Recenzja filmu

Factotum (2005)
Bent Hamer
Matt Dillon
Lili Taylor

Piję i piszę...

Hank Chinaski, w którego wcielił się Matt Dillon, to bohater prozy Bukowskiego i alter ego samego pisarza. Dillon Bukowskiego zewnętrznie nie przypomina, a obsadzenie go w tej roli już na ...
Hank Chinaski, w którego wcielił się Matt Dillon, to bohater prozy Bukowskiego i alter ego samego pisarza. Dillon Bukowskiego zewnętrznie nie przypomina, a obsadzenie go w tej roli już na początku budziło kontrowersje. Gładkie oblicze, hollywoodzki styl grania i repertuar w jakim do tej pory występował ("O czym marzą faceci" czy "Sposób na blondynkę") niewiele mają wspólnego z wizerunkiem kultowej postaci żyjącego na krawędzi lumpa i kobieciarza. Obawy twórców filmu okazały się jednak bezpodstawne, bo aktorowi udało się stworzyć w "Factotum" kreację barwną i bardzo przekonywującą.

W "Historiach kuchennych" Hamer ciepło i z humorem opowiadał o zwykłych ludziach poddawanych dziwacznej obserwacji. W "Factotum" ciepła jest jak na lekarstwo, a i postaciom do zwyczajności daleko, ale reżyser z nieukrywaną sympatią traktuje niebanalnego bohatera, który wyrzucany z każdej pracy trwoni czas na alkohol, kobiety, ewentualnie wyścigi konne i nie próbuje się nikomu podobać.

Reżyserowi udało się oddać klimat twórczości pisarza uwielbianego przez rzesze czytelników za charakterystyczny sposób postrzegania świata, styl i umiejętność szokowania. Głos Chinaskiego z offu komentuje przedstawione filmie wydarzenia, co buduje ciekawy kontekst dla całej opowieści przepełnionej czarnym humorem, bo "Factotum" to przede wszystkim świetna komedia.

Trudno się nie śmiać, gdy wyrzucony za pijaństwo z kolejnej pracy Chinaski z uporem upomina się o wynagrodzenie za przepracowane pół dnia, kiedy wędruje boso po mieście, bo szarmancko oddał buty swojej towarzyszce - ekscentrycznej Jan (świetna Lili Tylor) - tak jak on lubiącej seks i alkohol. Sam mówi o Jan, że "pieprzy się ja bura kotka", ale od razu widać, że to miłość. Swoja drogą portret kobiety w "Factotum" zasługuje na szczególną uwagę.

Akcja toczy się w rytmie spokojnej muzyki i w dziwnym "bezczasie", bo patrząc na ekran trudno stwierdzić, w jakich latach reżyser osadził swoją opowieść. Rzeczywistość w filmie Hamera zorganizowana jest w prostym i oszczędnym stylu i tak jak proza Bukowskiego pozbawiona niepotrzebnych ozdobników. Oglądamy obskurne wnętrza, brudną pościel, bohaterów oddających się zwykłym fizjologicznym czynnościom. Ale więcej w tym humoru niż charakterystycznej dla Bukowskiego dosadności i ekshibicjonizmu.

Hamer pokazuje swego bohatera z dystansem. Chinaski z nieodłączną butelką, papierosem i kartką papieru, na której prowadzi swoje zapiski, próbuje na swój nostalgiczno-komiczny sposób zmagać się z beznadziejnością egzystencji.

Płynąc z prądem życia realizuje swoje marzenie - tworzy bez względu na wszystko. Jego determinacja, nieumiejętność, a raczej niechęć przystosowania się do reguł obowiązujących w świecie, każą przypuszczać że bezdomny, pomieszkujący u kolejnych kochanek Chinaski ma jednak jakiś plan na ogarnięcie chaotycznej rzeczywistości.

W tym świecie, którego nieodłącznym atrybutem jest szalone tempo życia, bohater podąża nieśpiesznym krokiem, zataczając się z lekka. Pisze, potem wychyla kolejnego drinka w barze i znowu pisze. A końcówka filmu zostawia nas w dziwnym przekonaniu, że on naprawdę wie, dokąd zmierza.
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
82% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (38 głosów).
Cel. Zawsze musisz do niego dążyć, nie ważne, ile miałoby Cię to kosztować. Nie liczy się, jak długo Ci to zajmie. Nie ma znaczenia, jak do niego dojdziesz - liczy się ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 62%