Recenzja serialu

Heweliusz (2025)
Jan Holoubek
Magdalena Różczka
Michał Żurawski

Państwo w stanie przechyłu

„Heweliusz” Jana Holoubka to jeden z tych seriali, po których zostaje w człowieku nie tyle konkretna scena, co ciężar. Ciężar zimna, strachu, bezradności i poczucia, że coś poszło nie tak dużo
HeweliuszJana Holoubka to jeden z tych seriali, po których zostaje w człowieku nie tyle konkretna scena, co ciężar. Ciężar zimna, strachu, bezradności i poczucia, że coś poszło nie tak dużo wcześniej, zanim morze zrobiło swoje. To produkcja rewelacyjnie zrealizowana pod względem technicznym, aktorskim i narracyjnym, ale jej największa siła nie polega na efektach ani skali przedsięwzięcia. Polega na tym, że Holoubek nie próbuje widza pocieszać.

Katastrofa promu MF Jan Heweliusz jest tu punktem wyjścia, a nie celem samym w sobie. Twórców interesuje nie tylko „jak to się stało”, lecz przede wszystkim „co stało się potem”. Z ludźmi, instytucjami, odpowiedzialnością i prawdą. Serial mnoży hipotezy, prowadzi równolegle kilka możliwych wyjaśnień, żadnego nie unieważnia i żadnego nie domyka ostatecznie. I właśnie to jest uczciwe. Bo im dalej w las tej historii, tym bardziej oczywiste staje się, że pełnej prawdy prawdopodobnie już nigdy nie poznamy. Zbyt wiele interesów, zbyt wiele strachów, zbyt wiele spraw zamiecionych pod dywan.

Holoubek świetnie operuje formą. Żongluje czasem, perspektywami i konwencjami, nie gubiąc przy tym emocjonalnego rdzenia opowieści. Sceny katastrofy są wstrząsające, ale nie epatują tanim dramatyzmem. Kamera nie celebruje nieszczęścia, raczej zmusza widza do bycia świadkiem. To nie jest „polskie kino katastroficzne” w pejoratywnym sensie. To serial, który wygląda, brzmi i oddycha jak światowej klasy produkcja.

Ogromną rolę odgrywa tu obsada, praktycznie bez słabych punktów, oraz konsekwentnie budowana atmosfera Polski początku lat 90. I tu warto zatrzymać się na chwilę. „Heweliusz” jest zimnym prysznicem dla wszystkich, którzy odczuwają dziś nostalgiczną tęsknotę za tamtym okresem. To nie są „fajne lata dziewięćdziesiąte” z kasetami VHS i magnetowidami. To kraj w permanentnym stanie prowizorki. Biedny, szary, zmęczony, z państwem, które dopiero uczy się, jak nie zawodzić i często tę lekcję oblewa. Serial brutalnie przypomina, jak daleką drogę przeszliśmy od tamtej rzeczywistości do momentu wejścia do Unii Europejskiej.

Heweliusz” nie daje prostych odpowiedzi ani moralnych fajerwerków. Zamiast tego pokazuje system, który chroni samego siebie oraz ludzi, którzy próbują zachować w nim resztki godności. To opowieść o odpowiedzialności rozmytej tak bardzo, że w końcu przestaje być niczyja. I może właśnie dlatego działa tak mocno.

To serial wybitny, bo nie udaje, że wie więcej niż my. A jednocześnie ma odwagę powiedzieć. Jeśli coś poszło nie tak, to nie była to jedna decyzja, jeden błąd ani jeden człowiek. I z tą myślą zostawia widza na długo po napisach końcowych.
1 10
Moja ocena serialu:
9
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
Recenzja Heweliusz
Miałem kiedyś okazję płynąć promem ze Świnoujścia. Z całej przygody pamiętam przede wszystkim swój opad... czytaj więcej