Recenzja filmu

Była sobie dziewczyna (2009)
Lone Scherfig
Carey Mulligan
Peter Sarsgaard

Edukatorzy

"A ty jaką szkołę skończyłeś?" – zapyta Jenny Davida pod koniec ich pierwszego spotkania. To, co usłyszy w odpowiedzi, będzie niemal kwintesencją całego filmu. Jednak zostawię to na koniec. Jenny ...
"A ty jaką szkołę skończyłeś?" – zapyta Jenny Davida pod koniec ich pierwszego spotkania. To, co usłyszy w odpowiedzi, będzie niemal kwintesencją całego filmu. Jednak zostawię to na koniec.

Jenny Mellor to główna bohaterka filmu. Jenny ma szesnaście lat. Jenny mieszka w Londynie lat 60. ubiegłego wieku. Jenny jest pilną i wzorową uczennicą. Jenny wybiera się na Oxford. Jenny ma już dość nudnego życia. I Jenny właśnie poznała Davida.

W dzisiejszych czasach trudno trafić na opowieść, która byłaby oryginalna. Oczywiście nie twierdzę, że takowych nie ma, jednak zarówno w kinie czy literaturze opowiedziano już niemal wszystko. Podobnie ma się z filmem "Była sobie dziewczyna". Taką historię widzieliśmy już setki razy w tysiącach kombinacji – ona piękna, młoda i niedoświadczona poznaje przystojnego, nie tak znowu młodego, ale za to bardzo doświadczonego mężczyznę, który pokaże jej nowe oblicze życia. Od tego czasu zacznie się jej nowa edukacja rozgrywająca się już nie w szkolnych ławach, a w wystawnych klubach, kafejkach i restauracjach czy to Londynu, czy Paryża.

Nie można obrazowi autorki "Wilbur chce się zabić" odmówić tego, że jest niezwykle lekki, łatwy i przyjemny. Film nie nudzi, ma swoje tempo, ogląda się go bez męczarni. Muzyka oraz dobór utworów dopinają wykonanie filmu na ostatni guzik. Zresztą ścieżki dźwiękowej, która idealnie oddaje charakter lat 60., warto zasmakować nawet po seansie.

Jednak prawie cały obraz spoczywał na barkach odtwórczyni głównej roli Carey Mulligan. I od razu mogę napisać, że spisała się ona więcej niż dobrze. Dawno, albo właściwie chyba jeszcze nigdy, nie widziałem aktorki, która swoją rolę odtwarzałaby z taką naturalnością, bez jakiegokolwiek wymuszenia. Nie jest to metoda Stanisławskiego, jednak Mulligan gra z taką delikatnością, z takim wyczuciem, że aż trudno ubrać to w słowa. Jedynym, jakie chyba by najlepiej opisało jej grę, jest lekkość. Właściwie znam tylko jedną osobę, która większość swoich ról odgrywa w ten sposób. Jest nią George Clooney, w tym roku nominowany do Oscara za świetną kreację w "W chmurach", gdzie właśnie podobnie jak Carey gra z niesamowitą i nieprzeniknioną lekkością. Przyznam się bez bicia, że przez niemal cały seans "Była sobie dziewczyna" miałem uśmiech na twarzy i w większości jest to zasługa pani Mulligan. Bardzo słusznie otrzymała tyle nagród za swój występ, szkoda tylko, że nie został on zwieńczony nagrodą Akademii. Niemniej, według mnie, Carey Mulligan jest gwiazdą jutra i "złoty rycerz" prędzej czy później trafi w jej ręce.

Reszta aktorów gra dobrze, poprawnie wcielając się w swoje postacie jednak bez większych emocji. Wyjątkiem jest tylko Alfred Molina, filmowy ojciec Jenny. Jego występ to mała perełka filmu i kolejna rewelacyjna kreacja w jego karierze. To właśnie do niego należą najlepsze teksty filmu, a jego postać jest praktycznie obok głównej bohaterki jedyną, która dokonuje ewolucji i zmienia się przez cały film.

Wracając do pytania, które Jenny zadała Davidowi. Jego odpowiedzią było: "studiowałem na uniwersytecie życia, jednak dyplom z niego nie jest chyba zbyt przydatny". I nawet nie wie on jak bardzo się myli w drugiej części swojej odpowiedzi. Bo to właśnie życie okaże się największym tego filmu edukatorem, dając głównej bohaterce lekcję, jakiej nie zapomni zapewne do końca swych dni. Film jest historią z morałem, więc na końcu otrzymamy kilka ważnych przemyśleń, jednak na całe szczęście będą one podane bez podniosłości oraz łopatologiczności.

"Była sobie dziewczyna" nie jest na pewno żadnym arcydziełem kinematografii. Nie jest też filmem odkrywczym czy rewolucyjnym. Nie zmienia to faktu, że jest idealną produkcją zarówno na zimowe wieczory, jak i letnie popołudnia. Każdy, kto lubi produkcje oscylujące na granicy naprawdę dobrej komedii romantycznej i dramatu, powinien znaleźć w filmie coś dla siebie oraz koniecznie obejrzeć przeuroczą Carey Mulligan.
1 10
Moja ocena:
9
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
87% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (61 głosów).
Udostępnij:
Gdy jesteśmy młodzi, żądni wiedzy, zwiedzania świata, poznawania nowych ludzi musimy uczyć się, pracować, aby później wieść w miarę normalne życie i być niezależnymi ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 72%
"Była sobie dziewczyna" zaczyna się banalnie, wręcz pretensjonalnie. Ona (Carey Mulligan) - młoda, niewinna szesnastoletnia dziewczyna, która pragnie zachłysnąć się ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 46%