Recenzja filmu Przebudzenia (1990)
Penny Marshall

Samo życie

Niestety, w dzisiejszych czasach nie powstają takie obrazy jak ten. Efekty specjalne, kasa - oto dzisiejsze kino. Fabuła spada na dalszy plan. A szkoda. Można zadać pytanie: dlaczego? Skoro i ...
Filmweb Sp. z o. o. Sp. k.
Niestety, w dzisiejszych czasach nie powstają takie obrazy jak ten. Efekty specjalne, kasa - oto dzisiejsze kino. Fabuła spada na dalszy plan. A szkoda. Można zadać pytanie: dlaczego? Skoro i takie filmy mogą sporo zarobić, co pokazuje choćby przykład filmu Mucciniego "W pogoni za szczęściem".

Historia filmu nie jest wyjątkowo skomplikowana. Opowiada o doktorze Malcolmie Sayerze, który pracuje w szpitalu dla nieuleczalnie chorych, poznaje tam wielu ciekawych ludzi, swoim pacjentom stara się pomóc, stosując nowoczesny lek, jednak choroba wygrywa z lekiem. Poznaje tam również interesującego człowieka, Leonarda Lowe, z którym się zaprzyjaźnia.

Wielką zaletą filmu są genialnie zagrani główni bohaterzy. Właściwie można zadać pytanie: kto lepszy? Robin Williams jako dr Sayer, a może Robert De Niro jako Leonard Lowe? Na to pytanie trudno odpowiedzieć jednoznacznie, ale nie zmienia to faktu, że obaj bohaterzy zostali zagrani bardzo przekonywająco, zwłaszcza De Niro udowodnił, że potrafi grać nie tylko gangstera czy boksera, ale także bardzo chorego człowieka, idealnie się z nim utożsamiając.

Kolejnymi zaletami obrazu są świetny scenariusz oraz muzyka. Historia jest ciekawa i wzruszająca, natomiast muzyka idealnie pasuje do klimatu filmu, jest łagodna oraz przyjemna dla ucha, choć czasami potrafi być irytująca.

Film zarobił niewiele, nie zdobył także żadnej znaczącej nagrody, dziś jest filmem zapomnianym, ale dla mnie filmem wyjątkowym. Kto przepada za chwytającymi za serce dramatami, ten będzie zachwycony. 

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 57% uznało tę recenzję za pomocną (282 głosy).