Recenzja filmu Nieposłuszne (2017)
Sebastián Lelio

Więźniowie systemu

Lelio jest całkiem dobry w konstruowaniu interesujących portretów psychologicznych. (...) Niestety "Nieposłuszne" nie samymi postaciami stoją. Tu liczą się przede wszystkim niuanse ludzkiej ...
Filmweb sp. z o.o.
Sebastián Lelio wykazał się nie lada odwagą. W swoim pierwszym angielskojęzycznym projekcie sięgnął bowiem po zwodniczo prostą, lecz w rzeczywistości wieloaspektową opowieść rozpisaną na trzy wyraziste postacie. Składa się ona z drobnych elementów, które są tak sprytnie ze sobą powiązane, że wystarczy jeden drobny błąd, by cała sieć fabularna zaczęła się pruć. Potrzebny był więc twórca posiadający wyjątkową umiejętność narracyjnej ekwilibrystyki, a to do tej pory nie było najsilniejszą stroną Lelio. I niestety nic w tym zakresie się nie zmieniło. 


Na pierwszy rzut oka fabuła nie wydaje się nadmiernie wymagająca. Liczba głównych postaci została ograniczona do zaledwie trzech, zaś akcja rozgrywa się w dość skromnej przestrzeni. Widz jednak szybko orientuje się, że za tą niepozorną konstrukcją kryje się prawdziwe bogactwo znaczeń. Ronit (Rachel Weisz) to kobieta, która przed laty porzuciła rodzinę i wspólnotę. Uciekła za Atlantyk i niczym pielgrzymi przed stuleciami z determinacją budowała swój świat od podstaw, w opozycji do tego, co zostawiła. Na wieść o śmierci ojca powraca. Na miejscu musi się skonfrontować z żałobą, poczuciem winy oraz tradycją, którą tak ostentacyjnie odrzuciła. Esti (Rachel McAdams) okazuje się więźniarką systemu, w który wierzy z całego serca. Lojalność wobec wpojonych wartości toczy w niej wojnę z seksualną orientacją. Jej spolegliwa postawa skrywa jednak makiawelicznego ducha, który może się w każdej chwili ujawnić. Trzecią postacią dramatu jest Dovid (Alessandro Nivola). Na pierwszy rzut oka jawi się jako symbol opresyjnego patriarchatu. W rzeczywistości jest taką samą ofiarą systemu jak dwie bohaterki. Jego prawdziwych pragnień nigdy nie poznamy. Jest jednak w filmie wystarczająco dużo scen sugerujących jego nieustającą wewnętrzną walkę między popędami a oczekiwaniami otoczenia.


Lelio jest całkiem dobry w konstruowaniu interesujących portretów psychologicznych. Kreśli postacie trójwymiarowe, jednocześnie delikatne i silne, pełne empatii, ale też narcystycznej fiksacji na sobie i konformistycznego tchórzostwa. W filmie znalazło się sporo scen świadczących o tym, że reżyser doskonale radził sobie z prowadzeniem aktorów. Jak choćby maniera Weisz polegająca na nieustannym poprawianiu włosów, co we wspólnocie, w której kobiety noszą peruki, jest zarazem oznaką buntu, jak również objawem lęków i obsesji. Albo Nivola, w którego postawie wyczuwa się napięcie, kiedy przerywa w połowie gesty świadczące o pragnieniu bliskości.

Niestety dla Lelio "Nieposłuszne" nie samymi postaciami stoją. Tu liczą się przede wszystkim niuanse ludzkiej duszy, które ujawniają się jedynie jako efekt interakcji między bohaterami. Reżyser okazał się całkowicie bezradny w próbach uchwycenia tego, co istnieje pomiędzy słowami, gestami, spojrzeniami. Zachowania bohaterów prezentowane są więc schematycznie, bez wnikania, co się za nimi kryje. W repertuarze reżyserskich sztuczek Lelio nie ma niczego, co umożliwiałoby mu przeniesienie akcentów z bohaterów, których solidnie ulepił, na relacje, które stanowią jądro opowieści. Widz otrzymuje więc tak naprawdę jedynie pół historii. Ta ważniejsza część pozostaje niestety bezkształtną papką.

Na to nakładają się wątpliwe decyzje reżysera: dobór muzyki w scenie zbliżenia czy przesadna liczba zakończeń. Są to jednak drobnostki. Warsztatowo "Nieposłusznewypadają całkiem solidnie. Ci jednak, którzy liczyli na coś więcej niż tylko na świadectwo rzemieślniczej sprawności Lelio, muszą przygotować się na rozczarowanie. Nic więcej nie otrzymają.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 64% uznało tę recenzję za pomocną (25 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)