Polowanie na mieszczucha

Każdy z podjętych przez scenarzystę wątków okazuje się lichy i pozbawiony dramatycznego potencjału. Gwarantuję, że nie chcecie zobaczyć tego filmu.
Nie wiem, kto jest sponsorem filmu Ognjena Svilicica , ale tylko jeśli zapłacił za niego chorwacki rząd niezadowolony ze stanu rodzimej turystyki, jestem w stanie przymknąć oko na to, jak utwór został napisany, wyreżyserowany i zagrany. Co chwilę ktoś tu chwali lokalną florę, udzielając dobrych rad mieszczuchom: ach jak to dobrze czasem odsapnąć na łonie natury, wyłączyć telefon, zapomnieć o ludzkim świecie i roztopić się w bożym. I na tej promocyjnej kreatywności się niestety kończy: gwarantuję, że nie chcecie zobaczyć tego filmu.

Mieszczuchy to małżeństwo Martina i Peter. Ona łyka tabletki, żeby zasnąć, sięga błędnym wzrokiem aż po horyzont i bez ustanku strofuje swojego męża. On jest pochłonięty pracą – widać go albo z laptopem, albo z komórką (nawet podczas górskiej wyprawy łowieckiej masuje palcem skroń i drepcze w kółko, próbując złapać zasięg). Przyjechali do Chorwacji na wczasy, które mają uleczyć ich związek. Ale kuracja nie przebiega zgodnie z planem – gdy poznane starsze małżeństwo zabiera ich na wycieczkę, która szybko okazuje się polowaniem, na wierzch wychodzą skrywane pragnienia kobiety oraz schowane pod maską człowieka sukcesu męskie frustracje.

Reżyser chwali się, że jego bohaterowie są pełni wad, ale przecież "to takie ludzkie". Że pociąga go "historia o ludziach, którzy dopiero w sytuacji zagrożenia poznają swoją prawdziwą siłę". Na papierze wygląda to wszystko bardzo ładnie, ale po transferze na taśmę filmową okazuje się zupełnie niestrawne. Scenariusz prowadzony jest dialogami, od których uszy więdną, a obdarowani kilkoma jaskrawymi cechami bohaterowie przypominają postaci z pozytywistycznej czytanki. Ostatecznie, każdy z podjętych przez scenarzystę wątków okazuje się lichy i pozbawiony dramatycznego potencjału, począwszy od erotycznej relacji, która rodzi się między bohaterką a przewodnikiem-troglodytą, na wyjętym z komedii duecie francuskich myśliwych skończywszy (nawiasem mówiąc, czynienie z protagonistów kompletnych idiotów nie jest zbyt skutecznym sposobem na uniwersalizowanie historii). Kolejne zwroty akcji przyjmuje się tu z coraz większym niedowierzaniem, aż w finale nieudolna psychodrama zamienia się w równie nieudaną farsę.

Jedyne, co zostaje po filmie, to wspomnienie folderowej Chorwacji. Dobre i to. Ale i tak, zamiast do kina, udałbym się raczej do najbliższego biura podróży.
1 10 6
Michał Walkiewicz
Dziennikarz filmowy, redaktor naczelny portalu Filmweb.pl. Absolwent filmoznawstwa UAM, zwycięzca Konkursu im. Krzysztofa Mętraka (2008), laureat dwóch nagród Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
33% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (3 głosy).
Udostępnij: