Recenzja filmu

Teściowie (2021)
Jakub Michalczuk
Maja Ostaszewska
Marcin Dorociński

Ślubne wojny

Wychodzi na to, że wesele bez Wyspiańskiego może być równie udane, co wesele bez państwa młodych – niby kogoś brakuje, ale przynajmniej wszyscy bawią się bez spiny. 
Ślubne wojny
Szanuj zięcia dla dziecięcia, matka mężowa – głowa wężowa, i tak dalej, w ten deseń. Chociaż bohaterowie fabularnego debiutu Kuby Michalczuka rzadko sięgają po guzik atomowy w postaci rodzimych przysłów, uwikłani są w konflikt, który dałoby radę opowiedzieć ze sceny kabaretu. Tym większa ulga, że twórcy wybierają inną drogę – "Teściowie" to przede wszystkim opowieść o naszej narodowej specjalności, czyli cichej pielęgnacji resentymentów. I o momencie eksplozji, w którym klasowe uprzedzenia rykoszetują na cztery strony świata. 


Jesteśmy na weselu, takim z cyklu "postaw się, a zastaw się". W jednym narożniku mamy organizatorów imprezy, dobrze sytuowanych kabotynów, Małgorzatę (Maja Ostaszewska) i Andrzeja (Marcin Dorociński). W przeciwnym – ludzi biednych i bez gustu, ale "ze swoją godnością", Wandę (Iza Kuna) i Tadeusza (Adam Woronowicz). Wódeczka jest zimna i gęsta, muzyk ciśnie na basie, kelnerzy kłaniają się w pas. Pal licho, że pan młody zwiał sprzed ołtarza, a panna młoda zamknęła się w domu. Została Polska. W końcu zapłacone, co nie?

Forma filmu – niemal w całości zbudowanego z imponujących mastershotów – nawiązuje do struktury polifonicznej powieści: zainscenizowane w ciasnych korytarzach oraz okalających hotelowe foyer pomieszczeniach spotkania tytułowych bohaterów przerywane są fragmentami, w których operator tańczy wśród weselników i wybija rytm razem z kapelą. Treść literackiego oryginału Marka Modzelewskiego kojarzy się natomiast z "Bogiem mordu" Yasminy Rezy – opowieści o klinczu światopoglądów, wrażliwości i ekonomicznych potencjałów, z którego nie da się wyjść bez szwanku. Na ekranie ów klincz przedstawiony jest z wyczuciem delikatnej dramaturgicznej materii – "polskość" całego konfliktu nie jest tematyzowana w publicystyczny sposób, filtrem jest tutaj rozmowa o dzieciakach jako spadkobiercach grzechów oraz przywar ojców i matek. Nadaje to całości uniwersalny wymiar i zamienia "Teściów" w coś więcej niż sumę swoich składowych.  


Pochodzący z rozdzielonych kulturową i finansową przepaścią światów bohaterowie są doskonale napisani. Przede wszystkim dlatego, że scenarzysta i reżyser pozostawiają im wystarczająco dużo przestrzeni na przeżywanie rozmaitych emocji: wychodzenia i powracania do stref komfortu, przywdziewania i zdzierania z siebie najróżniejszych masek, zamieniania furii w coś oczyszczającego oraz trwania w milczeniu prowadzącym do implozji (spokojnie, są też slapstickowe wybuchy agresji i bodaj najefektowniejsza "luta na twarz" w polskim kinie). Fraza, którą operują bohaterowie, nieco szeleści, lecz zabieg ten wydaje się uzasadniony. Niby za mało tu kakofonii i zbyt wiele pięknych, wielokrotnie złożonych zdań, jakby sceniczna natura oryginału stała w opozycji do filmowego żywiołu. Jednak w kinie, dzięki precyzyjnej reżyserii Michalczuka, aktorska emfaza i nadeskpresja jeszcze lepiej pasują do wygłaszanych frazesów. A niech mnie kule biją, jeśli teściowie nie plotą piramidalnych bzdur. 

Pod wspomnianymi truizmami kryją się autentyczne emocje i kompleksy, aktorski kwartet uderza we właściwe tony, a Michał Englert wyczynia cuda z kamerą. Wszystko fajnie. Najbardziej w "Teściach" – i, prawdę mówiąc, właśnie za to podnoszę ocenę o jedno oczko – imponuje mi jednak artystyczna wstrzemięźliwość twórców. Pozostawienie całości na poziomie komedii (polskich) charakterów, przy jednoczesnym odcięciu się od modernistycznej tradycji wesela jako politycznej panoramy (rozciągającej się od Wyspiańskiego, przez Gombrowicza, po Wronę i Smarzowskiego) to mimo wszystko powiew świeżości. Wychodzi na to, że wesele bez Wyspiańskiego może być równie udane, co wesele bez państwa młodych – niby kogoś brakuje, ale przynajmniej wszyscy bawią się bez spiny. 
1 10
Moja ocena:
7
Michał Walkiewicz
Dziennikarz filmowy, redaktor naczelny portalu Filmweb.pl. Absolwent filmoznawstwa UAM, zwycięzca Konkursu im. Krzysztofa Mętraka (2008), laureat dwóch nagród Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
82% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (44 głosy).