Co tu się dzieje...

O ile pierwszy sezon zakończył się wielkim pieprznięciem i zgodnie z maksymą Hitchcocka teraz powinno być trzęsienie ziemi, to drugi jest takimi flakami, że ciężko wytrzymać przed telewizorem. Bożesztymój, tu na 6 odcinków było 4.5 odcinka fillerów nie pchających fabuły nijak.

To taki odpowiednik wybuchu Namek w DBZ. Masa pięknych, ale bezużytecznych scen i wątków, łażą w lewo, wracają w prawo... Pierwszemu sezonowi dałem 8, temu aktualnie dałbym mocne 3.

57
  • Witaj, no 2 sezon jest masakrycznie rozciągnięty mamy już 7 odcinków a ilość zapychaczy jest niesamowita. Tak serio to cały drugi sezon można by streścić w 5 odcinkach lub nawet mniej, widać że jakiś pomysłów na fabułę jak to dalej pociągnąć było mało i tak nam dawkują na odcinek parę minut konkretów a reszta to bieganie w lewo prawo ;D

  • Dla mnie 2 sezon to k u p a, którą spece od PR nazywają kwiatkiem i chcą by się zachwycać. Moja ocena sezonu: 2.

  • Zgadzam się, jest znacznie gorzej niż w 1. sezonie, którzy przynajmniej miał dość spójną narrację w głównym wątku (choć za bardzo rozciągniętą). Drugi sezon składa się już tylko z banalnych historyjek, upstrzonych losowymi odwołaniami do nośnych kwestii naukowych czy zjawisk kultury. Ma to zapewne pozorować głębię, a naprawdę służy maskowaniu braku dobrego pomysłu na serial i umiejętności poprowadzenia narracji. Myślę zresztą, że sami scenarzyści są świadomi marnej jakości swojego utworu - wypowiedź Lee Sizemore na temat "300 opowieści w 3 tygodnie" interpretuję jako zwrócenie się przez nich bezpośrednio do widzów "hej, nie oczekujcie objawienia - to tylko serial rozrywkowy pisany przez wyrobników Fabryki Snów!".

  • Ło żesz tyyy... Jak to dobrze, że nie tylko ja tak myślę! Odcinek 8. mnie dosłownie wykończył! 2 sezon jest upchany historyjkami pobocznymi, zawiłymi filozoficznymi monologami, które w moim odczuciu mają dodawać sztucznej dramaturgii i odwlekać jakiś spektakularny finał... (który nie wiadomo nawet czy będzie :P ) Widać, że twórcom skończyły się pomysły. Pierwszy sezon to była klasa - oryginalna historia, każdy odcinek ciekawy. A tu mamy już flaki z olejem... Pierwszy sezon oceniłam na 8 ale za całość będę musiała znacznie obniżyć ocenę...

    • Taa mnie też dobił ten odcinek, dopiero za drugim razem udało mi się go skończyć. Kolejna nudna jak flaki z olejem historia papierowej miłości, w całości opowiedziana monotonnym głosem Indianina. Gdy ów czołgał się w celu konsumpcji wody z rąk czarnej dziewczynki, nie zdzierżyłem i poszedłem spać :)

    • Oglądam właśnie ósmy odcinek drugiego sezonu i aż na Filmweba zajrzalem sprawdzić czy jestem za głupi na ten sezon serialu czy jednak twórcy po prostu byle co serwują. Nie mogę tego odcinka skończyć. Nie dość, że narracja calkiem siadła to po prostu nienawidzę historii indiańskich.

      Nie mogę uwierzyć jak słaby jest ten sezon w porównaniu do pierwszego.

    • Odcinek 8 najpiękniejszy odcinek całego serialu piękna muzyka zdjęcia i historia..

      • Dziwne, ale muszę się zgodzić :) To jedyny odcinek, który mi zapadł w pamięć. Pozostałe to rozwleczone flaki z olejem. Nie byłem zachwycony pierwszym sezonem, ale drugi to całkowita porażka. Cały serial coraz słabszy, bezsensowne sceny, górnolotne monologi, wciąż powtarzanie tych samych ujęć z przeszłości lub przyszłości.

    • Nie ma spektakularnego finału. Zasnąłem na ostatnim odcinku. A wciąż miałem nadzieję.
      Jest to wszystko pięknie kręcone i ma swój niepowtarzalny klimat, jest dopracowane wizualnie. Ale co z tego, skoro każdy kolejny bohater jest mi obojętny i mamy zbyt wiele równoległych, równie (nie)ważnych wątków, by wczuć się w którykolwiek z nich? Wojna robotów z ludźmi, w której jedni i drudzy są do bani - zbyt daleko mi do nich i do ich problemów, żebym wkręcił się choć trochę. Sezonowi 1 dałem bez wahania 10/10, ale trzeciego chyba w ogóle nie będę zaczynał.

      • Nie chciałabym, żeby powstał 3 sezon... Lubię kończyć zaczęte seriale, ale aż mnie krzywi na myśl o kolejnych 10-u odcinkach.
        Dobrze prawisz - zbyt wiele wątków i żaden nie sprawia, że zależy mi na bohaterach. Świetną i tajemniczą z początku rolę odegrał Ed Harris ale w drugim sezonie nawet ta postać zaczęła mnie już męczyć. To samo z Hopkinsem, który w tym sezonie wygłaszał jedynie egzystencjalne monologi. Ktoś tu gdzieś napisał, że 1 sezon mniej mu się podobał, bo było za dużo pseudofilozoficznych rozterek, więc jak widać co widz to opinia, bo ja mam w 100% odmienne zdanie :D
        Podsumowując - finałowy odcinek na miarę całego sezonu czyli słaby.

  • Wg. mnie sezon drugi jest wielokrotnie lepszy od pierwszego. Podobał mi się pierwszy sezon, ale męczyły mnie w nim jakieś pseudofilozoficzne rozterki, bezsensowne monologi egzystencjalne bohaterów itp. Oglądając teraz sezon drugi wiem, że S1 stanowił jedynie preludium dla drugiego, który jest właściwą częścią opowieści.

    Jedyne na co mogę narzekać to wątek japoński i poprzestawiana fabuła, która czasami może wprowadzić w zakłopotanie, tym bardziej jak oglądam od razu po premierze, nieprzetłumaczony.

  • Nie rozumiem narzekania. Ale nie ważne. Odcinek 8 jest póki co moim ulubionym, zaraz na drugim miejscu plasuje się odc 4 z hostem Delosem. Tam gdzie inni rzygali z nudów, ja przeżyłam bardzo te sceny, dialogi i cała historie Indianina. Nie wiem czy ktoś wie historia została opowiedziana w oryginalnym języku plemienia Lakota. Moje klimaty, uwielbiam Indian. I do tego wzruszająca historia miłosna. I wreszcie choć trochę przybliżenie czym właściwie jest Ghost Nation. Na to czekałam.

  • Jak dobrze, że nie tylko ja widzę jaki ten sezon jest nużący. Kompletnie nie czuć tego napięcia i ekscytacji jaką miałem przy 1 serii. Aktorsko i realizacyjnie to wciąż najwyższa półka, ale fabularnie serial nie jest tak dobry jak mógłby być.

    Przede wszystkim sezon pełen jest wątków, które, owszem rozbudowują świat i mitologię serialu, ale nie popychają fabuły do przodu. Inaczej mówiąc są to typowe zapychacze. np. wątek Shogun World. Pokazali kolejny park i co ? Nic. Park i postacie znikły równie szybko jak się pojawiły. Wątek Teddiego też ostatecznie niewiele wniósł, chyba że Dolores faktycznie zaciąży :D O Indianinie to nawet nie chce nic mówić. Odcinek poświęcony jego postaci, sam w sobie był świetny, ale czy wpłynął jakoś na wątek buntu ? Widać, że nie, skoro Dolores wyrżnęła prawie każdego. W ogóle wytlumaczy mi ktoś jak była w stanie ich pokonać skoro mieli ogromną przewagę liczebną ? Wiem, że oboje mieli broń, ale i tak indianie powinni byli dac sobie radę. Z największego badassa jakim był Człowie w Czerni zrobiono wariata. Zabójstwo córki owszem było mocne, ale kompletnie nie podoba mi się kierunek w jakim podąża ta postać. Córka była ciekawą postacią i szkoda, że się jej pozbyli. A może nie mieli na nią pomysłu i była w serialu tylko po to by przez jej śmierć pokazać szaleństwo Williama ? W każdym razie, słabo.

    Twórcy powinni byli skupić się na buncie hostów i towarzyszącej temu rozpierdusze, wątku korporacji Delos i ich machinacjach, oraz tego jak hosty są używane rzeczywiwistym śwecie i do jakich celów. Chodzi mi o takie sceny jak hosty na przyjęciach czy scena Bernarda z Dolores w realu. Zamiast tego mamy wewnętrzene wątpliwości postaci, fillery dramaty osobiste, wprowadzanie postaci by zaraz znikły (japończycy). Wątki są strasznie rozwleczone np. Maeeve leży na stole już drugi odcinek i niewiele z tego wynika po za tym, że Delos może teraz kontrolować hostów przy pomocy innych egzemplarzy. Dolores kręci się po parku w te przez cały sezon bo przecież wyjść z parku może dopiero w final sezonu, a wcześniej coś musi robić. Można by pomyśleć, że przy 10 odcinkach, twórcy nie będą niczego przeciągać bo niby po co, widać jednak że główny wątek jest krótki i mało rozbudowany, więc muszą wypełnić czymś resztę sezonu. Do tego bohaterowie używają przeintelektualizowanych dialogów rodem z Szekspira, które szybko zaczynają męczyć. Dlatego lubię Maeve bo ona jedyna używa języka potocznego i ma w sobie jakiś humor w odróznieniu od reszty mega nadętych postaci.

    Oby sezon 3 był lepszy.

  • Jestem dopiero na 4. odcinku, ale ten sezon, to najgorsze, co mogło się zdarzyć, czyli retrospekcja. Wiemy, jak historia się skończy, brakuje tylko całej historii. Jest to dobre na jeden odcinek, ale cały sezon o tym to katastrofa.

  • Zgadzam się. Przegadany, rzekomo zakręcony-filozoficzny 2gi sezon. Tak naprawdę błachość przykryli skokami czasowymi. Szkoda, pierwszy sezon był naprawdę bardzo dobry!

  • Finał dobitnie potwierdził jak słaby był to sezon. Cały bunt hostów rozmył się gdzieś w historii. Dali może 2-3 sceny na cały sezon, w których hosty walczą z ludźmi a mimo to pod koniec pokazano tony ciał ludzi i hostów, jakby doszło do jakiejś ogromnej bitwy... Wątek z danymi w głowie ojca Dolores też ostatecznie okazał się mało istotny i do niczego nie doprowadził. Maeve zginęła totalnie bez sensu. Babka cały sezon szukała córki odnalazła ją by później ją stracić znalazła ją drugi raz by umrzeć..Litości... Cała ta jej podróż i okazała się być drogą donikąd. Choć możliwe, że Dolores ją uratowała i to ona jest w ciele Robo-Hale.

    No i wątek nieszczęsnej bramy który okazał się kolejnym wirtualnym światem. Raj dla hostów Serio nie mieli gorszego pomysłu ? Wymordowanie połowy obsady pachnie Grą o Tron a to nie jest inspiracja, której ten serial potrzebował. A i tak pewnie okaże się że postacie wrócą w formie hostów albo w retrospekcjach, Od Nolana oczekiwałem dużo więcej. Gość stworzył jeden z moich ulubionych seriali ever, czyli Peron of Interest (kto nie widział, niech koniecznie nadrobi) i bardzo dobry 1 sezon a tu takie gów**. Mam wrażenie że twórcom albo zabrakło pomysłu na ten sezon, albo nikt nie miał odwagi im powiedzieć że ich pomysły są do d**y.

  • Dokładnie. Przekombinowali. Ten sezon nie trzyma się kupy. Jest mało logiczny ... ciężko cokolwiek zrozumieć.

    • To obejrzyj jeszcze raz. Fakt, że nie rozumiesz nie oznacza, że jest mało logiczny xD

      • Dla mnie najwieksza padaczka tego sezonu jest motyw "niesmiertelnosci" i tworzenie ludzkich hostów. Niby kto poszedlby na taki deal dla ciebie to nie nieśmiertelność tylko glupia zabawa. Ty jako osoba giniesz twoj mózg sie rozkłada i mamy end of story co z tego ze na swiecie bedzie sobie biegac zaawansowana ai z twoja tożsamością. Mialoby to sens tylko w przypadku dobra ogółu i jakis wyjatkowych jednostek np stworzenie kopii jakiegosn wybitnego lekarza albo naukowca tak by dalej mogl kontynuować pracę. Serial opieransie na starym filmie westworld i futureworld ze scenariuszem, we futureworldzoe Delos takze tworzylo kopie swoich gości alebw zupelnie innym celu zabijali lub wiezili oryginaly a kopie wysylano w swiat tak by Delos mogl potajemnie przejac kontrole nad światem, i taki motyw kuźni to ja bym rozumial.

        • @kubapol21 Przecież ten wątek o gościach jeszcze nie jest zakończony. Gdzie w drugim sezonie oprócz nieudanego projektu Jamesa Delosa widziałeś "ludzkie hosty"? Jedynym udanym przykładem jest przeniesienie świadomości Forda do sieci, co też nie zostało do końca wyjaśnione. Nikt nie mówi, że to ten sam Ford który umarł. Raczej tak jak napisałeś, jest to jego klon który może kontynuować pracę. No, jest jeszcze motyw ze sceny po napisach gdzie w odległej przyszłości to William prawdopodobnie jest pół hostem, pół człowiekiem, ale tutaj nic nie zostało wyjasnione więc nie wiem skąd wytrzasnąłeś te wywody.

          • Stąd ze caly sezon mowili o tym ze to projekt majacy dsc ludzia nieśmiertelności. Tak powiedziala choćby Elsie do Bernarda nie bede ginąć za to by jakis dupek mogl żyć wiecznie. Sam James Delos powiedzial do Williama ty nie musisz sie spieszyc bo tobie nie zostalo pol roku zycia. Projekt ludzkich hostów zakonczyl sie sukcesem o czym poinformowal Dolores i Bernarda systwm kuźni. Ostatni dialog miedzy Williamem i ostatnia kopia Delosa mial miejsce tuz przed wydarzeniami z pierwszego sezonu. Tak wiec wielu gosci w tym William ktorzy jeszcze żyli mialo juz swoje kopię. Dolores twz kilkakrotnie powiedziala ze najpierw nas stworzyliscie a poten nam zaczeliscie zazdrościć i chcecie teraz byc tscy jak my. Watpie by ktokoliwk zaplacic chocby zlamanego centa za swoja posmierna kopie a co dopiero miliardy dolcow jakie pewbie by chcial Delos.

          • Też sądzę, iż William to pierwsza udana hybrydą (ludzki mózg+ ciało hosta). Z Delosem nie dało rady ale co jak z Williamem już tak?

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: