Dwaj jeźdźcy absurdu

Jedyna reżyserska próba, znakomitego brytyjskiego dramaturga, Toma Stopparda, to specyficzna adaptacja szekspirowskiego "Hamleta". Stoppard oparł ją na własnej sztuce "Rosencrantz i Guildenstern ...
Jedyna reżyserska próba, znakomitego brytyjskiego dramaturga, Toma Stopparda, to specyficzna adaptacja szekspirowskiego "Hamleta". Stoppard oparł ją na własnej sztuce "Rosencrantz i Guildenstern nie żyją", wydanej w 1966 roku.
Tym razem, nie zgłębiamy egzystencjalnych problemów Hamleta, nie skupiamy się nad niemoralnością poczynań króla Klaudiusza i królowej Gertrudy, nie współczujemy Ofelii, nie gardzimy Poloniuszem. Niezwykłość tego przedsięwzięcia polega na tym, że parą głównych bohaterów uczynił Stoppard Rosencrantza i Guildensterna, epizodyczne postacie tragedii Williama Szekspira.

Rosencrantz (Gary Oldman) i Guildenstern (Tim Roth) w drodze do Elsynoru napotykają trupę aktorów. Za dodatkową opłatą stają się uczestnikami sztuki (gry?). Kurtyna nie rozpościera się, lecz opada na duet przyjaciół, umieszczając ich na królewskim dworze w samym środku niejasnych intryg i absurdalnych zdarzeń. Usiłując wyjaśnić, co dręczy Hamleta i jaką rolę odgrywają w tym wszystkim oni sami, błądzą po zamkowych komnatach nieświadomi nieuchronności zdarzeń.

Podążając za Rosencrantzem i Guildensternem, odczuwamy ich zagubienie. Począwszy od niepewności dotyczącej ich tożsamości (który jest którym?), przez niejasność celu wyprawy, po tragiczny finał, którego nie potrafią zrozumieć. Odnosimy wrażenie, że bohaterowie poruszają się po nierealnej przestrzeni: zaprzeczenie prawom nauki (ponad sto reszek wyrzuconych pod rząd) czy chronologii historii (samolot z papieru w XVII wieku), ale są rzeczywistymi postaciami otoczonymi teatralną scenografią.

Wspaniałe aktorstwo Tima Rotha i Gary'ego Oldmana, a także szefa grupy aktorskiej (Richarda Dreyfusa) umożliwia nam zarówno dobrą zabawę, jak i filozoficzną zadumę. Świetny scenariusz i realizacja Toma Stopparda, opowiadając na nowo dobrze znaną historię, pochłaniają nas specyficznym poczuciem humoru, ciekawymi przejściami między kolejnymi fazami historii oraz bogactwem pytań egzystencjalnych, etycznych, filozoficznych.

Wciąż towarzyszą nam refleksje i niepewności związane z rolą jaką mamy do spełnienia (sens życia), swobodą decyzji jakie podejmujemy (wolna wola) czy nieuniknioną przyszłością (śmierć). Zatem widzom, którzy mają chęć i potrzebę do zadawania sobie trudu i zastanowienia się nad tymi sprawami, serdecznie polecam film "Rosencrantz i Guildenstern nie żyją".
1 10
Moja ocena:
10
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
75% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (117 głosów).
Udostępnij: