Dracarys

Fani gier Capcomu nie mogą narzekać na brak wrażeń. Nie dość, że Japończycy wydali niedawno najlepiej ocenianą grę roku (na dzień pisania niniejszej recenzji), to na horyzoncie majaczy też dziwna
Fani gier Capcomu nie mogą narzekać na brak wrażeń. Nie dość, że Japończycy wydali niedawno najlepiej ocenianą grę roku (na dzień pisania niniejszej recenzji), to na horyzoncie majaczy też dziwna i intrygująca "Pragmata". Kurz po premierze "Resident Evil Requiem" zdaje się powoli opadać, a pośród dymu dostrzec można połyskujące złote ślepia. I nie są to kolejne zombiaki rozpaczliwie próbujące dorwać Leona Kennedy’ego. Przyszedł czas na to, by pozostawić za sobą walczących z wirusem T i po raz kolejny zmierzyć się z oszalałymi smokopodobnymi monstrami.



Po fantastycznie przyjętym "Monster Hunter Stories 2" premiera kolejnej części była tylko kwestią czasu. Capcom idealnie wstrzelił się w gusta tych, którym nie po drodze było z dużymi MonHunam, a chcieli jednak zasmakować łowów na oszalałe bestie. "Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection" zaprasza graczy do świata targanego zjawiskiem nazywanym Wtargnięciem Kryształu. Powoduje ono nie tylko mineralizację gruntu, ale i wpływa również na żywe stworzenia, przemieniając je w lity kryształ. Jako dziedzic Azurii zmuszeni zostaniemy do zbadania fenomenu krystalizacji oraz zniwelowania napięcia narastającego między Azurią i Vermeilem. Sytuacji nie pomaga pojawienie się bliźniaczych Rathalosów. Stworzeń nie tylko uznawanych za wymarłe, ale i wieszczących zgubę oraz zagładę.

Spin-offy spod znaku "Stories" miały to do siebie, że oferowały graczom MonHunowe doświadczenie w wersji light. Tutoriale w sposób przystępny pozwalały na opanowanie podstaw rozgrywki, a oparcie walki o model papier-kamień-nożyce uprzyjemniało doświadczenie płynące z gry. Wyłapanie zależności pomiędzy stworkami a sposobami na zwalczanie ich ataków było niezwykle intuicyjne. Piszę o tym dlatego, że trzecia część "Stories" postanowiła trochę skomplikować stan, do którego zdążyliśmy się przyzwyczaić. Bo choć model walki wciąż jest oparty o jankena, to twórcy postarali się, by każde starcie było dla nas wyzwaniem. Potwory są niesamowicie wytrzymałe, a niejednokrotnie nawet posiadanie odpowiedniej broni nie gwarantuje, że wygramy starcie. Monstra władają wieloma rodzajami ataków, krystalizują się, wykonują ataki odwetowe. Jednym słowem – łatwo już było, teraz czas na ocieranie potu z czoła. Starcia są mniej przewidywalne i wymagać będą od nas zdecydowanie więcej uwagi niż w poprzedniczkach.



Choć nasz Rathalos uważany jest za omen, zło wszelakie i ukrytego niszczyciela światów, to nie zaszlibyśmy daleko, polegając tylko na jego umiejętnościach. Świat jest naszym kurnikiem, a nas czeka przekopywanie się przez losowo generowane jaskinie w poszukiwaniu jaj idealnych. Znajdziemy w nich nie tylko podstawowe wersje stworków, ale i dwużywiołowe warianty, czy też aberracje kolorystyczne. W "Monster Hunter Stories 3" będziemy mieli do czynienia przede wszystkim z potworami znanymi z "Rise" i "Wilds", ale twórcy pozostawili całe mnóstwo niespodzianek dla graczy wyczekujących pojawienia się swoich ulubionych bestii.

Poza walką, ujarzmione przez nas potwory przydadzą się również w eksploracji świata. Każdy z nich może być ujeżdżany, jednak dysponuje innymi zdolnościami terenowymi. Rathalos idealnie sprawdzi się w pokonywaniu dużych odległości w przestworzach. Swoją drogą lot na takiej potężnej bestii momentalnie przywodzi na myśl Targaryenowe więzi ze smokami. Wracając jednak do czerwonego smoka – kompletnie nie radzi on sobie ze wspinaczką czy pływaniem. A że możemy mieć ze sobą łącznie sześciu towarzyszy, skomponowanie teamu idealnego nie powinno być dużym problemem, zwłaszcza że doświadczenie zyskujemy tu zaskakująco szybko.



Kolejnym wyzwaniem będzie komponowanie zdolności podopiecznych. Ponownie zabawimy się w zaawansowaną inżynierię genetyczną, tworząc z genów zwierzaków mutanta niosącego zniszczenie i pożogę. Na szczęście twórcy zrezygnowali z poświęcania jednego stworka kosztem drugiego i możemy do woli zamieniać geny wśród zwierzaków bez ryzyka utraty któregokolwiek z nich.

Ograniczenie liczby biomów spowodowało, że każde miejsce intryguje i zachęca do pogłębionej eksploracji. Biorąc pod uwagę terenowe umiejętności stworków, liczba miejsc, do których możemy zajrzeć, znacząco rośnie. A poukrywane tu i ówdzie świnki skutecznie motywują, by zaglądać w każdy kąt.



Ciekawym urozmaiceniem jest mechanika odbudowy środowiska. Możemy manipulować ekosystemami tak, by na zwiedzanych terenach pojawiały się wcześniej nieobecne stworki. Poprzez wypuszczanie na wolność wyklutych zwierzaków mamy bezpośredni wpływ na biomy i napotykanych przeciwników. Już w pierwszym obszarze zmuszeni zostaniemy do przywrócenia populacji Różowej Rathiany. Więcej różnorodnych bestii oznacza więcej okazji do zdobywania nietypowych materiałów i wytwarzania lepszego ekwipunku. Z przyjemnością patrzy się na to, jak Capcom takimi ruchami wprowadza zmiany naturalnie wpisujące się w charakter marki. Nie są one zbyt spektakularne, jednak ratują twórców przed oskarżeniami o stagnację i wtórność.

Podobnie jak w poprzedniczce, uraczeni zostaliśmy polską lokalizacją. Trzymanie się "rytuału kanalizowania" niezmiennie bawi, ale jest też wyrazem tego, że nie wyciągnięto wniosków z "Monster Hunter Stories 2". Tłumaczenie nadal bywa niechlujne, a ja sama parokrotnie zmieniałam wersję na angielską, bo translacja niektórych zasad rządzących walką bądź zadaniami pobocznymi była dla mnie niezrozumiała. Polskie kwestie brzmią momentami nienaturalnie i upraszczają dialogi do poziomu wypowiedzi, które mogłyby paść z ust dzieci. Kłóci się to mocno z tonem gry, który jest znacznie mroczniejszy od tego, co widzieliśmy wcześniej.



"Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection" choć nadal pozostaje klasycznym, turowym RPG-iem, stara się dokładać do tego swoistego koszyczka z jajkami nowe rzeczy, które są po prostu naturalną konsekwencją rozwoju tej marki. Na szczęście żadne z tych jajek nie jest zbukiem. Fakt, poziom trudności został podniesiony, a pomimo kolorowej grafiki gra może być znacznie mniej przyjazna dla młodszych odbiorców niż "dwójka". Jedno jest pewne – Capcom nie spuszcza z tonu i znów celuje w wysokie oceny dla swojego potworkowego spin-offu.
1 10
Moja ocena:
8
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?