Strażackie FPP

"911 Fire Rescue" może się wydawać kolejnągrą podobną do niemieckiej serii "Emergency", w której sterujemy pojazdami służbratowniczych, wyciągając ludzi z wraków samochodówi opanowując katastrofy
"911 Fire Rescue" może się wydawać kolejnągrą podobną do niemieckiej serii "Emergency", w której sterujemy pojazdami służbratowniczych, wyciągając ludzi z wraków samochodówi opanowując katastrofy ekologiczne. Gier tego typu powstało już tyle, że jeszcze jedna nie robi różnicy.Gubią się tylkopoważne i niepoważne serwisy internetowe, podając niewłaściwy gatunek czyscreeny recenzowanego tytułu. Choćby jednaknie wiem jak idiotycznie to zabrzmiało, "911" mogłoby uchodzić zagrę przełomową, aw perspektywiegatunku może nawet za rewolucyjną. Stałoby się tak, gdyby nie wykonanie na poziomie pracy licencjackiej studentów informatyki. Pracy niezaliczonej oczywiście.

Panowie z WizardWorks zdecydowali się na ciekawykoncept i połączyli gatunek FPP z pracą strażaka. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, jakie możliwości oferuje takie rozwiązanie. Wcielenie się w rolęwalczącego z ogniem, dymem, walącymi się stropami mężczyzny z perspektywy 1. osoby, mogłoby dostarczyć graczom całkiem nowych iunikatowych doznań. Na próżno też szukać takich pomysłów w historii komputerowej rozrywki. Tym bardziej szkoda, że wykonanie "911" jest tragiczne, wręcz żałosne.

Twórcy przygotowali dla gracza siedemnaście misji, w których celem jest ugaszenie ognia, uratowanie uwięzionych oraz przeżycie. Zadania rozgrywają się w trzech rodzajach otoczenia: ulicy, domku rodzinnym oraz biurowcu. Pierwsza lokacja, czyli ulica, w każdymscenariuszu wygląda tak samo, azmienia się tylko ustawienie palących się samochodów. Jedynym urozmaiceniem w tej scenerii było zadanie, w którym musieliśmy ugasić kręcące się w kółko (!?) auto. Domki ibiurowce natomiast wyglądają bardzo podobnie. W kolejnychmisjach dokłada im się tylko dodatkowych, lecz tak samo wyglądających segmentów.

Sama rozrywka to obraz nędzy i rozpaczy. Nie będę czepiał się już katastrofalnej grafiki. Uczepię się za to prostackich rozwiązań, banalnej mechanikiorazpoziomu wrażeń z gry. Pierwszym zastrzeżeniem jest walka z ogniem. Ten - o dziwo - nie rozprzestrzenia się, a to oznacza, że można wejść do zajętego pomieszczenia, ugasić część pożaru, wyjść, a potem wrócić, by ugasić resztę. Nie trzeba stosować ani żadnych taktyk, animyśleć strategicznie. Walka z pożarem, czyli to, co miało być siłą napędową gry, jest w tym wypadku nawet prostsza od budowy cepa.

To i tak nic w porównaniu z ratowaniem z płonących budynków cywili. Jeśli odnajdziemy jakiegoś dychającego jeszcze delikwenta, wystarczy stanąćnad nim i kliknąć prawym przyciskiem myszy. Wtedy nasz bohater informuje bazę, że znalazł żyjącego i że ktoś powinien go zabrać...I rzeczywiście, ciało w sekundę znika, sugerując nam, że za naszym strażakiem zawsze znajduje się grupka kompanów, którzy jednak nijak nie chcą pomagać w okiełznaniu płomieni. No chyba, że nagłym wynoszeniem ofiar zajmują się krasnoludki. Brak współtowarzyszy i jakiegokolwiek wsparciato, nawiasem mówiąc, kolejnaogromna wada tytułu.Więcej niż pewne jest jednak, żezaprojektowanieinnych strażakówi ichSztucznej Inteligencji przerosłoby możliwości programistów.

Tak prostakonstrukcja "911" oznacza, że tak naprawdęnaszym jedynymzadaniem w grzejest odpowiednie szybkie zwiedzenie wszelkich możliwych pomieszczeń, klikając przy tym lewy przycisk na ogniu, a prawy na leżących osobach. Żałosną próbą urozmaiceniagry jest będące na wyposażeniu drugi rodzaj gaśnicy oraz maska tlenowa, których musimy używać przy walce z cięższym ogniem. Czy są jakieś plusy? Nie ma. Jedynym ciekawszym motywem, na który zwróciłem uwagę, był fajnie pokazany latający popiół i gęsto zadymione pomieszczenia ograniczające widoczność. To tylko potwierdza, jaki potencjał krył się za "911 Fire Rescue"i jak mógł byćwykorzystany, gdyby za grę zabrało się jakieś bogatsze studio, a nie banda amatorów.
1 10
Moja ocena:
1
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?