Life of Pi

2 godz. 7 min.
7,1 147 029
ocen
7,1 10 147029
26 347
chce zobaczyć
6,2 14
ocen krytyków
{"rate":6.214286,"count":14}
{"type":"film","id":282892,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Life+of+Pi-2012-282892/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Życie Pi
  • Zacznę od tego co w filmie mi się podobało. Muzyka. I to by było na tyle.

    Skoro weszłaś/wszedłeś na ten temat mam nadzieje, że chcesz poznać trochę inną
    interpretację niż powszechnie panująca na tym forum, dlatego ponieważ ja piszę to bez emocji
    proszę o cierpliwość i wyrozumiałość.

    Przeczytałem wiele uwag i interpretacji filmu. Większość pełna zachwytu nie zgadzam się z
    żadną z nich. O to dlaczego. Zacznę od najprostszej rzeczy: strona wizualna. Przez pierwsze
    20 minut scen na morzu może jeszcze jest ok. Po zakończeniu sceny sztormowej, która była
    całkiem udana jest już tylko gorzej. Niestety producenci mocno przesadzili z efektami
    specjalnymi i jeszcze zanim łódka dopłynęła do wyspy jedyna myśl jaką miałem w głowie to to
    że ani minuta filmu nie została nakręcona na morzu, Widziałem jedynie szalupę w ramienicach
    robota na tle wielkiej zielonej hali. Krótko mówiąc wrażenie było jak po nieudanej operacji
    plastycznej - czasami mniej i naturalniej znaczy lepiej.

    Teraz fabuła; i tutaj zaczynają się schody. Zacznę od stwierdzenia trywialnego faktu, że tym
    co wydarzyło się w rzeczywistości jest historia przedstawiona japońskim oficjelom w
    Meksyku. Co oznacza, że tematem przewodnim całej tej historii tak naprawdę jest wybór
    między człowieczeństwem, a przetrwaniem. Jest to wybór, który w dziejach ludzkości,
    opisany w literaturze, filozofii i niestety również w historii powszechnej, zawsze
    kwalifikowany był do jednego z najtrudniejszych przed jakim człowiek może stanąć. Jego
    dramat jest głęboko zakorzeniony w ludzkiej naturze i stanowi zderzenie dwóch najsilniejszych
    instynktów jakimi zostaliśmy obdarzeni (samozachowawczym i solidarności
    wewnątrzgatunkowej). Teraz co z tym super ciekawym archetypem robi autor. Po pierwsze
    zupełnie go ignoruje. W tym filmie nie ma czegoś takiego jak wybór. Bohater nie stoi przed
    żadnym dylematem (może poza tym czy uratować Richarda Parkera (nadanie imienia i
    nazwiska tygrysowi uważam za genialny i bardzo sympatyczny zabieg). W żadnym momencie
    nie musi postawić na szali swojego człowieczeństwa, ani godności (pamiętajmy, że
    wyrzeczenia na rzeczy tygrysa nie są prawdziwe. Na tym etapie na szalupie jest sam).
    Wyboru pozbawieni są również pozostali bohaterowie. Nie wiem w jakim stanie była "hiena"
    gdy mordowała "zebrę". Sam Pi mówi (tuż przed dopłynięciem na wyspę), że został
    doprowadzony do stanu skrajnej desperacji, ale nie jego człowieczeństwo nigdy nie zostaje
    przetestowane, a Ci, którzy wybór podjąć musieli zostali odczłowieczeni.

    Teraz wróćmy do tego co naprawdę się wydarzyło (opiszę tragedię jedynie z perspektywy Pi,
    ale odpowiednio można ją zastosować do pozostałych postaci na łodzi). Na oczach nastolatka
    zostaje zamordowany i zjedzony ranny człowiek przez innego. Następnie jego matka również
    zamordowana zostaje pożarta przez rekiny. Na końcu nastolatek morduje sprawce (!!!!!!!), który
    jest tak przerażony tym co robi, że się nie broni. Poddaje się osądowi nastolatka zdruzgotany
    tym do czego się posuną pchany żądzą przetrwania. I to zajmuje pewnie z 10 minut w 2
    godzinnym filmie. Ale to nie koniec. W końcu nastolatek jest w tak złym stanie, że ma myśli
    samobójcze i chce się poddać (to jest mięsożerna wyspa). W końcu znajduje w sobie siłę i
    udaje mu się przetrwać. A na koniec jedyne co doprowadza go do łez to to że tygrys sobie
    poszedł. I z pewnością nie jest to jego godność czy inny objaw utraty człowieczeństwa,
    będący konsekwencją jego wyboru bo jak powiedziałem wcześniej żadnego nie podjął.

    Do więc autor sprowadził całą historię? Do ubrania, dobrze opisanego w literaturze,
    mechanizmu wyparcia w marną historyjkę o bogu? Prawdę mówiąc mam pewne problemy
    żeby zebrać to do kupy z tej perspektywy więc skupię się jedynie na ostatnim stwierdzeniu,
    które jest morałem całego filmu: wierz w to co Ci się podoba. To, że w rzeczywistości czyny
    mają swoje konsekwencje, to że ludzie stoją przed dramatycznymi decyzjami, to że cierpią i do
    dziś dzień w niektórych częściach świata muszą stawić temu czoła, żeby przetrwać nie ma
    znaczenia. Jeśli w to co wierzysz poprawia twoje samopoczucie to tak powinno być. I
    wszystko było by dobrze gdyby w to co się wierzy nie miało wpływu na działania. Spłycenie
    wrażliwości moralnej poprzez zamiany dramatycznej sytuacji w bajkę o tygrysie, a szerzej
    przez praktycznie dowolny system religijny jaki do tej pory człowiek wymyślił prowadzi do
    sytuacji, w której wybór jest prosty (patrz absolutyzm moralny).

    Na zakończenie. Mam nadzieję, że nie zanudziłem. I mam taką sugestię: zachowajmy metaforę
    szalupy i tygrysa, dokonajmy kosmetycznych modyfikacji. Zmieńmy jedynie wersję tego co
    stało się w rzeczywistości. W wykonaniu pierwszym niech będzie to więzień obozu
    koncentracyjnego w drugiej terrorysta samobójca. Wiem, że się da. A teraz odpowiedz sobie
    na pytanie czy ten film naprawdę wnosi coś do dyskusji nad problemem wyboru moralnego.

    Pozdrawiam

    p.s. Amoralność jest czymś innym niż niemoralność, ale to już zostawiam własnym
    dociekaniom.

  • JOSHPICTURES ocenił(a) ten film na: 9

    michal_bierzynski Tylko czy zadaniem filmu było przedstawienie człowieka przed wyborem moralnym, czy przedstawienie człowieka, który poszukuje sensu, odpowiedzi na swoje życie pełne cierpienia i niesprawiedliwości. Wydaję mi si, że trochę starasz nad zinterpretować film i znaleźć w nim rzeczy, których zwyczajnie nie ma. Film jest pytaniem do widza, na które on musi sobie sam po seansie odpowiedzieć; w co wierzy?

    "Spłycenie
    wrażliwości moralnej poprzez zamiany dramatycznej sytuacji w bajkę o tygrysie, a szerzej
    przez praktycznie dowolny system religijny jaki do tej pory człowiek wymyślił prowadzi do
    sytuacji, w której wybór jest prosty (patrz absolutyzm moralny)." I właśnie jest to piękne. Wiara jest czasem czymś nieprawdopodobnym pełne mityzmu i przygody. I czasem się zastanawiamy czy wszystko to zdarzyło się naprawdę, a może jest tylko pewnym symbolem ku szerszemu widzeniu. I myślę, że tu mamy podobny przypadek, gdzie bohater po traumatycznych przeżyciach stara się dostrzec w tym coś pięknego co pomogłoby mu przetrwać, coś, dzięki czemu mógłby znaleźć oparcie i oczywiście przede wszystkim wiarę w Boga. Gdyż tak naprawdę sam autor nigdy nie stwierdza jasno co było prawdą, daje jedynie wskazówki w co warto wierzyć by móc przetrwać w pełnym okrucieństwa, bestialstwa świecie.

