Recenzja filmu Dom w głębi lasu (2011)
Drew Goddard

Prawie dziesięć lat temu przez filmowy światek jak burza przetoczył się thriller pt. "Piła". Film był nowatorski, odkrywczy i, ogólnie rzecz biorąc, najlepszy. Zanim go zobaczyłem, kilku ...
Filmweb sp. z o.o.
Prawie dziesięć lat temu przez filmowy światek jak burza przetoczył się thriller pt. "Piła". Film był nowatorski, odkrywczy i, ogólnie rzecz biorąc, najlepszy. Zanim go zobaczyłem, kilku znajomych zdążyło mnie poinformować, że film jest tak zaskakujący, że nigdy w życiu nie zgadłbym, jak się zakończy. I właśnie w związku z tą informacją po kilkunastu minutach seansu postanowiłem wymyślić najbardziej nieprawdopodobny scenariusz, jaki mógłby się wydarzyć. Pod koniec filmu stało się właśnie to, co mi przyszło do głowy i seans obył się bez elementu zaskoczenia. Na pewno nie wymyśliłbym, jak wygląda finał "Piły", gdybym nie był wcześniej zewsząd informowany, że jest tak bardzo zaskakująca. I nie zepsułoby mi to seansu. Dlatego wiem, jak niebezpieczne dla frajdy potencjalnego widza jest nawet nie samo spoilerowanie danego filmu, co również opowiadanie, jaki to on jest zaskakujący. W przypadku "Domu w głębi lasu" twórcy postanowili obrać taką samą taktykę reklamową, jak przy "Pile". Przy każdej wzmiance o filmie jak mantra jest powtarzane jedno niebezpieczne słowo: "zaskakujący". Po seansie jednak muszę przyznać, że choćbym przez pół roku próbował zgadnąć, jak akcja filmu się potoczy, to na pewno nie wpadłbym na to, co zaserwowali mi jego twórcy.

Oś fabularną "Domu w głębi lasu" stanowią dwa przeplatające się wątki. Dla prostego rozróżnienia nazwijmy je lokalnym i globalnym. O ile wątek lokalny jest oparty na utartej slasherowej konwencji, o tyle wątek globalny to czysta zabawa formą stanowiąca gratkę dla każdego miłośnika gatunku. Dlatego też, żeby za bardzo nie psuć niespodzianki potencjalnemu odbiorcy filmu, zarysuję fabułę tylko tego pierwszego. Grupka stereotypowych (a raczej: podrasowanych pod stereotyp) studentów wybiera się na wczasy do domku jednego z nich znajdującego się za siedmioma górami i siedmioma lasami, czyli na całkowitym odludziu. Czas upływa im na zabawie i swawoli, aż znajdują pewien przedmiot, którego użycie wyzwala drzemiące w okolicy zło. Od tej pory będą musieli walczyć o przetrwanie. Brzmi znajomo? Oczywiście. W ten sposób można by opisać klasyczne "Martwe zło" Sama Raimiego, czy też niezliczoną liczbę horrorów klasy od B do Z.

Jednak ten wątek, który stanowi trzon bardzo wielu horrorów, tym razem możemy analizować niejako z boku, nie zgłębiając się w sam przebieg akcji. Tym razem nawet nie kibicujemy bohaterom, aby udało im się przetrwać horror, który zgotowali im scenarzyści, ponieważ nasza uwaga jest skierowana na zupełnie inny tor. Twórcom "Domu w głębi lasu" chyba przyświecał cel stworzenia straszaka ostatecznego i trzeba przyznać, że w bardzo ciekawy sposób postanowili go zrealizować. A to chociażby dlatego, że akcja filmu jest tak poprowadzona, że po seansie widz może z nim fabularnie powiązać bardzo dużą liczbę horrorów i thrillerów: od japońskiego "The Host" przez amerykańskich "Nieznajomych" na brytyjskim "Dog soldiers" kończąc.

Zadbano również o miłośników wyławiania cytatów z innych filmów. Wcześniej wspomniane "Martwe zło" to jedynie wierzchołek góry lodowej nawiązań jakimi raczą nas twórcy. Znawcy tematu znajdą między innymi małe wątki zaczerpnięte z "Drogi bez powrotu", "Hellraisera", "To", "Cube", czy wielu innych straszaków.

Moim zdaniem najlepszym posunięciem ze strony autorów "Domu w głębi lasu" jest mimo wszystko niewychodzenie poza ramy gatunkowe. Film w jawnie szyderczy sposób kpi ze stereotypów kina grozy (przykładowo prześmiewczo odpowiada na pytanie dlaczego nie powstają horrory, w których przed niebezpieczeństwem ucieka grupka emerytów), ale z drugiej strony nawet wątek globalny jest także tanim horrorem, trochę zahaczającym o prozę Lovecrafta. Twórcy nie pokusili się o nazbyt poważną analizę, dlaczego niektórzy ludzie lubią krwawe, czasem sadystyczne, historyjki o znęcaniu się nad Bogu ducha winnym bohaterom. To, co śmiertelnie poważnie uwypuklił Haneke w swoim "Funny games", tutaj zostało zarysowane z przymrużeniem oka.

Jak już wspomniałem, "Dom w głębi lasu" to dwupoziomowy horror. Jeżeli ktoś nie przepada za tym odmóżdżającym gatunkiem, to na pewno nie doceni zabawy formą i rozłożeniem utartej konwencji na czynniki pierwsze. Film wyda mu się po prostu bezdennie głupi, jak inne konwencjonalne twory tego typu. Jednak dla miłośnika takiego kina jest to pozycja absolutnie obowiązkowa (ponieważ on z kolei bardzo doceni to, o czym pisałem dwa zdania wcześniej). Osobiście należę do tej drugiej grupy i uważam, że kwestię jakości "Domu w głębi lasu" można sprowadzić do elementarnej arytmetyki: minus razy minus daje plus. Głupi razy głupi daje fajny.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 78% uznało tę recenzję za pomocną (69 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (5)

zobacz wszystkie
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię