Film Geralda Kargla z 1983 roku, będący studium psychiki psychopatycznego mordercy, opowiada historię zabójcy, który po dziesięciu latach odsiadki wreszcie wychodzi na wolność. Budzi się w nim
Film Geralda Kargla z 1983 roku, będący studium psychiki psychopatycznego mordercy, opowiada historię zabójcy, który po dziesięciu latach odsiadki wreszcie wychodzi na wolność. Budzi się w nim wtedy uśpiona żądza mordu, którą wyładowuje na trzyosobowej rodzinie mieszkającej w willi.
W kreacji głównej postaci widać inspirację co najmniej dwoma prawdziwymi seryjnymi mordercami. Pierwszy z nich to Peter Kürten, znany także jako wampir z Düsseldorfu. Wiele wydarzeń z biografii tego mordercy wpleciono w życie głównego bohatera, między innymi: silne zaniedbania w dzieciństwie, nastoletnią relację z czterdziestoletnią masochistyczną prostytutką czy spożywanie w parku krwi wprost z szyi łabędzia. Drugim z nich jest Werner Kniesek, na którego historii w zasadzie jest oparta cała fabuła. „Pan K.”, podobnie jak on, wychodzi z więzienia i dokonuje morderstwa trzyosobowej rodziny.
Zdecydowanie najlepsze, co jest w tym filmie, to innowacyjna jak na tamte lata praca kamerą, umieszczaną często wręcz na ciele aktora. Sprawia to wrażenie, jakby było się naocznym świadkiem zbrodni, a także szaleństwa bohatera. Oprócz tego na uznanie zasługuje gra aktorska Erwina Ledera, który przedstawił główną postać wyjątkowo autentycznie, czasami do takiego stopnia, iż mogłoby się wydawać, że obcuje się z kinem „snuff”.
To, co w tym filmie najbardziej mnie odpycha, to z pewnością otoczenie, które sprawia wrażenie, jakby było totalnie martwe. Osoby przypominają puste roboty obserwujące świat bez żadnych reakcji. Zdaję sobie sprawę, iż miało to na celu ukazanie społeczeństwa z perspektywy psychopaty, jednakże brakuje w tym wszystkim momentu przełamania narracji. Mam na myśli sytuację, w której wyszlibyśmy na chwilę poza głowę mordercy i zobaczyli autentyczne emocje na twarzach ludzi, co mogłoby stworzyć interesujący kontrast. Drugą rzeczą, która zasługuje na krytykę, jest powierzchowna, nic niewnosząca symbolika w postaci przedszkolanki z dziećmi oblegającymi samochód oraz próby zdrapania zeschniętej krwi z dłoni. Są to bardzo silne symbole, lecz z niewykorzystanym potencjałem, ponieważ ich wpływ na bohatera jest zaledwie chwilowy.
Ostatecznie uważam ten film za ciekawy i warty obejrzenia, ponieważ jest kilka rzeczy, które robi zdecydowanie dobrze i które wybijają się na tle tych kilku wad.