Recenzja filmu

Dom w głębi lasu (2011)
Drew Goddard
Kristen Connolly
Chris Hemsworth

Orgia przemocy i humoru

Takiego horroru nie było w kinach od wielu lat. Trzeba by się cofnąć aż do czasów pierwszego "Krzyku".
Z pozoru "Dom w głębi lasu" wydaje się jak milion podobnych horrorów. Znacie to doskonale: grupa nastolatków wyrusza w głuszę, tam, odcięta od zewnętrznego świata, staje się łatwym celem zamieszkujących dzikie ostępy bestii. Zmienia się tylko rodzaj potworów i sposoby mordowania ofiar. Jeśli myślicie, że takim właśnie filmem jest "Dom w głębi lasu" i uznacie, że nie warto tracić na niego czasu, to zapewniam Was, że jesteście na progu popełnienia jednego z największych błędów w Waszym życiu. Takiego horroru nie było w kinach od wielu lat. Trzeba by się cofnąć aż do czasów pierwszego "Krzyku". Joss Whedon i Drew Goddard są godnymi następcami Wesa Cravena.

Przywołanie "Krzyku" nie jest tu przypadkowe. Whedon i Goddard zastosowali bowiem ten sam chwyt, co Craven w 1996 roku, by wymęczoną formę przemienić w coś świeżego i oryginalnego. Tak jak Craven, twórcy "Domu w głębi lasu" są absolutnie wierni niepisanym prawom horroru. Konstrukcja fabuły, dobór bohaterów i koleje ich losów są idealnym odwzorowaniem gatunkowego szablonu. To, co czyni film wyjątkowym, to zmiana kontekstu. Whedon i Goddard nie tylko łapią bohaterów na najstarszą horrorową sztuczkę, ale też chwytają widzów w pułapkę pewności, że twórcy nie mogą ich niczym zaskoczyć. Otóż mogą. Poprzez nadanie nowego kontekstu całość nie tylko jest nieprzewidywalną i wciągającą opowieścią, ale też zmienia nasz stosunek do bohaterów i ich czynów. W pewnym momencie możecie się bowiem złapać na tym, że wcale nie kibicujecie piątce ofiar w ich walce o przetrwanie, a wręcz przeciwnie – będziecie trzymać kciuki, by zginęli w tragicznych okolicznościach.

Przedefiniowanie fabuły sprawia, że widzowie pozbawieni są pewności co do tego, co zobaczą na ekranie. To pobudza ciekawość, ale nie jest jeszcze gwarantem sukcesu. Na szczęście Whedon i Goddard mają w zanadrzu jeszcze parę asów. Jednym z nich jest nasycenie filmu humorem. Scenki, nazwijmy je "biurowymi", przez swój kontrast do losu bohaterów i tego, czego moglibyśmy się spodziewać, bawią do łez i zaskakują. Tandem Jenkins i Whitford stanowią genialny kontrapunkt dla młodych bohaterów.

Humor jednak nie oznacza braku przemocy i brutalności. Pod tym względem "Dom w głębi lasu" jest rasowym horrorem. Choć nie. Jest czymś znacznie więcej. Przygotujcie się na to, że w trzecim akcie będziecie świadkami rzeczy, jakich w mainstreamowym kinie amerykańskim jeszcze nie było. Czeka Was orgia na skalę przekraczającą wszelkie wyobrażenia, która sprawi, że będziecie zbierać szczęki z podłogi. Choćby dla tej jednej sekwencji warto wybrać się do kina. A przecież takich powodów jest znacznie więcej. Nie chcę ich jednak zdradzać. Warto je odkrywać samodzielnie.

Horror byłby gatunkiem uboższym, gdyby "Dom w głębi lasu" stał się ofiarą bankructwa MGM i został porzucony na zakurzonych półkach wytwórni – co było przez chwilę realną groźbą. Na szczęście dla fanów gatunku stało się inaczej. Ten film znajduje się na najlepszej drodze do wiecznej sławy.
1 10
Moja ocena:
8
Marcin Pietrzyk
Rocznik '76. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego na wydziale psychologii, gdzie ukończył specjalizację z zakresu psychoterapii. Z Filmweb.pl związany niemalże od narodzin portalu, początkowo jako... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
75% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (631 głosów).
Udostępnij:
Jestem ogromnym zwolennikiem horrorów. Zarówno tych starych, klasycznych,  jak i niektórych współczesnych. Tak więc nic dziwnego, że z utęsknieniem wyczekuję kolejnych ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 83%
Prawie dziesięć lat temu przez filmowy światek jak burza przetoczył się thriller pt. "Piła". Film był nowatorski, odkrywczy i, ogólnie rzecz biorąc, najlepszy. Zanim go ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 78%