Jedź do Japonii, mówili

Team Ninja odświeżyło serię bez nadmiernego grzebania przy jej DNA. Otrzymaliśmy sequel bardziej rozbudowany i odważniejszy projektowo, a przy tym nadal wymagający. Nie ma tu mowy o kompromisach,
Można iść przed siebie małymi kroczkami, a można wykonać susa naprzód. I choć do rewolucji jest daleko, to Team Ninja — mając świadomość, że błędem będzie oderwać od piersi betonowy elektorat, głosujący portfelami na ich gry — zmieniło wektor rozwoju serii. Tym samym stworzyło bodaj najbardziej ambitną, złożoną i zwyczajnie najlepszą odsłonę cyklu. "Nioh 3" to w dalszym ciągu brutalny, techniczny soulslike, który bezlitośnie punktuje każdy błąd, ale zarazem gra wychodząca z szerzej otwartymi ramionami do graczy niechętnie do tej pory patrzących na podobne ścieżki zdrowia. Uspokajam jednak lubiących dostać po głowie, że bynajmniej nie chodzi o ułatwienie rozgrywki, tylko o jej dynamikę i różnorodność.



Akcja gry przenosi nas do roku 1622, w sam środek politycznych napięć, jakie towarzyszyły narodzinom nowej dla Japonii ery – epoki Edo. Tokugawa Takechiyo, przyszły szogun, zostaje uwikłany w konflikt z własnym bratem, Kunimatsu, którego wybujałe ambicje pchają coraz śmielej ku ciemności, aż staje na czele armii yokai. Ale to zaledwie fabularny punkt wyjścia, bo intryga rzuca nas przez kolejne rozdziały japońskiej historii, od okresu walczących królestw, przez nie tak znowu sielankowe Heian, aż po schyłkowe dla siogunatu Bakumatsu, co nadaje tej opowieści epicki rozmach i blockbusterowy rytm. Kto potrzebował jakiegoś sensownego pretekstu, żeby naparzać się z kolejnymi demonami, otrzymał jeszcze więcej, bo narrację splecioną z mitologią i historią kraju.



Z napompowaniem fabularnej skali poszły też zmiany struktury rozgrywki. "Nioh 3" odchodzi od klasycznego podziału na kolejne misje na rzecz sporych, półotwartych lokacji, dzięki czemu świat gry przestaje być wyłącznie areną kolejnych potyczek. Eksploracja ma sens z uwagi na opcjonalne wyzwania, sekrety i sekreciki, alternatywne ścieżki i ukryte skróty. Rzecz jasna nie ma mowy o sandboxowej swobodzie, przez cały czas prowadzi nas twarda ręka demiurga z Team Ninja, ale dzięki owym usprawnieniom każda wyprawa w (nie)znane obiecuje mniejszą powtarzalność.



Zauważalny lifting przeszedł system walki. Obok klasycznego stylu samurajskiego możemy bić się w trybie ninja. Wojownik cienia jest szybki, zwinny, polega na unikach, niemalże akrobatycznych ewolucjach oraz sprzęcie i technice ninjutsu. Możliwość błyskawicznego przełączania między stylami w trakcie starcia prędko staje się nie efektownym trikiem, a trzonem całej mechaniki pojedynków. Nie ma jednak sensu trzymać się i rozwijać tylko jednego, byłoby to zubożeniem rozgrywki, bo "Nioh 3" rozwija skrzydła dopiero przy kombinowaniu ze sposobami walki i postawami, poszukiwaniu własnej ekspresji poprzez żonglowanie nabywanymi umiejętnościami.



Żeby jednak wydobyć pełnię możliwości z gry, trzeba poświęcić mnóstwo czasu na rozmaite tabelki i grzebanie przy cyferkach. Różnorakich wskaźników, liczników, pasków i numerków mamy tu ogrom, od punktów prestiżu, przez drzewka umiejętności, do konkretnych skillów przypisanych danemu stylowi walki. Rozbudowanie systemu czyni go przyciężkim – choć można tutaj zdać się na automatyczne wykorzystanie dostępnych punktów rozwoju – ale pozwala też stworzyć postać skrojoną na miarę pod własny styl gry, bez poczucia, że któraś ze ścieżek jest jedyna i słuszna.



Prawdziwym piekłem są jednak nie tabelki, lecz szalenie wymagające wyzwania Crucible, które są niczym swoisty egzamin testujący refleks oraz znajomość mechanik i, a jakże, odporność psychiczną na ciągłe bęcki. Zmienna konfiguracja zasad, właściwe konkretnym miejscom modyfikatory i ekstremalny poziom trudności czynią z nich prawdziwe pola bitwy dla najbardziej wytrwałych. Na wysokim poziomie stoi też oprawa audiowizualna. Zadbano, aby inspirowane konkretnymi okresami historycznymi plansze były zróżnicowane i dopracowane, projekty przeciwników i bossów rysowano z należytym rozmachem, a animacje walk były płynne i dynamiczne. Co prawda nadal nie jest to gra, która będzie walczyć o miano najpiękniejszej, lecz nie takie też było założenie. Zresztą surowa estetyka "Nioh 3" ładnie zgrywa się z charakterem samej rozgrywki.



Team Ninja odświeżyło serię bez nadmiernego grzebania przy jej DNA. Otrzymaliśmy sequel bardziej rozbudowany i odważniejszy projektowo, a przy tym nadal wymagający. Nie ma tu mowy o kompromisach, raczej o zaproszeniu do tej zabawy większego grona, choć przypomina to strategię rosiczki nęcącej owada. Uwaga więc, bo jak dać tej grze palec, to chapnie całą łapę.
1 10
Moja ocena:
8
Krytyk filmowy i tłumacz literatury. Publikuje regularnie tu i tam, w mediach polskich i zagranicznych, a nieregularnie wszędzie indziej. Czyta komiksy, lubi kino akcji i horrory, tłumaczy rzeczy... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?