Recenzja filmu Balanga (1993)
Łukasz Wylężałek

Prowincja bez nadziei?

Mamy tu oto prowincjonalną Polskę sprzed kilkunastu lat, w której moralność już dawno umarła (takie "Wesele" Smarzowskiego jest więc jak najbardziej wtórne względem debiutu Wylężałka, że ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Balanga (1993)
Mamy tu oto prowincjonalną Polskę sprzed kilkunastu lat, w której moralność już dawno umarła (takie "Wesele" Smarzowskiego jest więc jak najbardziej wtórne względem debiutu Wylężałka, że poprzestanę tylko na tym jednym tytule).

Na prowincji (więc i w całej Polsce, ma się rozumieć) ludzie piją alkohol, brak miłości, króluje agresja, zawiść, więzów rodzinnych brak, szkoła i policja nie działają jak należy, brak wrażliwości na cierpienia bliźnich, obraz nędzy i rozpaczy. Ludzie marzą o jednym: by wyjechać, najlepiej do USA, bo gdzie indziej jest lepiej. Znać w filmie zachłyśnięcie się bohaterów Zachodem, tęsknotę za lepszym światem i prowincjonalizm panujący w umysłach prawie że wszystkich postaci. Jedynie alkoholizujący się nauczyciel marzy o prawdziwej miłości, ale nic oczywiście nie robi w tym kierunku i winę zwala na uczniów czy kochankę.

Reżyser szedł na łatwiznę: nie sztuką pokazać jest degrengoladę na prowincji, sztuką byłoby ukazanie tego, co dzieje się wewnątrz tych ludzi, albo pomiędzy nimi, coś, jak w "Mecie" Antoniego Krauzego. No nie wierzę, że wszyscy ludzie mają wspólne marzenie: wyjechać! Dla przykładu przywołam też film Kusturicy "Arizona dream" (również 1993 rok, jako i sama "Balanga"), w którym co człowiek, to marzenie. Zbiorowość (więc my wszyscy - Polacy) jest u Wylężałka ukazana cośkolwiek sztampowo: dowiadujemy się, że jest źle, a nawet bardzo źle.

Czy jest nadzieja w świecie filmu "Balanga"? Widziałbym ją w dwóch miejscach. Po pierwsze: jeśli ludzie są źli, bo świat przedstawiony jest zły (tę zależność można udowodnić, choć problem jest oczywiście bardziej złożony), to może po zmianie świata na nieco lepszy ludzie także lepszymi się staną? Można zadawać sobie szereg pomniejszych pytań, np.: czy gdyby chłopaki miały normalnych, kochających rodziców, to czy chłopaki byłyby lepsze? Nadzieja numer dwa: jeden z dwóch głównych bohaterów, ten o ksywie Święty, podobno zachodzi do kościoła, a po dokonanej zbrodni ma wyrzuty sumienia. Więc może z tych resztek duchowości czy moralności dałoby się coś jeszcze odbudować?

W filmie Wylężałka Święty umiera, podobnie jak nauczyciel tęskniący za miłością. Odchodzą więc ci, w których ostały się resztki człowieczeństwa. Film jest, stety niestety, przesadnie pesymistyczny, no ale właśnie poprzez to wyolbrzymienie zjawiska chciał debiutujący reżyser zwrócić widza na wszystkie te problemy uwagę szczególną.

Sztampowe to wszystko, jak się już rzekło, ale brawa za samą chęć i za to, że nie nudziłem się na filmie, a to rzadkość wszak.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 53% uznało tę recenzję za pomocną (36 głosów).
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię