Recenzja filmu 7 uczuć (2018)
Marek Koterski

Recenzja albo refleksja

Siła filmów Koterskiego polega na tym, że widz – chcąc nie chcąc – odnajduje w Miauczyńskim odrobinę siebie, albo w sobie odrobinę Miauczyńskiego cząstkę – jak kto chce. Może się jakoś odnieść do ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa 7 uczuć (2018)
Adama Miauczyńskiego czeka długotrwała i bardzo bolesna psychoanaliza, dzięki której – być może – dojdzie do tego, kim właściwie jest i co chciałby naprawdę robić, słowem zaistnieje, właściwie narodzi się po raz wtóry, jako samoistna egzystencja, niezależna od matki. Tymi słowy zwraca się mówi do Adama Miauczyńskiego terapeuta w "Dniu świra". Taką długotrwałą (nie wiem, czy bolesną) psychoanalizę, czy może raczej autoanalizę, od lat funduje sobie Marek Koterski, kręcąc swoje filmy. Począwszy od "Domu wariatów", w którym Adaś po raz pierwszy jadł zupę pomidorową spożywał, poprzez "Porno", "Nic śmiesznego", "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" aż po najnowszy film, "7 uczuć", Koterski stara się sobie poradzić zwalczyć traumę z dzieciństwa. Odseparować się w końcu od matki, znaleźć odszukać swoją Małgorzatę, w ogóle pogodzić się jakoś ze światem. Zwykle robi to z mizernym skutkiem.
 
Siła filmów Koterskiego polega na tym, że widz – chcąc nie chcąc – odnajduje w Miauczyńskim odrobinę siebie, albo w sobie odrobinę Miauczyńskiego cząstkę – jak kto chce. Może się jakoś odnieść do oglądanych na ekranie sytuacji, zestawić je z życiem własnym. Co z tym zrobi – pośmieje się, zaduma czy zreflektuje – jego sprawa. Siła oddziaływania twórcy w tym jednak jest. Podobnie rzecz ma się z "Siedmioma uczuciami", w tym jednak przypadku, po raz pierwszy, doszukać się można pewnego niebezpieczeństwa. I tu dochodzimy do meritum zbliżamy się, bo o tym niebezpieczeństwie właśnie chciałem napisać kilka słów powiedzieć.
 
Oto Adam Miauczyński znowu staje się Adasiem – cofa się w czasie i wraca do szkoły. Raz jeszcze przeżywa swoje relacje z kolegami, wymienia dopływy Nilu odpytywany przez geografa, zbiera uwagi do dzienniczka, przez kolegę, który go rozśmiesza ciągle. Raz jeszcze boryka się z mamą, która od Adasia woli jego starszego brata, którego nawet pieski wolą. Od Adasia. Znowu je zupę pomidorową, jako remedium na egzystencjalne bóle. Zupa znowu nie pomaga, pomidorowa, chociaż przynajmniej zdrowa. Znowu zakochuje się w Małgorzacie po raz pierwszy w Gosi i znowu nic mu z tej miłości nie wychodzi.
 
Miauczyński był sfrustrowany zawsze. Był całe życie wiecznie drugim sfrustrowanym filmowcem, za przeróżne głupoty wypieprzanym z kolejnych filmów. Albo sfrustrowanym nauczycielem, który choć Pana Boga za nogi schwycił kiedyś, gdy oto go przyjęto do szkoły poetów, to teraz już właściwie tylko w mordę jakby dostaje przy każdej comiesięcznej wypłacie. Miauczyński był też sfrustrowanym naukowcem, który z tego swojego sfrustrowania swojego pił metodycznie, konsekwentnie i od rana i codziennie. Teraz jednak frustracja sięga głębiej, bo do korzeni. Adaś jest sfrustrowanym dzieckiem. Wkurza go starszy brat, mama nie chce za niego wyjść w przyszłości się ożenić i w ogóle bardziej lubi brata starszego. Nauczyciele wpisują uwagi, nikt Adasia nie lubi, tatuś pokazuje, jak się topi pieska, co jest w sumie interesujące, bo Adaś nie wiedział wcześniej, jak się topi pieski. Ale się też tego topienia boi. To też jest frustrujące. Koleżanka odrzuca zaloty – pewnie na zawsze zostanie już będzie tylko kolejną dupą, którą dorosły Adaś Adam będzie liczył, nie mogąc zasnąć.
 
Ale wróćmy do tego przejdźmy, dlaczego frustracja Adasia jest teraz niebezpieczna. Frustracja Adasia jest teraz niebezpieczna, bo Koterski jasno sugeruje, skąd się wzięła. A wzięła się z opresyjnego wychowania. Adaś Miauczyński wychował się w czasach został wychowany, kiedy rodzice nie słuchali dzieci nie zawsze. I nie szanowali ich zdania każdego. I nie dyskutowali z nimi jak równy z równym na równi. I podawali wątpliwość ich słowa. Do tego nauczyciele mówili w tych czasach nieukom, że są nieukami, zaprowadzali dyscyplinę na lekcjach i na przerwach i dbali, by tą zaprowadzoną dyscyplinę utrzymać. Wpisywali uwagi do dzienniczków. A rodzice mieli pretensje do dzieci, że się nie uczą, kiedy się nie uczyły i dostawały pały za odnogi. Nilu. To wszystko złożyło się na straszną opresyjność wychowania i okazało się na tyle traumatyczne, że rzutować będzie na całym życiu Miauczyńskiego całe.
 
I gdzie – można zapytać – to niebezpieczeństwo? Już wyjaśniam tłumaczę. Niebezpieczeństwo jest w tym, że dziś propaguje się wychowanie zupełnie nie opresyjne,  czyli bezstresowe. Nieopresyjność i bezstresowość objawia się tym, że jest całkowitym przeciwieństwem dawnego wychowania zaprzeczeniem. Rodzice słuchają dziś dzieci – i robią to, co dzieci chcą. Szanują ich zdanie, bardziej niż swoje często, bo swojego w ogóle nie posiadają nie mają. Dyskutują z dziećmi, przegrywając niestety często starcia z dziecięcą logiką. Zawsze wierzą swoim dzieciom, nawet gdy dzieci mówią, ze pani w szkole jest głupia. Nauczyciele też nie mają lekko. Nie mogą powiedzieć nieukom, że są nieukami, bo nieuki mają opinie i orzeczenia, czyli mają specjalne potrzeby edukacyjne. Nie mogą zaprowadzić dyscypliny, bo nie mogą przecież ani krzyknąć, ani złapać rozhisteryzowanego dzieciaka, który z wrzaskiem ucieka z klasy; jeszcze by zostawili siniaka zrobili i od razu kuratorium na karku. Zresztą – jak tu łapać jednego zbiega, skoro nie można zostawić pozostałych dwadzieściorga, bo wiadomo – kuratorium na karku albo i prokurator, gdyby się nie daj boże coś stało złego wydarzyło. Rodzice nie mają pretensji do swoich dzieci nieuków, tylko do nauczycieli, że nie dobrali metod odpowiednich środków i nie nauczyli. A uwagi w dzienniczku po prostu olewają dzienniku. Elektronicznym. I w tym wszystkim wspiera rodziców utwierdza teza Koterskiego: nie ma nic gorszego, niż opresyjne wychowanie. I to jest właśnie niebezpieczne. Bo zamiast posłuchać takiego na przykład Arystotelesa, który twierdził, że nie ma to, jak złoty środek, Koterski przechodzi ze skrajności w skrajność. I nie jest to dobre. Amen.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 59% uznało tę recenzję za pomocną (22 głosy).
badger22
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)