Żeby pani domu nie musiała już co roku biegać do Kongo...
W latach 50. Szwedzki Instytut Badań Domowych przeprowadził studia nad kuchnią jako miejscem pracy. Szeroko zakrojony program badań na temat domowych nawyków miał na celu zoptymalizowanie
Ewelina Nasiadko
Filmweb A. Gortych Spółka komandytowa
Facebook
X
Udostępnij
Skopiuj link
Bądź na bieżąco
Dodaj jako źródło
W latach 50. Szwedzki Instytut Badań Domowych przeprowadził studia nad kuchnią jako miejscem pracy. Szeroko zakrojony program badań na temat domowych nawyków miał na celu zoptymalizowanie codziennych czynności domowych i zwiększenie ich efektywności - dokonanie rewolucji na miarę wynalezienia fabrycznych linii produkcyjnych. Ich wynikiem było m.in.. ustanowienie norm dotyczących pojemności szafek, wysokości blatu kuchennego czy też położenia wobec siebie poszczególnych urządzeń kuchennych. W ramach tych badań pewnego październikowego dnia szwedzka delegacja Instytutu, uzbrojona w notatniki i diagramy, przybyła do wiejskiego dystryktu Norwegii z zamiarem zarejestrowania zwyczajów kuchennych tym razem nie pań, a tamtejszych samotnych mężczyzn. Przez sześć tygodni zadaniem obserwatorów, mających swobodny dostęp do kuchni badanych, było zbieranie informacji i zapisywanie ich. Nie wolno im było jednak interweniować w życie podopiecznych, rozmawiać z nimi czy też wchodzić w jakiekolwiek inne interakcje. Z tego absurdalnego eksperymentu postanowił zakpić sobie norweski reżyser Bent Hamer. W swoich "Historiach kuchennych" Hamer skupia się na jednym z badaczy o imieniu Folke, któremu przypisany zostaje wyjątkowo oporny farmer - zrzędliwy, stary Isak, który na początku nie chce Szweda nawet wpuścić do domu. Z wielkim trudem udaje się Folkemu zająć swój punkt obserwacyjny na drewnianej platformie w kącie kuchni, ale - jak się okaże - jeszcze trudniejsze będzie podjęcie decyzji o wyruszeniu w drogę powrotną do Szwecji... Nie mogę zbyt wiele napisać o fabule "Historii kuchennych", by nie zepsuć Wam zabawy wynikającej z obserwacji zachowań głównych bohaterów i mozolnie budowanej między nimi relacji. Nie da się zresztą opisać filmu, w którym większość z tego co najważniejsze pokazuje się bez słów, za pomocą wizualnych detali. Zresztą to właśnie subtelne, momentami niemalże poetyckie zdjęcia stanowią o wyjątkowym klimacie tej produkcji. Film Hamera jest zarówno łagodną, urzekającą komedią jak i lekkim dramatem obyczajowym, poruszającym różne tematy: od nieporozumień pomiędzy sąsiadującymi ze sobą narodami, poprzez absurdalne koncepcje kontrolowania ludzkiego życia, po niespodziewaną przyjaźń, potrzebę porozumiewania się i nieunikniony efekt wszelkich eksperymentów, w których badacz dowiaduje się wiele nie tylko o tych, których obserwuje ale przede wszystkim o sobie samym. Ci, którzy ulegli urokowi kapuścianego poety Ellinga, na pewno nową propozycją Skandynawów się nie zawiodą. Ale i innym, w ramach odpoczynku od kina akcji i głupawych komedii romantycznych, również gorąco polecam.
1106
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
Udostępnij
Facebook
X
Udostępnij
Skopiuj link
Obserwuj nas na Google News
Obserwuj nas na Google News
Dodaj Filmweb jako preferowane źródło w Google
Częściej zobaczysz nasze artykuły w wynikach wyszukiwania.