Oczywiście roi się tutaj od niedorzeczności, a zbiegi okoliczności nakładają się na niewiarygodne przypadki, trudno jednak czynić z tego zarzut, bo taka specyfika gatunku i tego chce odbiorca.
Wykrywacze metalu w tym roku dzwonią głośniej niż kolędowe dzwoneczki. A przynajmniej na niesławnym LAX, istnym komunikacyjnym piekle, gdzie zbłąkane duszyczki, ściśnięte niczym sardynki, pielgrzymują do stanowisk odprawy celnej. Procedura jest dobrze znana i nielubiana: zdjąć buty, wyjąć laptop, zakląć pod nosem. Kalifornijskie lotnisko to istny moloch i betonowy Babel zarazem, gdzie zwyczajna, codzienna nerwówka może przyprawić o duszności nawet stoickiego buddyjskiego mnicha. Świąteczna ruchawka, kiedy eksplozje irytacji gasi się zwykle strumieniami benzyny, to kolejny wymiar koszmaru złożonego z kolejek, pytań i potu.
Ale cóż, bez pracy nie ma kołaczy i to akurat ten (jak się okaże: sądny) dzień Ethan Kopek (Taron Egerton), szeregowy pracownik amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Transportu, wybiera jako idealny do przypuszczenia ataku i powalczenia o awans. Zamiast przy bramkach zostaje więc usadzony obok skanera: to hierarchiczny szczebelek wyżej. Nie minie jednak chwila i w znalezionej niby przypadkiem słuchawce odzywa się głos, który stawia sprawę jasno: albo Kopek przepuści przez taśmę bagaż pewnego pasażera, który pojawi się na lotnisku za kilka godzin, albo jego dziewczyna, nosząca pod sercem ich dziecko, zginie. Kawał "Kontroli bezpieczeństwa" spędzamy więc z Ethanem na jego stanowisku pracy, kiedy ten, mimo drżących rąk i łamiącego się głosu, usiłuje wyślizgać się z tej kabały, przeglądając kolejne walizy – ale w nasze bezlitosne oczy rzadko zagląda nuda. Reżyser Jaume Collet-Serra, specjalista od spektakli akcji, ku naszej uciesze, co i rusz aranżuje bowiem kłopoty i tarapaty, które mają urozmaicić mu ten najgorszy z najgorszych dni.
Komplikacji jest bez liku, poczynając od podejrzliwego szefa, na złośliwości rzeczy martwych kończąc. Ale może wszystko poszłoby po myśli zainteresowanych przepchnięciem tajemniczej przesyłki przez kontrolę, gdyby nie sumienie Ethana. Niedoszły policjant zżerany przez żal wynikający z przeświadczenia o marnowaniu swojego potencjału, chcący zrealizować ojcowskie ambicje o byciu stróżem prawa, buntuje się cichcem przeciwko bezcielesnemu głosowi ze słuchawki i zaczyna niebezpieczne manewry. Stając przed istnym "dylematem wagonika", decyduje się wykoleić pociąg. Jako że Ethan to, przynajmniej z założenia, everyman z klasy robotniczej (ktoś o aparycji Tarona Egertona skazany jest przecież na życiowy sukces), nie posiada ani narzędzi, ani "szczególnego zestawu umiejętności" odpowiednich do jednoosobowego rozprawienia się z sytuacją kryzysową. Dlatego czeka go nie tylko swoisty test sprawnościowym do akademii policyjnej, ale i sprawdzian własnej wartości.
Collet-Serra pisze tę kartkówkę na mocną czwórkę. Miał jednak niezłego korepetytora, bo kino akcji poznawał, kręcąc niemalże etatowo kolejne sensacyjniaki z Liamem Neesonem, częściej mniej niż bardziej udane, ale "Kontrola bezpieczeństwa" wyszła mu solidnie. Oczywiście roi się tutaj od niedorzeczności, a zbiegi okoliczności nakładają się na niewiarygodne przypadki, trudno jednak czynić z tego zarzut, bo taka specyfika gatunku i tego chce odbiorca. Czyli kolejnych pułapek na drodze poczciwego Ethana, który radzi sobie z nimi raz jak wytrawny biegacz przeskakujący przez płotki – raz nawet pędzi przed siebie niczym taran. Chłopak nie jest w tym dramacie sam, bo równolegle biegnie fabularna nitka Eleny (Danielle Deadwyler), policyjnej detektywki, która czuje pismo nosem i zaczyna kumać, że coś jest nie tak. I to jej trafia się najlepiej zrealizowana scena akcji w całym filmie, bodaj jedyna prawdziwie pomysłowa, kiedy to Collet-Serra wzbija się ponad streamingowe rzemieślnictwo.
Od kina sensacji (dodajmy: świątecznego), które uroczo żongluje tematem narodzin, dosłownych i metaforycznych, błędem byłoby oczekiwać więcej. Bo choć "Kontrola bezpieczeństwa" gdzieś tam na ósmym planie fabularnym traktuje także o terroryzmie, flirtuje z niemalże zimnowojennymi portretami wrażych Rosjan i porusza zagadnienie lobbingu, to więcej tu nawiązań do "Szklanej pułapki 2" niż do wydarzeń z jedenastego września roku pamiętnego. A to właśnie te wydarzenia doprowadziły przecież do zaostrzenia kontroli na lotniskach i zawiązania Agencji, dla której pracuje Ethan: Agencji o uśmiechniętym licu, Agencji zwróconej frontem do klienta. Może i dobrze, że film wychodzi przed świętami, bo to istna laurka ocieplająca image służb. Cóż, federalni też mówią ludzkim głosem.
Krytyk filmowy i tłumacz literatury. Publikuje regularnie tu i tam, w mediach polskich i zagranicznych, a nieregularnie wszędzie indziej. Czyta komiksy, lubi kino akcji i horrory, tłumaczy rzeczy... przejdź do profilu