Recenzja filmu Swingersi (2020)
Andrejs Ēķis

Cringersi

Zwietrzałe gagi idą w setki, aktorska nadekspresja rozsadza ekran, komedia pomyłek jest, tyle że inscenizacyjnych, no i w skrócie - "Maraton uśmiechu" x Kabaret Baba z Wąsem. Wątek rodzimej ...
Filmweb Sp. z o. o. Sp. k.
  • recenzja kinowa Swingersi (2020)
"Wygrzmocę was wszystkich!" - drze się wniebogłosy niejaki Fabian (Michał Koterski), wykonując ruchy frykcyjne nad rozświetloną neonami Warszawą. Wystarczy jeden rzut oka na dorosłego faceta krzyczącego "juhu!" i paradującego w majtkach z wyszytymi nań inicjałami, by nawet na sali kinowej poczuć się adresatem tej groźby.

photo.title

Na grzmocenie nie trzeba długo czekać - rozpoczyna się wraz z pierwszą sceną dialogową, zaś przerwy wykorzystywane są głownie na ekspozycję. Bohaterów jest siedmioro: wspomniany Fabian, celebryta i samozwańczy król social mediów, żyje na kocią łapę z Iwonką (Joanna Liszowska) - nowobogacką dziewczyną, której za całą charakterystykę starczają radomskie korzenie. Gdzieś po drugiej stronie tęczy, w M2, kotłuje się wypalone małżeństwo - Typowy Andrzej (Krzysztof Czeczot) i Typowa Dorota (Ilona Ostrowska). Jest też szarmancki facet w stroju torreadora (Antoni Królikowski), który po rycersku ściąga z balkonu kochankę sąsiada (Barbara Kurdej-Szatan), a także lokalny gangster (Tomasz Oświeciński) - misiowaty, wrażliwy, z nerwicą natręctw, no bo wiadomo - im cieplejszy koks, tym jaśniejszy płomień humoru. Komedia trwa: bohaterowie przewracają się o własne nogi, wstydliwie chichoczą, opowiadają sprośne dowcipasy, a jak już temperatura sięgnie zenitu - lubieżnie łypią. Juhu!

Tytuł może być nieco mylący - choć film wykorzystuje popularny seksualny obyczaj w charakterze fabularnego zapalnika, chodzi tu raczej o najwyższą abstrakcję, czyli miłość. Bohaterowie ranią się wzajemnie z egoistycznych pobudek, pozostają nieczuli na potrzeby partnera, obchodzą się z uczuciem jak dziecko z zapałkami. Zaś reżyser ogrywa ich perypetie wdzięcznie, z poszanowaniem psychologicznej wiarygodności oraz fenomenalnym wyczu… Dobra, żartowałem - przecież wiadomo, jak to wszystko ogrywa. Zwietrzałe gagi idą w setki, aktorska nadekspresja rozsadza ekran, komedia pomyłek jest, tyle że inscenizacyjnych, no i w skrócie - "Maraton uśmiechu" x Kabaret Baba z Wąsem. Wątek rodzimej obyczajowości, tak niezbędny, by opowiedzieć tę historię przyzwoicie, sprowadza się oczywiście do żonglerki stereotypami, zaś w kategoriach cringe’u medal z pleśni otrzymują pomysłodawcy wątku homoseksualnego. Jezus Mariusz, kiedy ostatnio ktoś cisnął bekę z tego, że geje kłócą się jak "normalni ludzie"?

Jeżeli ktoś widział łotewski oryginał, wie mniej więcej, czego się spodziewać. Ale ponieważ nikt go nie widział, czujcie się ostrzeżeni. Żeby oddać twórcom sprawiedliwość, pod grubym sadłem żarciochów i dowcipasów kryje się subtelna opowieść o nieszczęśliwych ludziach oraz delikatna antymieszczańska połajanka. Tym większa szkoda, że scenarzysta i reżyser Andrejs Ekis nie potrafi jej wyeksponować na ekranie. Niekiedy udaje się to aktorom, w rzadkich odruchach artystycznej rebelii, dzięki przebłyskom świadomości, z czym właściwie mają do czynienia (wyróżniłbym zwłaszcza Joannę Liszowską, której udaje się samodzielnie odsłonić wrażliwe wnętrze Iwonki z Radomia). Zwykle jednak ten rodzaj komedii pozostaje w sferze pobożnych życzeń. Pozostaje swing - jak przekonują sami "Swingersi", aktywność przereklamowana jako miły sposób spędzania czasu, za to całkiem niezła jako substytut psychoterapii. To już chyba bardziej ekscytujący byłby film o celibacie.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 89% uznało tę recenzję za pomocną (36 głosów).
Michał Walkiewicz
ocenia ten film na:
1 10 3/10 słaby