W czasach, gdy mainstreamowe zachodnie studia boją się wprowadzania nowych pomysłów, chowają za falą wtórnych aktorskich remake'ów, bezpieczniaczkich adaptacji, a ich produkcje oryginalne są
W końcu ujrzeliśmy długo wyczekiwane IMAX-owe widowisko oparte na stanowiącej kulturowy fundament cywilizacji mitologicznej opowieści! Po opadnięciu bitewnego kurzu legendarny bohater musi udać się na długą i niebezpieczną wyprawę, przechytrzyć nieprzychylnych mu bogów i stawić czoła ich próbom, by dowieść swojej wartości i powrócić do rodzinnego królestwa. Mowa oczywiście o "Ne Zha 2. W krainie potworów", wszak do premiery "Odysei" Christophera Nolana jeszcze niemal rok, co wy sobie myśleliście!
Beijing Enlight Pictures
Tak jak w Europie mamy mitologię grecką i wywodzące się z niej literackie dzieła – jak eposy Homera i Hezjoda, dramaty Sofoklesa, czy w końcu naszą "Mitologię: Wierzenia i podania Greków i Rzymian" Parandowskiego – tak Chińczycy mają "Wędrówkę na zachód'. Ta szesnastowieczna monumentalna powieść Wu Cheng’ena w wypełnionej satyrą formie spisuje wierzenia, bogów, mity, legendy całego regionu. "Wędrówka na zachód" zaowocowała kolejnymi adaptacjami, reinterpretacjami i wariacjami, stanowi fundament nie tylko chińskiej fantastyki, ale i literatury jako takiej, nie ma przypadku w tym, że na anglojęzycznej Wikipedii istnieje oddzielna strona zbierająca jej adaptacje. W ostatnich latach w świecie zachodnim najgłośniej świadomość o niej przebiła się za sprawą zeszłorocznej bestsellerowej gry "Black Myth: Wukong", w jej zakończeniu pojawia się miotający ogniem chłopak z mieczem, jeden z generałów niebiańskiej armii. To właśnie Ne zha, legendarny bohater, którego podróż ku potędze i nieśmiertelności, rozpoczyna się kilka wieków przed akcją gry Game Science.
Warto jednak zauważyć, że najlepiej zarabiająca animacja w historii, która właśnie wchodzi do polskich kin, nie jest adaptacją "Podróży na zachód", a "Fengshen Yanyi", kolejnej monumentalnej powieści mitologicznej opowiadającej o wcześniejszych względem utworu Wu Cheng’ena wydarzeniach. Dzięki temu że "Nezha", mimo bycia przebojem w Azji i reprezentowania ojczyzny na Oscarach, nie trafiła nigdy do Polski, siadając w kinie na pokazie najnowszego obrazu Yu Yanga, jesteśmy od razu wrzuceni w środek wydarzeń i emocji. Po krótkiej komediowej sekwencji, wypełnionej humorem przywodzącym na myśl serię "Kung Fu Panda", błyskawicznie przechodzimy do widowiskowej bitwy z udziałem smoków i błyskawicznie regenerujących się antropomorficznych ośmiornic z bronią białą. To wrzucenie widza od pierwszych w środek akcji na skale finałowej bitwy "Władcy pierścieni" przywodzi na myśl konstrukcję indyjskiego arcydzieła akcji "Bahubali: Finał" S.S. Rajamouliego.
Beijing Enlight Pictures
Dynamiczna akcja, która łapie za gardło, a następnie nie puszcza do końca, jest znakiem przewodnim "Ne Zha 2". Mnogość mitologicznych postaci i wątków przepełnia ekran wraz z kolejnymi zwrotami akcji i bohaterami pojawiającymi się znikąd. To świetnie się uzupełnia z eklektycznym stylem wizualnym. Hiperrealistyczna woda i szczegółowe tła zderzone są tu z postaciami albo w estetyce plastycznej prostoty bajki dla małych dzieci rodem ze studia Illuminatons (wszelkie filmy o Minionkach, "Dzieciak rządzi"), a także takich w stylu graficznym Pixara lub wręcz obdarzonych tysiącami poligonów bohaterów gier komputerowych oraz wnętrzami budynków przywodzącymi na myśl edycje "Wormsów" stworzone w 3D. Całość sprawia przez to wrażenie ekranizacji dziecięcej zabawy, w której ludziki Lego konfrontują się z pluszowym wielorybem, figurkami transformerów i pionkami z Monopoly. Ta całkowita bezpretensjonalność przedstawianej rzeczywistości pozostawia dzięki temu miejsce na nieustanne zaskoczenia, a także przekazuje widzowi komunikat o otwartości i plastyczności filmowego świata. Jesteśmy wszak zderzeni z opowieścią o bogach i nieśmiertelnych bytach, jednostkach działających poza naszym pojmowaniem i rozumieniem, zatem przyjęcie jakiejkolwiek estetycznej spójności wobec nich byłoby ograniczające wobec wszechwładzy i wszechwiedzy.
Mówienie o fabule "Ne Zha 2" maiłoby równie mało sensu, jak streszczanie "Iliady". Nie tyle przez ryzyko spoilerowania opowieści, a raczej ze względu na inherentnie wpisaną w jej konstrukcje epizodyczność i chaos. Oto na skutek przykrego faktu, że działania niosą za sobą niechciane konsekwencje, niesforny i nieletni protagonista zostaje uwięziony w jednym ciele ze swoim duchowym bliźniakiem (i antagonistą pierwszej części) Ao Bingiem, potężnym magiem wody i synem smoczego Króla Wschodniego Morza Ao Guanga. Monarcha myśli jednak, że jego potomek został zamordowany i chce zemścić się na rodzinnym mieście Ne Zhy. Jedyną szansą na ratunek jest udanie się do siedziby boskiej sekty Chan, pokonanie przez Ne Zhę trzech prób wyznaczonych przez nieśmiertelnego mistrza Wulianga i w efekcie odnowienie Świętego Lotosu, który jest jedyną możliwością na odnowienie ciała Ao Binga i de facto wskrzeszenie go. Polityczne napięcia jednak narastają, gdy na horyzoncie pojawia się Shen Xiaobao, młodszy brat Mistrza Shen Gongbao, dowódcy oblężenia miasta, a kolejne próby wyznaczane protagoniście zdają się coraz bardziej związane z lokalnymi wydarzeniami.
Beijing Enlight Pictures
"Ne Zha 2" to dawka niezwykle widowiskowej akcji przeplatanej wulgarnym i fekalnym humorem dla całej rodziny. Obraz wyzwolony z okowów hiperszczegółowej animacji znanej z wysokobudżetowych amerykańskich serii typu "Jak wytresować smoka" tapla się w błocie kreatywności niczym latający wieprz Świniolot. Tonalnie roztrzęsiony jest między patosem przewyższającym "Szeregowca Ryana" a humorem "Minionków" oraz "Shreka" i widowiskowością największych bitew "Gry o tron". Całość dodatkowo przywodzi na myśl gacha games jak "Genshin Impact" żeniące przystępność dla różnych grup wiekowych i odbiorczych z większą niż życie skalą i modelem wprowadzania postaci z różnych uniwersów, a także wspomnianą już kreatywną dziecięcą zabawę.
W czasach, gdy mainstreamowe zachodnie studia boją się wprowadzania nowych pomysłów, chowają za falą wtórnych aktorskich remake'ów, bezpieczniaczkich adaptacji, a ich produkcje oryginalne są możliwie pozbawionymi "kontrowersyjnych" elementów ekstraktami z tofu i styropianu, chiński obraz jawi się jako haust świeżego powietrza. Oczywiście, nie każdy gag trafi tu do całej publiki, całość trwa długo, a zwłaszcza młodszy widz będzie miał aż nazbyt wiele okazji do całkowitego pogubienia się w wydarzeniach. Jednak rytm całości, niedające wytchnienia tempo oraz traktowanie przez autorów żartów o pierdzeniu z tym samym poziomem oddania, co pojedynków między bóstwami, zmienia "Ne Zha 2" w niepozwalającą odwrócić od siebie wzroku superprodukcję i tegoroczny seans obowiązkowy.