Sztuka dialogu

Reżyserka oddaje w swoim filmie głos tej mniej słyszalnej zwykle stronie katolickiego Kościoła. Pokornej, zdolnej do krytycznego myślenia, przyznania się do błędu, ciągnącej w stronę reform, ...
Sztuka dialogu
Bohater dokumentu "xABo Boniecki" ma w sobie coś z gwiazdy rocka podczas trasy koncertowej i szeryfa na zesłaniu, żyjącego bez względu na okoliczności w zgodzie z wewnętrznym kodeksem moralnym. 85-letni ksiądz jest w ciągłym ruchu, jeździ z jednego spotkania autorskiego na drugie, regularnie zagląda do redakcji "Tygodnika Powszechnego". Nieustannie otoczony ludźmi, którzy jednym tchem potrafią poprosić o autograf i podzielić się najbardziej intymnymi szczegółami ze swojego życia. Ma w sobie ten rodzaj charyzmy, dzięki któremu samą swoją obecnością otwiera w innych głęboko skrywane pokłady wrażliwości. Z podziwu godną przenikliwością i delikatnością potrafi wyczuć nastroje swoich rozmówców i dać im to, czego potrzebują.

Przyglądając się twarzom spotykanych przez Bonieckiego ludzi, trudno nie dostrzec podziwu i przejęcia, z jakim go słuchają. Wyobrażam sobie, jak łatwo można byłoby takie emocje przekuć w bezkrytyczne uwielbienie. Boniecki robi jednak coś nietypowego dla osoby w swojej pozycji – nie ocenia, nie prawi morałów. Traktuje ludzi po partnersku, rozładowuje atmosferę żartem, otwarcie mówi o swoich błędach. Przekonuje, że mimo wszystko warto rozmawiać z każdym. Zasiać ziarno zwątpienia, nie liczyć na spektakularne efekty i przyznanie się drugiej strony do błędu po pierwszym podejściu. I tak kurtuazyjna rozmowa w poczekalni na lotnisku zamienia się w intymną opowieść o stracie i żałobie, wizyta u fryzjera staje się pretekstem do przyjrzenia się paskudnym cechom swojego charakteru. Przyjemnie obserwuje się człowieka, który z podobną klasą potrafi dodać otuchy kobiecie przeżywającej samobójstwo bliskiej osoby, co wytrącić argumenty tropicielowi teorii spiskowych.



Aleksandra Potoczek, która spędziła u boku Bonieckiego trzy lata, przygląda się swojemu bohaterowi z niezwykłą uważnością i czułością. Portretując żywą legendę, unika pułapek kina biograficznego i powstrzymuje się przed wystawianiem Bonieckiemu pomnika. Choć nie brakuje tu materiału na ciepłą opowieść spod znaku "niby ksiądz, a jednak człowiek", reżyserka szybko rezygnuje z publicystycznego tonu i mnożenia anegdotek o odjechaniu ze stacji benzynowej bez zapłacenia rachunku czy modleniu się do mamy o miejsce parkingowe. Boniecki zyskuje tu nową, wychodzącą poza naznaczoną medialnymi kliszami, twarz.

Potoczek stawia na wyciszoną, kameralną narrację, unika dosłowności, nie daje prostych odpowiedzi. Udaje jej się uchwycić chwile niezwykłe – szczerej wymiany zdań z przyjacielem o kondycji Kościoła katolickiego i zakazie wypowiadania się w mediach, jaki ciąży na marianinie z przerwami od niemal dekady. Nie odwraca wzroku od mniej pochlebnych momentów, jak w scenie dyskusji o pedofilii wśród księży. Dotyka przy okazji paradoksu, jakim jest naznaczona działalność duchownego, którego wypowiedzi według jego przełożonych "stają się źródłem kolejnych rozdarć i moralnych niepewności wśród wiernych Kościoła katolickiego". Boniecki bierze w nawias wszystko, co złe w instytucji, nie pozwala, by to zaburzyło jego kompas moralny. To, co dla jednych będzie podziwu godną konsekwencją, dla drugich może wydać się miłosną utopią, którą zakonnik stworzył na własny użytek, by funkcjonować w trawionym kryzysem Kościele.



Autorka "Voyage, voyage" oddaje w swoim filmie głos tej mniej słyszalnej zwykle stronie katolickiego Kościoła. Pokornej, zdolnej do krytycznego myślenia, przyznania się do błędu, ciągnącej w stronę reform, wykształconej i traktującej drugiego człowieka po partnersku. Scena z siostrą Chmielewską to najciekawsza rozmowa o celibacie, jaką słyszałam w kontekście wiary. Paląca papierosa zakonnica i siedzący obok na ławce w ogrodzie ksiądz dyskutujący o samotności, wierze i problemach Kościoła wyglądają jak żywcem wyjęci z "Nowego/młodego papieża" Sorrentino.

Po seansie dokumentu Potoczek wróciła do mnie scena z 3. sezonu "Prawa ulicy", w której major Colvin rozmawia ze swoim podwładnym Carverem o sensie pracy policjanta. Chwaląc chłopaka za instynkt i zdolności kierownicze, jednocześnie wygarnia mu, że żaden z niego policjant. Nie chodzi mu jednak wyłącznie o ambitnego i w gruncie rzeczy rzetelnie podchodzącego do wykonywania swoich obowiązków Carvera. Całe pokolenie młodych stróżów prawa padło ofiarą podejścia przełożonych, nastawionych na wymierne wyniki odzwierciedlane w statystykach aresztowań. Tymczasem, jak przekonuje major, ta robota kiedyś polegała przede wszystkim na budowaniu relacji z mieszkańcami patrolowanego miasta. Tam, gdzie nie ma zaufania, nie może być miejsca na dialog i współpracę, niezbędną do wykonywania policyjnej pracy.

Być może to skojarzenie na pierwszy rzut oka może się wydać dość odległe od filmowej biografii księdza. Nie daje mi jednak spokoju myśl, że w "xABo Boniecki" zobaczyłam ten dość zapomniany społecznikowski wymiar kapłaństwa, rozumianego jako posługa, obecność, naznaczona głębokim szacunkiem do drugiego człowieka. Widok tysięcy ludzi przychodzących na spotkanie z Bonieckim czy zaczepiających go na ulicy z ogromną potrzebą wysłuchania i podzielenia się swoimi wątpliwościami pokazuje, że bardzo nam tego brakuje.
1 10
Moja ocena:
8
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
73% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (11 głosów).
Udostępnij: