Recenzja filmu Wołyń (2016)
Wojciech Smarzowski

"Wołyń" to film trudny w odbiorze. Oglądanie go to - podobnie jak w przypadku "Domu złego" czy "Róży" - droga przez mękę, ale zarazem bardzo cenne doświadczenie.
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Wołyń (2016)
Filmy historyczne zawsze sprawiają mi pewien problem. Mianowicie za każdym razem po seansie głowię się, które z istotnych (dla mnie) wątków odzwierciedlały "prawdę historyczną", a które ją przeinaczały. Mając świadomość, że w twórczości artystycznej nigdy nie ma miejsca dla pełnego obiektywizmu, często muszę po seansie uzupełniać wiedzę i niejednokrotnie przekonuję się, jak bardzo twórcy filmu potrafią zatracić się w "prawdziwszości" swojej własnej "prawdy". Jako jeden z lepszych przykładów popularnych filmów zakłamujących historię można przytoczyć "Braveheart" Mela Gibsona, czy (trochę już zapomniany) thriller "JFK" Olivera Stone'a. Można się nawet pokusić o poszukanie współczesnego przykładu w naszej rodzimej kinematografii. Jak na tym tle wypada Wojciech Smarzowski ze swoim najnowszym filmem - opowiadającym przecież o bardzo trudnym aspekcie naszej współczesnej historii?

Zosia Głowacka jest młodą Polką mieszkającą z rodziną gdzieś na Wołyniu. Dziewczyna jest zakochana w młodym Ukraińcu - Petrze; jednak zgodnie z wolą ojca musi wyjść za miejscowego sołtysa - Macieja Skibę. Uczuciowe rozterki Zosi schodzą na drugi plan, gdy staje się ona mimowolnym świadkiem narodzin wojennej tragedii. Początek II Wojny Światowej oraz okupacje - najpierw radziecka, a następnie niemiecka - wpływają na eskalacje konfliktów w wołyńskim wielonarodowym społeczeństwie. Katalizowane wojną nacjonalistyczne zapędy oraz ukryte dotąd urazy między sąsiadami doprowadzają do coraz większych tragedii, które osiągają punkt kulminacyjny podczas rzezi wołyńskiej.

Tło historyczne "Wołynia" było tym trudniejsze do odpowiedniego przedstawienia, że do tej pory jeszcze żaden twórca nie miał odwagi podjąć tego tematu. Rzeź wołyńska niezaprzeczalnie jest zbrodnią wojenną popełnioną - przede wszystkim - przez ukraińskich nacjonalistów. Zatem bardzo łatwo byłoby podzielić bohaterów binarnie: na dobrych Polaków i złych Ukraińców. Reżyser jednak zdecydował się na, o wiele uczciwsze, odejście od czarno-białej retoryki na rzecz zaakcentowania różnych odcieni szarości towarzyszących tej trudnej sprawie. Z drugiej strony, wcale nie stawia znaku równości między zbrodniami banderowców i polskimi akcjami odwetowymi. Moim zdaniem Smarzowski skutecznie zrobił wszystko, aby jego dzieło było jak  najsprawiedliwsze pod kątem historycznym.

Swoją dotychczasową twórczością Wojciech Smarzowski zasłużył na łatkę reżysera, który przemoc w swoich filmach przedstawia raczej bezkompromisowo. Zatem tematyka "Wołynia" w zestawieniu z jego nazwiskiem słusznie sugeruje, że film nie będzie przeznaczony dla widzów o słabych nerwach. Sam reżyser w jednym z wywiadów przyznał, że podczas montażu filmu nigdy nie decydował się na usunięcie danej sceny tylko dlatego że jest za mocna. Trudno po seansie nie dać wiary tym słowom. "Wołyń" jest na wskroś brutalny i często bardzo nieprzyjemny w odbiorze. Niektóre sceny trudno jest znieść nawet tym widzom, którzy są zaprawieni w filmowych okrucieństwach. Jednak tutaj dosłowność przemocy oczywiście służy czemuś więcej niż taniemu szokowaniu i jest w pełni uzasadniona.

"Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego to film trudny w odbiorze. Oglądanie go to - podobnie jak w przypadku "Domu złego" czy "Róży" - droga przez mękę, ale zarazem bardzo cenne doświadczenie. Film podchodzi do historii z szacunkiem i nie koloryzuje faktów w imię żadnej idei. Na chwilę obecną na pewno można go uznać za opus magnum reżysera. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 87% uznało tę recenzję za pomocną (211 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (7)

zobacz wszystkie