Recenzja filmu

Skażenie (2026)
Jonny Campbell

Odwaga cywilna

To filmowa parodia, w której parodystyczne aspekty nie do końca wybrzmiewają. Komedia niewywołująca salw śmiechu i horror niestarający się ani przez moment naprawdę straszyć. 
Odwaga cywilna
"This shit is real". Taką puentą zwieńczone zostają kontekstowe napisy z początku filmu. To też prawdopodobnie najzabawniejsza żart "Skażenia". Filmowej parodii, w której parodystyczne aspekty nie do końca wybrzmiewają. Komedii niewywołującej salw śmiechu i horroru niestarającego się ani przez moment naprawdę straszyć. 


W czym rzecz? Kilka dekad temu doszło do katastrofy amerykańskiej stacji kosmicznej, a jej liczne części pospadały na naszą planetę. Wśród nich – wyposażenie laboratorium skrywające pozaziemski i niezwykle niebezpieczny mikroorganizm. Odpowiednie służby szybko posprzątały bałagan i zamknęły kosmicznego grzyba w pilnie strzeżonej wojskowej jednostce. Z biegiem lat rządowy obiekt przemienił się jednak w publiczny magazyn. Dowództwo się wyniosło, a agresywne drobnoustrojstwo, którym nikt szczególnie się nie przejmował, pozostawiono w jednym z podziemnych pomieszczeń z zapewnieniem, że zagrożenie jego rozprzestrzenienia jest bliskie zera. Precyzyjniej mówiąc: temat został całkowicie zignorowany, a cała ludzkość lada moment stanie przed możliwością zagłady. Dzień jak co dzień. 

Teraz o losach świata zdecyduje dwoje stróżów nocnych magazynu. Nie ma się jednak czym przejmować. Jednym z jest Travis (Joe Keery), mało rozgarnięty i roztrzepany więzień na zwolnieniu warunkowym. Drugą jest Naomi (Georgina Campbell), arogancka i ciekawska dziewczyna po życiowych przejściach. Będą mogli jeszcze liczyć na pomoc Roberta (Liam Neeson), emerytowanego eksperta od bioterroryzmu. Ten już przed laty boleśnie zetknął się z zieloną substancją, więc wie jak wielkim jest niebezpieczeństwem. 


Za scenariusz filmu Jonny’ego Campbella odpowiada David Koepp, autor fabuły "Parku jurajskiego". Obie produkcje łączy naukowe zacięcie, sceptycyzm wobec eksperymentowania z technologią i przestroga przed ludzką lekkomyślnością. Koeppowi udaje się w "Skażeniu" zbudować atmosferę tajemnicy i utrzymywać zainteresowanie. Szczególnie w początkowych partiach filmu. Naczelnymi zasadami mikroorganizmu jest przetrwanie i ekspansja za wszelką cenę. Koepp i Campbell nadają mu również rys inteligentnego bytu, a jego struktura jest całkiem oryginalną propozycją dla kina science fiction. To bowiem nie humanoidalna czy przypominająca zwierzę istota, ale zarazek i pleśń. Wystarczy najdelikatniejszy kontakt z nią, by podpisać na siebie wyrok. 

Dominującą tonacją w "Skażeniu" jest absurd. Objawia się on na kilku poziomach. Na najbardziej podstawowym mamy kolejną spokojną zmianę w magazynie (może wzbogaconą o niezobowiązujący flirt), która staje się dla Travisa i Naomi ostateczną walką o przeżycie, a w szerszym planie – dniem sądu dla Ziemi. Film Campbella to również satyra na wszelakiego rodzaju służby i wojsko, mające w założeniu dbać o bezpieczeństwo. Gdy jednak pojawia się autentyczne zagrożenie, ignorancja wygrywa z inicjatywą, a od inwestowania ważniejsze okazują się oszczędności. Straceńcza misja Roberta może szczególnie dziwić, momentami nawet bawić. Do wyeliminowania grzyba z powierzchni ziemi potrzebne jest bowiem jedno narzędzie (każdy widz obeznany z amerykańskim katastroficznym kinem od razu będzie wiedział jakie). Miejsce jego przechowania jest szczytowym kuriozum "Skażenia". Bez wątpienia to zaplanowana zgrywa, ale jak wszystko w filmie Campbella i ten inscenizacyjny żart ma zaciągnięty hamulec ręczny. 


Koepp niestety nie ma komediowego instynktu, podobnie jak refleksu do ripost. Campbell z większą częstotliwością próbuje aranżować niedorzeczności i wywoływać zdziwienie. Zakażeni przemieniają się w przedziwne zombiaki, a niefortunne zbiegi okoliczności, które nawet skutecznie podnoszą stawkę, nie dają pewności, czy akcja ratownicza zakończy się sukcesem. Autentycznie zabawny i intrygujący prolog to jednak obietnica kina o wyrazistszej tożsamości. Może w przypadku kina niekiedy ważniejsze jest, jak zaczynasz, niż jak kończysz. 
1 10
Moja ocena:
6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?