Recenzja filmu

Prawo Bronxu (1993)
Robert De Niro
Robert De Niro
Chazz Palminteri

Etatowiec vs. Mafioso

Robert De Niro to bezsprzecznie jeden z największych aktorów w amerykańskiej kinematografii, dwukrotny zdobywca Oscara, człowiek, który wcielił się w tak kultowe postaci, jak młody Vito Corleone ...
Robert De Niro to bezsprzecznie jeden z największych aktorów w amerykańskiej kinematografii, dwukrotny zdobywca Oscara, człowiek, który wcielił się w tak kultowe postaci, jak młody Vito Corleone - "Ojciec Chrzestny II" (właśnie za tę rolę po raz pierwszy został nagrodzony przez Akademię), Travis Bickle w "Taksówkarzu" Martina Scorsese'a czy Al Capone z "Nietykalnych" Briana De Palmy. W 1993 r. postanowił spróbować swoich sił po drugiej stronie kamery. Opowiedział "historię Bronxu" (dosłowne tłumaczenie oryginalnego tytułu) z lat 60-tych, opartą na sztuce Chazza Palminteri, który to napisał również scenariusz do filmu i został w nim zatrudniony jako aktor.

Film zaczyna się w 1960 r. - głównym bohaterem jest dziesięcioletni wówczas Calogero, syn włoskiego kierowcy autobusu Lorenzo, w którego wcielił się sam reżyser. Choć chłopiec pochodzi z katolickiej rodziny, w której najważniejszymi wartościami są uczciwość i ciężka praca i choć od małego ma wpajane przez ojca, że każdy otrzymał swój talent i nie wolno mu go zmarnować, obiektem jego zainteresowań staje się miejscowy boss mafii - Sonny, zagrany przez Chazza Palminteriego. Dzieciakowi imponuje jego bogactwo, jego "styl", ale przede wszystkim szacunek, jakim wszyscy go obdarzają. Wydaje mu się, że każdy go kocha. Dopiero jego ojciec próbuje go przekonać, że się myli - Sonny wcale nie budzi miłości, on budzi strach. Tak czy inaczej, chłopiec wie, że chociaż Bóg patrzy na wszystko z góry, tam na Bronksie prawdziwym Bogiem jest Sonny. Dlatego dzień, w którym Calogero ratuje skórę swojemu idolowi, staje się przełomowym w jego życiu. Zyskuje przyjaciela, który staje się największym wrogiem ojca. Właśnie ten motyw jest moim zdaniem najważniejszy w filmie. Starcie pomiędzy Sonnym - lokalnym bogiem, który jest najbogatszym i najbardziej szanowanym człowiekiem w dzielnicy, a Lorenzo - kierowcą autobusu, który całe życie haruje, by jego rodzina miała co jeść. Pomiędzy bandziorem a frajerem-etatowcem, jak pogardliwie nazywany jest przez Sonny'ego Lorenzo. Pomiędzy złym człowiekiem a dobrym. Walka, której ceną jest przyszłość chłopaka. I która okazuje się wcale niejednoznaczna. Sonny bowiem zaczyna traktować Calogero, nazywanego przez niego "C" [Si], jak swojego własnego syna. Chce dla niego równie dobrze, jak jego ojciec - każe mu się uczyć, bo nie wolno mu zmarnować swojej szansy. I tu nasuwają się pytania: Czy można być dobrym bandytą? Czy istnieje ktoś taki, jak dobry "zły człowiek"?

Mija 8 lat. Calogero jest już dorosły. Wiele się jednak nie zmieniło - wciąż spotyka się z Sonnym, z którym jego ojciec ciągle stara się walczyć. W tle zaczyna też rysować się największy problem tamtych lat - rasizm. W swoim filmie De Niro postarał się pokazać go z dwóch aspektów - z jednej strony koledzy Calogero, półgłówki, przed którymi ostrzega go przyjaciel i którzy wręcz nienawidzą czarnych, przy każdej okazji starają się ich znieważyć, pobić, nawet zabić; z drugiej strony pierwsza miłość 18-latka, która rodzi się do czarnoskórej dziewczyny (o ironio!) uczęszczającej do tej samej szkoły co on. Co może wyniknąć z takiej sytuacji? Kto lepiej z niej wyjdzie? Rasistowscy kumple, nieróżniący się właściwie poglądami od ówczesnego społeczeństwa czy zakochany młodzieniec, niezważający na to, co mówią inni, po prostu wierzący w siłę miłości? Odpowiedź na te pytania, znajdą państwo w filmie De Niro, do obejrzenia którego gorąco zapraszam.

Moim zdaniem jeden z najgenialniejszych aktorów Hollywood spisał się równie dobrze w roli reżysera. Udało mu się świetnie odwzorować atmosferę tamtych czasów. W pewnym momencie czujemy się, jakbyśmy stali na środku jednej z ulic Bronksu, opanowanych przez gangsterów wywodzących się, podobnie jak główny bohater, z Włoch. Nie musimy też daleko szukać, by znaleźć się w "murzyńskim getcie", którego mieszkańcy są traktowani przez "prawdziwych", tzn. białych Amerykanów, jak zwierzęta. Klimat Nowego Jorku (Bronx jest bowiem północną dzielnicą tej metropolii) A.D. 1968 został przez De Niro świetnie oddany.

"Prawo Bronxu" nie jest typowym filmem gangsterskim. Zaliczenie go do kategorii dramat jest w mojej opinii jak najbardziej słuszne. To opowieść o dorastaniu chłopca, który znalazł się w dość niejednoznacznej sytuacji - z jednej strony pracowity i uczciwy ojciec, który jednak w życiu nie doszedł do oszałamiającego sukcesu, a z drugiej strony boss mafii, bezwzględny i szanowany przez wszystkich człowiek, budzący w ich sercach strach, który w gruncie rzeczy nie jest zbyt dumny ze swojego życia. Który z nich zdobędzie większe uznanie w oczach chłopca? Czyją drogę postanowi wybrać?
1 10
Moja ocena:
9
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
85% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (41 głosów).
Udostępnij:
$data.name
Dominika Wernikowska
Do obejrzenia reżyserskiego popisu Roberta De Niro zachęcać nie trzeba. Po wydanie dvd sięgną z pewnością nie tylko miłośnicy talentu wielkiego aktora. „Prawo Bronxu" to ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 84%