Recenzja filmu Dla niej wszystko (2010)
Paul Haggis

Wszystko z miłości

Od strony technicznej filmowi nic nie można zarzucić. Mimo pewnego naciągania fabuły, całość opowiedziana jest sprawnie i z przekonaniem, przez co dość łatwo jest widzowi przymknąć oko na ...
Filmweb sp. z o.o.
Uwaga: Recenzja zdradza szczegóły fabuły.

Miłość niczego nie wybaczy... nie musi. W "Dla niej wszystko" nie ma wątpliwości. Główna bohaterka jest niewinna, system zawiódł i teraz los jej i jej rodziny leży w rękach męża. A ten, testosteronowa wersja Penelopy, ufa jej bez zastrzeżeń, tak że zdecyduje się nawet złamać prawo i uwolnić ukochaną z więzienia.

Najnowszy obraz Paula Haggisa pozbawiony jest niespodzianek. Głównie dlatego, że jest bardzo wiernym remakiem francuskiego filmu. Amerykanie co prawda spróbowali zamydlić oczy, zmieniając tytuł z "Pour elle" na "Next Three Days", ale polski dystrybutor postawił na szczerość i zachował tytuł "Dla niej wszystko". Film zaczyna się więc od rodzinnej sielanki, którą przerwie pukanie do drzwi i wtargnięcie policji. Szczęśliwa matka i żona zostaje aresztowana pod zarzutem morderstwa. Chwilę potem jest już skazaną z odrzuconą apelacją. Kiedy spróbuje popełnić samobójstwo, jej mąż rozpocznie opracowywanie planu, by ją z więzienia uwolnić.

Wszystko to widzieliśmy w oryginale. Haggis nie pokusił się ani o zmiany w fabule, ani o próbę spojrzenia na historię z innej perspektywy. Nie zdecydował się także zabawić z widzami w zgadywankę, czy bohaterka jest winna czy też nie. Jest tylko jedna scena, w której kwestia ewentualnej winy potraktowana jest na poważnie. Haggisa nie interesuje również paradoks, że podczas gdy kobieta nie przekroczyła linii prawa, jej mąż złamie całą masę przepisów... z zabójstwem włącznie. Nie, "Dla niej wszystko" to film o bardzo jasno sprecyzowanym celu: to historia pewnej ucieczki, koniec i kropka. I założony plan Haggis wykonuje perfekcyjnie. Od strony technicznej filmowi nic nie można zarzucić. Mimo pewnego naciągania fabuły, całość opowiedziana jest sprawnie i z przekonaniem, przez co dość łatwo jest widzowi przymknąć oko na nieprawdopodobieństwa. Film prawie cały czas trzyma tempo, a sceny ucieczki zostały nakręcone i zmontowane tak, że nawet wiedzący, jak to wszystko się kończy widz i tak wstrzymuje oddech i z ciekawością patrzy na to, co będzie dalej. To mimo wszystko wielka sztuka, a Haggis raz jeszcze udowodnił, że jest 100-procentowym profesjonalistą.

Od strony aktorskiej dobrze, jak zawsze, zaprezentował się Russell Crowe. Rola męża pasuje do niego jak ulał. Po tylu kreacjach trochę trudno uwierzyć w jego przeciętność, ale w jego wyjątkowość maskowaną jako przeciętność przez życie, które niczego od niego nie wymagało, to już inna kwestia. Całkiem nieźle zagrała też Elizabeth Banks, choć osobiście mimo wszystko wolę Diane Kruger, która była żoną w wersji oryginalnej. Na drugim planie warto zwrócić uwagę na Briana Dennehy'ego. Wiele do zagrania nie ma, ale w scenie pożegnania wykazał się prawdziwym talentem, bez słów przekazując całą głębię ojcowskiej miłości.

"Dla niej wszystko" to solidna rozrywka. Jednak ze względu na wierność oryginałowi więcej frajdy sprawi tym, którzy francuskiego filmu nie widzieli.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 85% uznało tę recenzję za pomocną (151 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry