Fleabag

2016
Fleabag
8,3 17 760
ocen
8,3 10 17760
14 583
chce zobaczyć
9,1 17
ocen krytyków
{"rate":9.117647,"count":17}
{"type":"film","id":769619,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/serial/Fleabag-2016-769619/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum serialu Fleabag
  • ...ale, cóż poradzić, naprawdę zabawny.
    Odcinki można oglądać „do obiadu”, bo trwają po 20 minut, a mają fajne tempo - zawsze coś się na ekranie ciekawego dzieje. Sam serial jest baaaardzo brytyjski, co jest jednak wyłącznie jego zaletą (swoje robią humor i akcent, nabijanie się ze stereotypów i klimat londyńskiej opowiastki o mikrospolecznosci znajomych). Motyw zwracania się głównej bohaterki do kamery - szczególnie fajnie ograny w 2. Sezonie.
    Postacie ojca i kierownika banku bawiły mnie w tym wszystkim chyba najbardziej XD.

    Ale w trakcie oglądania mimowolnie miałem w głowie myśl rodem ze sceny po napisach z filmu Vice (polecam zerknąć na YT: https://youtu.be/mYDbT0BXlBA).

    Bo Fleabag to niby taka czarna komedyjka (z traumatycznymi historiami o umieraniu w tle), ale widać, że Phobe przemyca w niej swój anty-konserwatywny i -religijny, ogólnie rzecz biorąc - kontrkulturowy - światopogląd. Taki, w którym fajne jest życie bez zobowiązań, skupienie na sobie samym oraz samodzielne wyznaczanie sobie granic tzn. wolności/ postępowania (jeśli nie wchodzą one w drogę innym). Sama tytułowa Fleabag wszystkie „opresyjne” reguły łamie, bo „girls just wanna have funn”.

    Nie umniejsza to ogólnie świetnej realizacji serialu - poza tym mamy pluralizm, kino jest ciekawsze kiedy mówi coś o swoim twórcy (a widz może z tym dyskutować, jak ja tutaj), a ruchy np. feministyczne miewały słuszne postulaty. Merytorycznie jest to jednak miejscami coś na poziomie wyśmiewanych za naiwność Christian Movies, tylko po drugiej stronie światopoglądowej barykady. Tyle jednak, że Fleabag, nikt przecież nie wyśmieje, a raczej pochwali za to, że pokazuje „PRAWDĘ” - wyzwoloną jednostkę, a nie życie w zgodzie z opresyjną religią/tradycją, która wyznacza totalne granice i mówi jak żyć, choć nie zawsze te totalne zasady wydają się pasować do skrajnych, indywidualnych sytuacji.

    Miałem przez to wszystko wrażenie, że ktoś chce mnie przekonać do swoich racji / utwierdzić w prezentowanym światopoglądzie. I nie tu chodzi już o nawoływanie do poszanowania praw mniejszości, czy prośbę o niepotępianie kobiet i mężczyzn, którzy są w trudnych sytuacjach. Tu chodzi o zachęcanie do chodzenia na łatwiznę, dawanie ludziom usprawiedliwienia - dla rozwodu, aborcji, rozwiązłości. Asekuracyjnie serial pokazuje, że jest to niby destrukcyjne, a człowiek szuka wskazówek we „wszechświecie”, choć ostatecznie nic się nie stanie jeśli skończy w łóżku z edgy księdzem.

    W strawieniu tego dosyć ostentacyjnie podanego przesłania, pomaga jednak fajna realizacja, humor i przynajmniej pozorny dystans do prezentowanego „światopoglądu” i podśmiechiwanie się z niby-hipokryzji bohaterek (np. kiedy Fleabag mówi, że „może nie byłaby taką feministką, gdyby miała większe piersi”, lub kiedy obie siostry, na wykładzie pt. Głos kobiet, przyznają, że oddałyby wszystko za idealne ciało - prawaczka śmieszy - i pewnie każdego z choć drobnym dystansem do wyznawanych poglądów).

    Może to trochę na wyrost, snuć takie rozważania przy takim „lekkim” serialu, ale miałem takie przemyślenie :), a myśle, że dyskusja nad moralną stroną rożnego rodzaju seriali / filmów, nawet tak rozrywkowych, ma mimo wszystko sens.

  • Burzujzmiasta Bo właśnie ten, a nie inny światopogląd jest tematem filmu. Zachęcona i przekonana do niego może czuć się tylko osoba, ktora ów światopoglad w głębi duszy popiera, pragnie tak właśnie żyć. Przeciwnicy nie powinni czuć się zagrożeni ;)

  • Deansgirl ocenił(a) ten serial na: 9

    Burzujzmiasta To tak, po pierwsze uważam, że ten serial choć ,,lajtowy" jest właśnie super do takich rozmyślań o życiu, więc fajnie, że to zrobiłeś ;) I teraz nie wiem jak napisać resztę mojego komentarza, żeby nie zabrzmiał zbyt ostro w twoim kierunku, bo to, co napisałeś było kulturalne i w pewien sposób logiczne, także chciałabym tu zachować tak samo wysoki poziom dyskusji, jak ten narzucony przez Ciebie, ale... mam trochę wrażenie, że nie oglądałeś tego, co było na ekranie, tylko to, co chciałeś na nim zobaczyć. Na sam początek chciałam zaznaczyć, że jeżeli uznajesz bycie bardzo brytyjskim za zaletę serialu, to dziwi mnie krytyka bardzo brytyjskiego podejścia do życia. Angielskie millenialsy to największe liberały na świecie (no może oprócz LA :p) A Fleabag wcale nie była taka obojętna w stosunku do zasad, wcale nie uważała, że nie ma granic. Przecież co chwilę pojawiały się w niej wyrzuty sumienia, wciąż się krytykowała i żałowała, że nie jest lepszym człowiekiem. Dodatkowo jej obrzydliwe zachowania wynikały z tego, jakie spustoszenie w niej pozostało po śmierci Boo. Jej szukanie siebie wcale nie wynikało z tego, że nie wiedziała ,,gdzie jej miejsce", bo jak kilkukrotnie było powiedziane, ona wiedziała co chce, tylko notorycznie potykała się na drodze po te rzeczy i była pochłonięta swoimi błędami i frustracjami. Jej stosunek do seksu z resztą sama określała jako błędny i czuła, że jest trochę ofiarą samej siebie w tej toksycznej potrzebie dowartościowania przez erekcję jakiegoś kolesia (co tak btw pokazuje po raz kolejny jej brak feminizmu). Jeśli chodzi o łatwe decyzje, to też nie wydaje mi się, żeby właśnie takie podejmowała, bo była chyba najszczerszą z bohaterek, zawsze dbała o dobro swojej siostry i nie porzucała kawiarni ((choć to akurat może wynikać ze wstydu i poczucia rozczarowania boo, niż faktycznej chęci podążania za moralnością i dotrzymaniem obietnicy)). Jeśli chodzi o feminizm to jego krytyki była w tym serialu MASA. Główna bohaterka i jej siostra wcale nie były ,,prawdziwymi feministkami" xxi wieku, a te bilety na spotkania właśnie pokazywały słabość ich ojca i to, że takie motywacyjne pierdoły o kobiecości są tylko przykrywką braku siły. Dodatkowo ta nagroda dla kobiety biznesu, czy jak to się nazywało. Przecież komentarz zwyciężczyni był w punkt! ((ten, że dodanie ,,kobiety" w kategorii nagrody sprawia, że ta nagroda staje się jakby nagrodą pocieszenia, mniejszej wagi)). Fleabag wcale nie krytykuje religii, sama jest ateistką, ale nie widzi nic złego w wierze innych - zauważ, że jej przytyki co do Biblii rozbawiły nawet księdza i zmusiły do uwagi, że czyta Pismo Święte zbyt dosłownie, a wcale nie o to w nim chodzi. Jeśli chodzi o jej związek z wspomnianym księdzem to po pierwsze on też ma swój rozum, nie tylko ona ;) po drugie jest on (związek) właśnie oparty na miłości, nie tylko pożądaniu, po trzecie ksiądz może przestać być księdzem..., a po czwarte, biorąc pod uwagę anglikańską tradycję Wielkiej Brytanii, nie ma nic dziwnego w tym, że z wiązek z duchownym nie jest dla bohaterów czymś tak przerażającym, jak dla Polaków ((choć oczywiście nie powinno do niego dojść)). A, i jeszcze jest kwestia tego, że ten ksiądz był de facto najbardziej porządnym bohaterem. Starał się być jak najsprawiedliwszy i pomocny dla innych. Jego słabości (alkohol i złamanie celibatu) były tak naprawdę krzywdzące tylko dla niego samego (((teoretycznie dla Fleabag też, ale ja bym jej tu jakoś bardzo nie żałowała))). A rozwód tej siostry to chyba nie powinien być problem w xxi wieku, co?... Ten mężczyzna ją ranił przecież. Takie moje wieczorne przemyślenia, mam ogromną nadzieję, że dasz znać, co o nich uważasz - czy może któraś z moich uwag zmieniła Twoje zdanie, a może wręcz przeciwnie? ;)

  • Deansgirl "(...) mam trochę wrażenie, że nie oglądałeś tego, co było na ekranie, tylko to, co chciałeś na nim zobaczyć".

    Otóż to, nie oglądałem (wyłącznie) tego co było na ekranie, bo filtrowałem wszystkie te przygody Fleabag przez swoją, nie ukrywam, "konserwatywną wrażliwość" ;-). Przyznaję tym samym, że mogłem sobie dopowiedzieć coś, co nie zostało na ekranie pokazane wprost, czego ktoś inny może nie zobaczyć, albo odczytać zgoła odmiennie. Tylko tu wykraczamy już poza recenzowanie faktów i wchodzimy na pole tego jak subiektywnie dekodujemy filmy;) - bardziej konserwatywnie lub bardziej liberalnie.

    Ale ok. Do samych argumentów się odniosę ;). Zacznijmy od tej kwestii "brytyjskości", bo tutaj akurat po prostu się nie zrozumieliśmy. W serialu podobał mi się pewien sposób konstruowania opowieści i humoru, charakterystyczny dla brytyjskich serii pokroju: IT Crowd, Allo Allo, Czarnej Żmiji, Monthy Pythona (uwielbiam Świętego Graala). Ta "formalna" strona Fleabag jest moim zdaniem naprawdę wspaniała i dorównuje klasykom (a wcale nie jest o to łatwo, bo np. taki Ricky Gervais w After Life nawet się nie zbliżył do takiego poziomu). Te brytyjskie archetypy - nieporadnego ojca, złośliwej żony czy pracownika banku ubawiły mnie niesłychanie :D.

    Sama ocena zawartości merytorycznej/moralnej Fleabag to już jednak inna sprawa (ostrzegam, że szykuje się dyskusja trochę oderwana od samego filmu ;). Na wstępie przyznam też, że wcześniejsza opinia była może ciut za ostra i chyba za bardzo spłaszczyłem w niej sedno sprawy. Ale kurczę, wciąż podtrzymuję tę kluczową tezę, że serial jest jawnie anty-konserwatywny. Dlaczego i co przez to rozumiem?

    Fleabag rzeczywiście nie zawsze szła na łatwiznę, pomogła siostrze, miała pretensje do siebie i swojego frywolnego postępowania. Może ten jej życiowy bałagan wynikał też z traumy po śmierci przyjaciółki. Ale wszystko co robiła, wydawało się mieć też źródło właśnie w nowoczesnym, anty-konserwatywnym pragmatyzmie. Bo bohaterka przechodząc przez te trudne chwile, zamiast zaczerpnąć z jakiejś wielowiekowej hmm... mądrości (tak rozumiem konserwatyzm), chyba najzwyczajniej w świecie wolała potykać się o własne nogi. Serial oczywiście nie potępia zupełnie tradycji, bo nawet "nowoczesny pragmatyzm" hołduje jakimś uniwersalnym wartościom. Prawdą jest również, że każdy rozwija się popełniając błędy, a to eksperymentowanie zostało przedstawione jako w pewien sposób destrukcyjne dla bohaterki. Koniec końców, te epizody z życia Fleabag, stają się jednak przede wszystkim "pouczającym doświadczeniem", które było na swój sposób cool.

    Z mojej perspektywy problem polega więc na tym, że postępowanie głównej bohaterki nie zostało podsumowane jako coś ZŁEGO z moralnego punktu widzenia. Nie wspomina się też, że Fleabag mogła tego wszystkiego uniknąć, gdyby trzymała się jakichś tradycyjnych zasad. Porównanie będzie trochę z czapy, ale w tym sensie serial przypomina bardziej Chłopców z Ferajny niż np. Irlandczyka.

    Ten nowoczesny, wg mnie promowany w serialu, sposób bycia polega na totalnej afirmacji wygodnego życia. Nie w takim znaczeniu, że pozbawionego jakichkolwiek reguł, ciężkiej pracy czy rodzinnej solidarności*, ale takiego, które unika opresyjnych reguł bazujących na tradycji. Takich reguł, które mówią np. że: "życie zaczyna się od poczęcia" . O tych tradycyjnych zasadach można opowiadać właśnie w taki sposób, jak w tym serialu, że będą się wydawać niezrozumiałe i "nieprzystające do dzisiejszych czasów". Z Fleabag wydaje się płynąc taki prosty wniosek, zaczerpnięty chyba z reklam magazynu Logo: jeśli jesteś skołowana/y życiowo, „Wybierz swoją drogę. Ale najpierw spróbuj wszystkiego” (alternatywnie "Zanim wyjdziesz za mąż/ ożenisz się, spróbuj Tindera"). Bo czemu jakiś Moriarty w koloratce ma ci stawiać na drodze drogowskazy? On też powinien być cool, od czasu do czasu zakląć, wyspowiadać się po przygodnym seksie, bo tradycyjne autorytery i reguły są passe (tutaj figura księdza nie służy właśnie jako "autorytet", bo to nowoczesny edgy ksiądz, który jest taki jak Phoebe, nie trzyma się tradycyjnych reguł)?

    Oczywiście wszystko co związane z tradycją, można czytać jako opresję (dlatego nie mam np. nic a nic do rozsądnych elementów teorii krytycznej czy feminizmu - różnice kulturowe, rynkowe między płciami istnieją, często prowadzą do niesprawiedliwości). Z kolei wiele z tradycyjnych reguł wydaje się na pierwszy rzut oka krzywdzące, niemożliwe do praktycznego zastosowania (jak w przypadku wspomnianego rozwodu). Ale taka Fleabag od Phoebe, razem z Nowym Papieżem od Sorrentino, zdają się mówić widzom: "hej, czas zrzucić te niemodne ciuszki", bądźmy realistami, nagnijmy stare i niepotrzebne reguły do naszych potrzeb, w imię pragmatyzmu i "minimalizacji cierpienia". Może nie wszystkie i nie bardzo radykalnie, ale tak na 50%". Sama Fleabag może sobie nie być antyreligijna, ale jej sposób postępowania, promowanie go - jest totalną kontrą do tradycji i religii, znosi się i czyni nieważną.

    A co ja mogę na to powiedzieć? Tylko tyle, że z mojej perspektywy, jak się bliżej przyjrzeć tym "niemodnym, tradycyjnym ciuszkom" (czytaj regułom), to są one po prostu społecznie funkcjonalne, nawet jeśli gdzieniegdzie bardzo dotkliwie uwierają (jak w przypadku zakazu aborcji). I jeśli trzeba czynić wyjątki od reguły, to nie powinno się zmieniać ich czy naginać dla wszystkich, ale wyłącznie w naprawdę indywidualnych przypadkach, stopniowo i z uwagą. Bo zupełne zniesienie reguł i wolność obyczajowa może przynieść jeszcze więcej cierpienia, niż ta tradycyjna opresja.

    Kończąc już tę tyradę - fajnie, że są tak różne spojrzenia na ten serial i można o nim grzecznie podyskutować, dzięki za post :-).

    *na marginesie i znowu trochę od czapy - ten nowoczesny światopogląd doskonale oddają teksty Olgi Tokarczuk, według której człowiek jako jednostka jest sobie sterem i okrętem, ale np. nie powinien zabijać zwierząt. W tym światopoglądzie są więc reguły, ale nowe, które wynikają z jakiegoś nie wiem... humanizmu, nie religii czy tradycji (w pewien sposób w kontrze do nich). Tylko kurcze, skąd się wziął ten humanizm... czy właśnie nie dzięki religii i tradycji ;). Np. Papież Franciszek próbował ten temat uchwycić jako wywodzący się właśnie z tradycji katolickiej.

  • Deansgirl ocenił(a) ten serial na: 9

    Burzujzmiasta Hahah ten komentarz jeszcze bardziej mnie utwierdził w moim przekonaniu. Jakbyś mógł mi jeszcze przybliżyć, jakie rozwiązanie widział byś w tej sytuacji rozwodu, bo jestem bardzo ciekawa. Jeśli chodzi o samą postać Fleabag, to nie dojdziemy do wspólnych wniosków, bo ewidentnie odczytujemy i oceniamy ją inaczej, ale nie mogę pojąć czemu tak ostro patrzysz na tego księdza. Jasne, że to złe, że złamał celibat, ale musisz zwrócić uwagę, że on się zakochiwał. Nie był to więc taki przygodny seks, a on od początku mówił jej, że mogą być tylko przyjaciółmi. Mi się właśnie mega podobała jego kreacja, bo był to obraz księdza, który nie był skrajny w jedną, ani drugą stronę. Widzieliśmy jego słabości, jego wady i uleganie grzechom, ale jednocześnie był naprawdę dobrym człowiekiem i wzbudzał ogromną sympatię.

  • Deansgirl Ksiądz może i jest (w pewnym wymiarze) dobrym, naprawdę sympatycznym gościem, ludzką postacią. Nie podoba mi się tylko to, do czego została wykorzystana narracyjnie. Bo miałem wrażenie, że w serialu pojawia się głównie jako hmm... prowokacja myślowa, dzięki której widz na końcu pomyśli sobie: "ale głupi i bez sensu ten celibat, jak biedni księża bezsensownie cierpią i ci wszyscy katolicy"!. On ją kocha, ona jego, a nie mogą być ze sobą. Bez sensu!" Ksiądz rzeczywiście po przespaniu się z Fleabag, przyznaje do złamania zasad, mówi jej, że mogą zostać tylko przyjaciółmi. Ale wciąż wydaje mi się, że serial jakoś przedstawia to jego wewnętrzne rozdarcie, ludzką stronę (zakochanie, popędy) ponad katolickimi wartościami które on niby wyznaje. Z drugiej strony serial kończy się tym, że Fleabag pozwala iść liskowi za księdzem. Szanuje więc i godzi się z tym, że ksiądz chce wciąż poświęcić się swojej misji. Niemniej, to jego oddanie jest przedstawione jako niezrozumiałe, trochę bezsensowne.

    Kwestia przemocy w rodzinie to bardzo trudna sytuacja. Nie mam dobrego rozwiązania. Kościół, nawet w takich przypadkach, nie dopuszcza rozwodu. Jeśli ślub bohaterki był cywilny - prawo oczywiście na to pozwala. Ale chyba jak każdy wolałbym, żeby rozwodów było jak najmniej. A im prościej jest się rozwieźć tym prościej jest się pobrać (a potem rozwieźć), bo nie ma konsekwencji. I koło się zamyka, całkowicie zrywając jakieś trwałe, godne zaufania relacje społeczne.

  • Deansgirl ocenił(a) ten serial na: 9

    Burzujzmiasta Moim zdaniem jego oddanie nie jest tam w ogóle dziwne, ani niezrozumiałe. Fleabag nie może się z nim utożsamiać, bo nie wierzy, że bóg istnieje, ale ogólnie jego wybór jest pokazany jako odważny i swojego rodzaju piękny - zostać z fleabag byłoby przecież dużo łatwiej. A co do rozwodu, to zupełnie nie rozumiem argumentu kościoła, ani godnych zaufania relacji społecznych. Kościół daje ślub po to, żeby kobieta i mężczyzna się kochali i wspierali w imię Boga. Jeżeli któreś z nich nie okazuje drugiemu szacunku, to to małżeństwo i tak nie ma sensu, więc co za różnica czy kościół to uznaje, czy nie. Nie jesteśmy piętnastowiecznymi męczennikami, żeby podporządkowywać całe swoje życie wymyślonym zasadom i nigdy nie poznać prawdziwego szczęścia. Z resztą Bóg kazał kochać siebie samego, a zostanie z tak nieodpowiednim partnerem to krzywdzenie samego siebie. I myślę, że to nie małżeństwo daje godność za ufania, ale miłość i szacunek, niezależnie w jakiej formie. Dwóch chłopaków w związku bez sformalizowania związku ale z miłością i szacunkiem, zdecydowanie ma więcej sensu niż pobrani w kościele ludzie, którzy robią sobie krzywdę

  • sofiia ocenił(a) ten serial na: 10

    Burzujzmiasta wspominasz, że serial przemyca treści antykonserwatywne, tak jak by ten serial miał być z założenia konserwatywny. Już sam zwiastun i pierwszy odcinek pokazuje o czym będzie ten serial, nie możemy tu mówić o żadnym przemycaniu, bo twórcy na żadnym etapie nie wprowadzają cie w błąd. Tak samo jakbym obejrzała serial z założenia konserwatywny i pisała że przemyca wartości konserwatywne. Tu pragnę zaznaczyć że zdarza mi się obejrzeć coś niebędącego zgodne z moim światopoglądem ale traktuje to jako możliwość poznania i próby zrozumienia ludzi myślących inaczej niż ja

  • sofiia Przed seansem nie miałem właśnie jakichś założeń, ale po prostu w trakcie seansu pojawiło się poczucie braku zniuansowania - stąd te radykalne dość określenia "antykonserwatywny" i "przemycanie". Traktowałem oglądanie Fleabag jako zaglądnięcie w inny światopogląd, ale przy okazji takich wycieczek, lubię czaem podyskutować z tym co oglądam. Z perspektywy czasu bardzo miło wspominam seans, ale głównie dzięki gagom, dialogom i świetnej Phoebe, a nie za sam przekaz.