Recenzja filmu

Między światami (2010)
John Cameron Mitchell
Nicole Kidman
Aaron Eckhart

Między ciszą a krzykiem

Kiedy Alicja wpadła do króliczej nory, nic nie było dla niej już takie samo. Ani przestrzeń, ani poczucie czasu, ani kolejne osoby, które w osobliwej Krainie Czarów spotykała na swojej drodze. ...
Kiedy Alicja wpadła do króliczej nory, nic nie było dla niej już takie samo. Ani przestrzeń, ani poczucie czasu, ani kolejne osoby, które w osobliwej Krainie Czarów spotykała na swojej drodze. Sama królicza nora była dla niej wielką niewiadomą, czymś, co w zasadzie można nazwać fizyczną nicością. To taka sama nicość, w jaką zapadali się bohaterowie "Matriksa" przez ułamki sekund, kiedy nie byli ani w świecie realnym, ani w tym, który potem okazywał się komputerowym złudzeniem. Zawieszeni między światami. Zawieszeni ciałem i swoją osobą, ale nie do końca psychiką i emocjami. Bohaterowie "Między światami" doświadczają za to całkowitego zawieszenia na granicy światów swoich wspomnień i trudnej rzeczywistości.

Becca (Nicole Kidman) i Howie (Aaron Eckhart) Corbett doświadczają czegoś, czego większość rodziców lęka się w najgłębszych zakamarkach swych serc - zostają postawieni przed przytłaczającym faktem śmierci swojego jedynego dziecka. Śmierci, która stawia pod znakiem zapytania całe życie, przewartościowuje je, która sprawia, że nic nie może być już takie samo.

Bohaterów poznajemy w chwili, gdy od tragicznego zdarzenia mija 8 miesięcy. Czas symboliczny, kojarzący się z końcowym etapem ciąży, kiedy wszystko zbliża się do nieuniknionego rozwiązania. Bolesnego fizycznie dla rodzącej kobiety, wpędzającego w zdenerwowanie i bezsilność mężczyzny, ale niezwykle pięknego, bo wydającego na świat dziecko, które zaczyna samodzielne istnienie. Towarzysząc małżeństwu w tym czasie miałem przekonanie, że ich ból musi w końcu znaleźć swój kres, a jeżeli nie koniec - to przynajmniej może dać życie czemuś nowemu.

Obraz niezwykle oszczędny w swej formie. Nieprzegadany, bez tandetnej ckliwości. Prawdziwy. Porażająco prawdziwy w kilku płaszczyznach. Przede wszystkim w sferze różnego przeżywania tej samej tragedii przez kobietę i mężczyznę. Ona mierzy się z utraconym macierzyństwem, które widzi na każdym kroku i w każdym zakątku domu, czy ogrodu. Wypowiada walkę bolesnym wspomnieniom oddając ubrania czy uprzątając pokój synka. On - kiedy ona nie patrzy - rozczula się, oglądając film nagrany komórką przy okazji jednej z wielu chwil spędzonych z synem. Ich ból, choć pochodzący z tego samego źródła, często spotyka się z niezrozumieniem ze strony drugiego z małżonków, w rezultacie sprawiając, że każde z nich przeżywa śmierć syna w samotności.

Nawet w grupie wsparcia są outsiderami wśród innych małżeństw, które bezpowrotnie utraciły swoje dzieci. Zresztą sama grupa zostaje pokazana dość prawdziwie, choć nie poddana jednoznacznej krytyce. Reżyser pokazuje jak różne mogą być sposoby radzenia sobie z przytłaczającą pustką. Niektórzy znajdują wyjaśnienie sensu straty w religii, tłumacząc, że "Bóg miał taki plan". Inni spędzają w grupie każde wolne popołudnie, niejako ulegając konserwacji, czyniąc z niej swój sens życia, nie dostrzegając tego, że wpadli w pułapkę, w której nie potrafią żyć swoim życiem i zgadzają się na emocjonalną wegetację. Ale nawet i takim "wegetującym" formom przetrwalnikowym zdarzają się chwile refleksji i prawdziwej żałoby. Tłumionych niestety potajemnym paleniem marihuany czy butelką whisky.

Ukojenie nie przychodzi ot tak, po prostu. Rodzi się z przypadkowego spotkania bohaterki Kidman z nastolatkiem, który również uczestniczył w tragicznym zdarzeniu. Poczucie winy prześladuje i jego, sprawiając, że jest on podobnie jak rodzice chłopca, zawieszony między światami. Między Beccą a chłopakiem nawiązuje się specyficzna relacja, która staje się dla wszystkich trojga impulsem do wydostania się z króliczej nory. Nawet niechętny nastolatkowi Howie przyznaje w gniewie, że chłopak powinien wiedzieć, że jako rodzice nie winią go za wypadek. Ta wina i ciążąca, oskarżająca odpowiedzialność topnieją w bohaterach, ale nie znikają do końca. To czyni film jeszcze bardziej bliższym emocjonalnie i bardziej wiarygodnym w przekazie.

Jedyne, czego muszę się przyczepić, to hasła promujące film. Skojarzenie z "Innymi" czy "Ghost" jest ewidentnym chwytem reklamowym, który po prostu ma przyciągnąć przed ekrany wielbicieli zaskakujących zakończeń z jednej strony i podatnych na wyciskacze łez wrażliwców. I choć zarówno zaskoczenie, jak i łzy mogą przy oglądaniu "Rabbit Hole" się pojawić, to kojarzenie filmu z dwoma wymienianymi na plakatach filmami jest w moim odczuciu poważnym nadużyciem dystrybutora, który najwidoczniej nie docenił inteligencji polskiego widza i podał na tacy jeden film kojarzący się z Nicole Kidman, a drugi z zawieszonym między światami, zamordowanym bohaterem Patricka Swayze'ego. "Między światami" broni się jednak na szczęście sam, a ucieczka od stereotypowych skojarzeń radzenia sobie z tragedią jest jego jedną z najmocniejszych stron. Polecam!
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
88% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (16 głosów).
Udostępnij:
W "Między światami", najnowszej produkcji Johna Camerona Mitchella, autora dobrze przyjętego filmu "Cal do szczęścia" z 2001 roku, poznajemy historię Becki i Howie'ego ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 62%
Oglądając polski zwiastun "Między światami", można odnieść wrażenie, że będziemy mieli do czynienia z thrilleremporównywalnym co najmniej do"Martwej ciszy", dzięki ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 53%