Śniadanie u Tiffany'ego

Breakfast at Tiffany's

1961 1 godz. 55 min.
7,8 145 336
ocen
7,8 10 1 145336
47 555
chce zobaczyć
7,0 10
ocen krytyków
{"rate":7.0,"count":10}
powrót do forum filmu Śniadanie u Tiffany'ego
  • snoopy ocenił(a) ten film na: 7

    Dlaczego jestem zdziwiony, że Hollywood początku lat 60-tych z gorzkiej opowieści Trumana
    Capote zrobiło dosyć lekką komedię romantyczną? Naprawdę myślałem, że finałowa scena
    (zresztą bardzo wzruszająca) zakończy się w ten sposób, że Holly, po namiętnym pocałunku,
    spojrzy w oczy Paula i powie: "Dbaj o niego". Po czym odejdzie do taksówki, a mężczyzna
    zostanie z kotem w strugach deszczu, patrząc za oddalającym się samochodem. Było to jedyne
    logiczne zakończenie tej historii, zgodne z duchem pierwowzoru literackiego. Tymczasem
    pojawiają się napisy końcowe, a widzowie mogą odetchnąć z ulgą. Szkoda...

    A tak w ogóle ten film stoi rolą Audrey, która jest niezwykle czarująca i momentami zapiera dech
    w piersi.

  • pertchibo ocenił(a) ten film na: 6

    snoopy Zgadzam się. Film się nieźle ogląda, ale nie rozumiem, po co do niego wracać wielokrotnie, jak to niektórzy mają w zwyczaju. Ani śmieszny, ani wzruszający, ani mądry, ot, pusta, przewidywalna komedyjka, która w porównaniu do opowiadania Capote'a traci wiele na wartości.
    Moja ulubiona scena - impreza u Holly. To im się akurat udało najbardziej z całego filmu, przyjemnie mi się na tę groteskowość patrzyło.

  • snoopy ocenił(a) ten film na: 7

    pertchibo Akurat ja nie bardzo lubię scenę przyjęcia. Uważam, że jest za długa i zupełnie nie pasuje do reszty. Jest jak z zupełnie innej bajki - co zrozumiałe jeśli zna się historię jej powstania. Ja najbardziej lubię pierwszą scenę filmu czyli, można by rzec, tytułowe śniadanie.

  • Alex303 ocenił(a) ten film na: 5

    snoopy A jaka jest historia powstania sceny z przyjęciem, jeśli można wiedzieć? Dzięki z góry za potencjalną odpowiedź! :-)

  • cinicocineasta ocenił(a) ten film na: 9

    pertchibo Ja do tego filmu wracam żeby podziwiać cudowną Audrey. Historia może i banalna, ale opowiedziana w przyjemny sposób -ideał po trudnym dniu. No i ta muzyka. Muszę książkę przeczytać, może przeceniam, bo nie znam oryginału.

  • Asmelle ocenił(a) ten film na: 8

    cinicocineasta Polecam książkę "Piąta Aleja, piąta rano", tam jest dużo informacji nie tylko o filmie, ale także o opowiadaniu Capote'a. Myślę, że jej lektura powinna rozwiać wszystkie wątpliwości :)

  • mai_ka ocenił(a) ten film na: 8

    snoopy Ahhh...wielka szkoda ze film musial sie skonczyc happy endem! A tak to mogl byc faktycznie melodramat... To byl moj pierwszy film ktory obejrzalam z Audrey, a teraz zabieram sie za "Rzymskie wakacje" ;)

  • użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 8

    snoopy Taa, Audrey jest tutaj bardzo dużym plusem. Też miałam nadzieję na takie zakończenie... Podrasowano ten film niesamowicie. Nie przypominam sobie, by Paul był kimś w rodzaju męskiej dzi♥wki.

  • wojtek111130 ocenił(a) ten film na: 10

    snoopy Mahima, nie byl, sam sie utrzymywal z 'pewnej' pracy, co do ktorej nie ma szczegolow w opowiadaniu.
    Co do roznicy w zakonczeniu... film byl dla mnie tak magiczny, ze ciesze sie, ze sie dobrze skonczylo ;)

  • snoopy ocenił(a) ten film na: 7

    wojtek111130 W opowiadaniu jest to mocniej zasugerowane (może nie tyle "męska dziwka", co "utrzymanek" albo "pan do towarzystwa") . Chodzi o scenę, w której jest w towarzystwie damy z wyższych sfer i wszystko w niej podpowiada nam taką interpretację. Nie pamiętam, czy coś podobnego znalazło się w filmie, ale chyba nie.

  • Morska_Bryza ocenił(a) ten film na: 6

    snoopy Nie, ale ja tam w ogóle nie odczułam, że w książce się tym zajmował (choć czytałam dość dawno).

  • snoopy ocenił(a) ten film na: 7

    Morska_Bryza To jest ukazane w sposób nieco zakamuflowany, ale czytelny. Zresztą wydaje mi się, Capote chyba gdzieś też to potwierdził.

  • Morska_Bryza ocenił(a) ten film na: 6

    snoopy Możliwe. Ale już pomijając to, wpienia mnie nieco fakt, że z filmu zrobiono "romantyczny romans" między dwojgiem takich właśnie utrzymanków, choć w książce nie było o tym mowy.