Recenzja filmu

Bugonia (2025)
Yórgos Lánthimos
Emma Stone
Jesse Plemons

Nie ufaj nikomu. Nawet sobie.

Co jest bardziej niebezpieczne – kosmici planujący zagładę Ziemi czy ludzie, którzy są przekonani, że naprawdę istnieją? "Bugonia" odwraca to pytanie tak sprytnie, że przez niemal dwie godziny
Co jest bardziej niebezpieczne – kosmici planujący zagładę Ziemi czy ludzie, którzy są przekonani, że naprawdę istnieją? "Bugonia" odwraca to pytanie tak sprytnie, że przez niemal dwie godziny nie wiadomo, komu właściwie wierzyć.


Yorgos Lanthimos od lat opowiada historie o ludziach żyjących według własnych, pokrętnych zasad. Tym razem bierze na warsztat zjawisko, które jeszcze dekadę temu wydawało się internetową ciekawostką, a dziś stało się codziennością. Teorie spiskowe, nieufność wobec nauki i przekonanie, że za każdą katastrofą stoi ukryty plan.

Teddy i Don – dwaj mężczyźni funkcjonujący na marginesie społeczeństwa – są przekonani, że wpływowa prezeska koncernu farmaceutycznego, Michelle Fuller, nie jest człowiekiem, lecz kosmitką przygotowującą zagładę Ziemi. Postanawiają ją porwać i wymusić przyznanie się do prawdy. Brzmi jak początek zwariowanej komedii science fiction, jednak Lanthimos bardzo szybko skręca w stronę psychologicznego thrillera, który z każdą minutą coraz bardziej podważa nasze zaufanie do tego, co widzimy.

Najciekawsze jest to, że film nie odpowiada od razu na najważniejsze pytanie. Czy Teddy jest chory psychicznie? Czy rzeczywiście odkrył coś, czego nie dostrzega reszta świata? A może prawda leży gdzieś pośrodku? Scenariusz konsekwentnie unika łatwych rozwiązań, dzięki czemu napięcie nie wynika z samego porwania, lecz z ciągłego podważania rzeczywistości.

Teddy nie jest typowym filmowym szaleńcem. To człowiek, który rozpaczliwie próbuje nadać sens własnemu życiu. W jego oczach świat został przejęty przez ludzi potężniejszych od zwykłych obywateli – korporacje, polityków i elity. Te przekonania nie biorą się znikąd. Film pokazuje, jak łatwo samotność, rozczarowanie i brak zaufania do instytucji mogą przerodzić się w obsesję. To właśnie dlatego jego postać budzi jednocześnie niepokój i współczucie.


Równie interesująca pozostaje Michelle. Emma Stone gra kobietę niezwykle opanowaną, która nawet w sytuacji skrajnego zagrożenia zachowuje chłodny profesjonalizm. Ta powściągliwość sprawia, że widz przez cały czas zastanawia się, czy rzeczywiście patrzy na niewinną ofiarę. Film świadomie wykorzystuje tę dwuznaczność, nigdy nie pozwalając odbiorcy poczuć się całkowicie pewnym swoich ocen.

Największym atutem scenariusza jest jednak to, że porwanie staje się jedynie punktem wyjścia do znacznie szerszej dyskusji. "Bugonia" opowiada o społeczeństwie żyjącym w permanentnym kryzysie zaufania. Nie wierzymy naukowcom, mediom, politykom ani wielkim korporacjom. W takiej rzeczywistości nawet najbardziej absurdalna teoria potrafi zabrzmieć wiarygodnie. Lanthimos nie wyśmiewa ludzi wierzących w spiski. Pokazuje raczej mechanizm, który sprawia, że takie przekonania w ogóle mogą się narodzić.

Film nie oszczędza również świata wielkiego biznesu. Korporacja reprezentowana przez Michelle nie jawi się jako ostoja moralności. Wręcz przeciwnie – scenariusz sugeruje, że bezwzględność i pogoń za zyskiem również mogą prowadzić do katastrofy. Dzięki temu konflikt nie sprowadza się do prostego podziału na dobrych i złych. Każda ze stron ma własną wersję rzeczywistości i własne argumenty.

To właśnie ta niejednoznaczność sprawia, że "Bugonia" angażuje bardziej niż wiele współczesnych thrillerów. Widz nie zastanawia się jedynie nad tym, co wydarzy się za chwilę. Przede wszystkim próbuje odpowiedzieć sobie na pytanie, komu wierzyć. A kiedy wydaje się, że znalazł właściwą odpowiedź, scenariusz po raz kolejny wywraca wszystko do góry nogami.

Nie każdemu spodoba się pesymizm filmu. Lanthimos właściwie nie daje nadziei, że współczesne społeczeństwo jest w stanie wyrwać się z błędnego koła strachu, dezinformacji i wzajemnej nieufności. To wizja brutalna, chwilami wręcz przygnębiająca. Ale właśnie dzięki temu trudno ją zignorować.

Najbardziej przerażające w "Bugonii" jest to, jak bardzo brzmi jak rzeczywistość.
1 10
Moja ocena:
10
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
Recenzja Bugonia
Jeśli „Bugonia” bywa określana mianem dystopii, Yórgos Lánthimos mógłby z przekąsem zaprotestować. Jego... czytaj więcej
Recenzja Bugonia
Yorgos Lanthimos po raz kolejny udowadnia, że potrafi zamienić absurd w emocjonalny cios. „Bugonia” to... czytaj więcej