Recenzja filmu

Zmowa (1994)
Michael Switzer
Jennifer O'Neill
Beverly D'Angelo

Całkiem dobry film telewizyjny

"Zmowa" Michaela Switzerawydaje się typowym filmem telewizyjnym. I rzeczywiście, pod względem realizatorskim czy technicznym przypomina bardziej jeden z odcinków serialu"Columbo" niż dobry, ...
"Zmowa" Michaela Switzerawydaje się typowym filmem telewizyjnym. I rzeczywiście, pod względem realizatorskim czy technicznym przypomina bardziej jeden z odcinków serialu"Columbo" niż dobry, kinowy kryminał. Nie zmienia to jednak faktu, że mamy do czynienia z produkcją, na która należy zwrócić baczniejszą uwagę. Film pod pewnymi względami, może uchodzić nawet za pewien wzór do naśladowania, a niektóre elementy stoją na dość wysokim poziomie.

Głównym bohaterem filmu jest Jonathan Stone (Richard Crenna), były policjant, a obecnie detektyw,dorabiający,by pomóc ciężko chorej żonie (Jennifer O'Neill), aco wiąże się z mało wdzięcznym zadaniemszpiegowania i filmowania niewiernych kochanków. Niestety, małżonka przegrywa walkę z chorobą, a zrozpaczony Jonathan postanawia skorzystać z oferty starego przyjaciela Arniego(Robert Desiderio), który proponuje mu przeprowadzkę do jego opuszczonej willi na zachodnim wybrzeżu.Szukający w trudnej sytuacji wytchnienia Stone uważa propozycję za dobry pomysł izgadza się. Lecz już pierwszego dnia pobytu, ktoś próbuje go zabić, a wkrótce staje się podejrzany o zabójstwo Arniego, którego ktośbrutalnie zamordował. Mający doświadczenie policyjne Stone postanawia sam rozwikłać zagadkę, a w pracy, z nieznanych powodów, zacznie pomagać mu atrakcyjna Annie (Beverly D'Angelo).

Reżyser Michael Switzernie prowadzi z widzem zaciekłej, detektywistycznej gry i nie pozwala mu na rozszyfrowanie zagadki przed bohaterami filmu. Choć wszyscy potencjalni mordercy Arniego są po kolei dość dokładnie przedstawiani oglądającemu, to jednak główne motywy kabały są przed widzem szczętnie ukryte i wyeksponowane dopiero przy zakończeniu filmu. Nie zmienia to jednak faktu, że reżyser dość umiejętnie manipuluje ciekawością widza, delikatnie przenosząc podejrzenia na każdą właściwie postać. Dosłowne przedstawianie potencjalnych zabójców, a także nowe fakty przy rozwiązaniu zagadki, mogłyby spowodować, że końcówka nie okaże się ciekawa iwystarczająco zaskakująca. Nic z tych rzeczy. Choć "Zmowa" nie jest żadnym szczytowym osiągnięciemkryminału, to jednak wyjaśnienie jest dośćatrakcyjne, choć niekoniecznie musi każdego w pełni zadowolić.

Znacznie większym atutem filmu, co może dziwić, są postacie. Richard Crenna, aktor bez żadnych wątpliwości niedoceniony, stworzył naprawdę wspaniałą kreację. Cała jego postać jest zbudowana na bazie jednej kluczowej i najważniejszej scenyz początku filmu, mianowicie na krótkiej rozmowie z umierającą żoną. Ten perfekcyjny fragment mógłby uchodzić za wzór do naśladowania dla reżyserów dramatówczy tragicznych romansów. W ciągu jednej minuty Crenniei O'Neilludało się stworzyć magiczną chwilę, ukazującą najważniejszą rzecz na świecie jaką jest miłość. To tutaj nakreślony jest całypóźniejszy bohater filmu, zpełną gamą jego reakcji i zachowań. Stone to w gruncie rzeczy postać tragiczna, twardziel nie chcący ukazywać swoich uczuć, ale w głębiskrywającyogromny ból, jednak nie na tyle, by nie potrzebować i oczekiwać pomocy od Annie, o czym doskonale świadczy scena ich rozmowy w restauracji oraz zachowanie Stone'a. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, żeJonathan pragnie rozwiązać zagadkę śmierci przyjaciela raczejnie z powodu obrony przed zarzutami - choć to po części także, ale bardziejz czystej chęci dokonania się sprawiedliwości czy ze zwykłejciekawości.Jego śledztwo prowadzonejest dość obojętnie.Niezwykle ważne są tutaj wzajemnerelacje Jonathana i Annie i są one zdecydowanie ciekawsze niż cała warstwa kryminalna filmu. Dla widza bardziej atrakcyjne może okazać sięjak zakończy się związek pomiędzy głównymibohaterami niż czymtak naprawdę jesttytułowa zmowa. A ostateczna rozmowa pomiędzyJonathanem i Annie to swoistego rodzaju zamknięcie tej pierwszej postaci. Możetrochę brutalne, ale jakże za tokonsekwentne i realistyczne.

D'Angelozostaje trochę w cieniu Crenny, ale tylko dlatego, że jej postać jest znacznie mniej skomplikowana i złożona. Aktorka umiejętnie wtłoczyła jednak w Annie nutkę nie tylko fizycznej i osobowej atrakcyjności, ale przede wszystkim tajemniczość. Z jakich powodów kobieta decyduje się na pomoc nieznanemu mężczyźnie w walce z kryminalistami? Czy jest to fascynacja charakterem i osobowością Stone'a?A może maona podłoże erotyczne i seksualne? A co jeśli kobieta sama zamieszana jest w całą historię i jest odpowiedzialna za śmierć Arniego? Trudno bowiem przypuszczać, że - jak sama twierdzi -pomaga w śledztwietylko i wyłącznie z czystej ciekawości i chęci rozrywki. W jej wypadku, wspomniana rozmowa końcowa z Jonathanem, to również pięknepodsumowanie jej prawdziwego oblicza, a sam dialog powinien okazać się o wiele bardziejistotny dla widzaniż rozwiązanie głównego wątku filmu, które w tym wypadku zostało zepchnięte na dalszy plan.

"Zmowa" to trochę dziwny film. W kategorii kryminału, w której przecież startuje, okazuje się pozycją co najwyżej dobrą, jeśli nie przeciętną. Film nabiera wartości jeśli wyjdziemy z nim poza ramy gatunku jaki prezentuje. Jest to zasługa tylko i wyłącznie wyśmienitychCrennyi D'Angelo, którzy są prawdziwą ozdobą tego skromnego, dość słabo zrobionego od strony technicznej filmu. Dla nich warto.
1 10
Moja ocena:
6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
22% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (9 głosów).
Udostępnij: