się kontrakty. Jednak to już jest temat na osobną dyskusję.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 80% uznało tę recenzję za pomocną (20 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (6)

zobacz wszystkie