    Pozdrawiam również ;)

  • JOSHPICTURES Pewnie masz rację. Tyle, że jak każdy patrzę na świat przez własne (dosłownie:) okulary i dla mnie pytanie o sens jest równoważne z tym jakim być człowiekiem, a w szczególności jak być dobrym człowiekiem. Trzonem tego dylematu jest wybór moralny dlatego na tym się koncentruje. A co do wiary w tym kontekście, to właśnie w mistycyzmie jest problem (w filmie zamknięte jest to w stwierdzeniu wierz w co chcesz), ponieważ decyzje, które każdy z nas podejmuje są realnym świecie, mają realne konsekwencje i wpływ na realnych ludzi. Osobiście uważam, że dodawanie całej otoczki, może niekoniecznie ma służyć, ale prowadzi do pominięcia tych aspektów (na przykładzie najpowszechniejszej w naszym kraju religii służy temu pojęcie grzechu, odkupienia, zbawienia i życia pozagrobowego).

    Miłego wieczoru 8-D

  • JOSHPICTURES ocenił(a) ten film na: 9

    michal_bierzynski Przede wszystkim opowieść z tygrysem jest tu metaforą wiary, gdzie Pi jest przedstawiony jako ktoś, który po zamordowaniu jego matki na jego własnych oczach zapomina totalnie o religii, zasadach moralnych itd, górę biorą emocje, uczucia i instynkt samozachowawczy. Dlatego przybiera postać tygrysa, gdyż idealnie odzwierciedla jego zachowanie, osobę w danej chwili. Jednakże tygrys, czyli jego instynkt i uczucia odchodzą wkrótce, a on sam przypomina sobie czym jest człowieczeństwo. Pi nie wierzy w to co chce, wierzy, że taki był plan Boga, a zabicie kuka było koniecznością. Jeszcze raz powtórzę opowieść z tygrysem jest przede wszystkim metaforą wiary, w której często są zawarte rzeczy nieprawdopodobne, jednakże staramy się dostrzec w nich coś więcej niż samą historię.

  • JOSHPICTURES ocenił(a) ten film na: 9

    JOSHPICTURES Tylko, że oczywiście cały czas piszemy przy założeniu, że historia z tygrysem została wymyślona. Jest to przecież tylko jedna z interpretacji, można sądzić, że historia z tygrysem była prawdziwa, a autor chce nam przekazać, że w życiu mimo tak wielu okrucieństw i cierpienia na tym świecie zdarzają sie tak naprawdę niesamowite, wspaniałe przygody, momenty w życiu. Jednakże nasz pogląd na świat został tak spłycony, że wolimy bardziej uwierzyć w tragedię, niż w cud. Dlatego Pi opowiada na łożu szpitalnym historię. I to jest właśnie dodatkowa zaleta filmu, że ma mnóstwo ciekawych interpretacji, które za każdym razem skłaniają do refleksji.
    Także życzę miłego wieczoru :D

  • JOSHPICTURES Co do części pierwszej. Zostałem przekonany. Uważam, że masz rację co do tego co autor miał na myśli. Z tego powodu jestem zmuszony wycofać się z pewnej części swojej krytyki, jednak nie całej. Nadal uważam, że historia miała o wiele większy potencjał, który został zmarnowany.

  • JOSHPICTURES Dlaczego sądzisz, że Pi uważał, że zabicie kucharza było koniecznością i planem Boga?
    Myślę, że film ma dosyć smutny wydźwięk - Pi mówi: w obydwu historiach statek tonie, wszyscy giną, a ja cierpię - czyli niezależnie od wyboru (wierzę w Boga czy nie) życie jest ciężkie i kończy się źle;). Możemy sobie je uprzyjemnić wiarą, najlepiej w jakiegoś panteistycznego boga - ale nie zmienia to faktu, że to my powołujemy go naszym wyborem do życia.
    Moim zdaniem tygrys jest odbiciem ciemnej strony człowieka, pełnej dzikości i instynktów - ona nie ginie, nie "żegna się" z nami, tylko w warunkach cywilizacji chowa się w dżungli...naszej jaźni;)
    Tygrys był zresztą dosyć sympatyczny, dał się wytresować (czyli opanować), a ostatecznie dzięki niemu Pi przetrwał - miał motywację do działania i życia. Ja w tym filmie nie widzę Boga, tylko człowieka i jego sposób na poradzenie sobie ze złem świata, z cierpieniem - i szukanie sensu też (gdy mały Pi "kolekcjonuje" religie). Ciekawa jest scena burzy, gdy zachwycony, a jednocześnie przerażony Pi krzyczy do Boga (podziwia burzę, a jednocześnie się jej boi - czyli czuje chyba coś, co wierni wobec Boga). Widać w tej scenie, jak pierwotna, wręcz biologiczna jest potrzeba wiary.
    Pomijając kwestię Boga - w filmie podkreślona jest też waga opowieści i fantazji. Przecież i na nas to działa - historia pełan cudowności - lubimy tego słuchać (i oglądać - najlepiej w 3D), tak samo, jak nasz jaskiniowy przodek przy ognisku:). Ma też znaczenie terapeutyczne, a ukazywanie ludzkich losów i zachowań pod postacią zwierzęcą ma długą tradycję (gatunek bajki zwierzęcej występuje chyba w każdej kulturze).

  • SiwaBudda ocenił(a) ten film na: 10

    tara_filmweb Ładnie to opisałaś.

  • tomimi1981 ocenił(a) ten film na: 9

    JOSHPICTURES Tak trochę na marginesie - nikt nie zauważył rażącego błędu w tłumaczeniu?!. "Cook" - kucharz, nie "Kuk" - cóż za koszmar!!!. To niesamowite, że coś takiego pojawiło się w przekładzie.

  • tomimi1981 ocenił(a) ten film na: 9

    tomimi1981 Jedyne czego mi zabrakło do pełni szczęścia to kapitalnego wątku z książki, kiedy to Pi spotyka jednocześnie Księdza, Rabina i Imama.

  • galaktoza ocenił(a) ten film na: 7

    tomimi1981 z tłumaczeniem wszystko jest w porządku, wystarczy wpisać w google aby dowiedzieć się, że kuk to "osoba gotująca dla załogi na małej jednostce pływającej."

  • galaktoza Tak, potwierdza to słownik j. pol. PWN:
    kok, kuk fr. coq mors. «kucharz okrętowy»

  • michal_bierzynski Mój ojciec stwierdził ze to nudny film o chłopaku który płynie na łódce z tygrysem

  • spoxgreq_2 ocenił(a) ten film na: 7

    michalmakula Nie kazdy film jest dla kazdego. Moja mama by powiedziala to samo. Babka Kiepska bawila sie najlpeiej przy Koziołku Matołku. Kazdy jest inny co wynika z wielu czynnikow

  • michal_bierzynski Ciekawe uwagi. Wniosek jest taki, że film mocno naszpikowano new agem, choć nie bezpośrednio.
    Osobiście filmu raczej nie obejrzę, bo nie przepadam za techniką trójwymiarową; może po pojawieniu się normalnej wersji. Pozdrowienia :)

  • Kasia_Pelasia ocenił(a) ten film na: 10

    Federica Przecież można w normalnej wersji obejrzeć.

  • Kasia_Pelasia Aha, dobrze wiedzieć. Dzięki.

  • Federica Dziękuję @michal_bierzynski za dobrą analizę.
    Odniosłem takie samo wrażenie jak @Kasia_Pelasia. Z tego, co autor tematu pisze, wynika, że film jest w wymowie new age'owski. Dziękuję za ostrzeżenie. Nie wybiorę się do kina (i tak nie przepadam za 3D).

    : )

  • magier Chyba jak Federica, czyli ja ;) Bo Kasia_Pelasia jest raczej wielbicielką filmu.

    ;)

  • Kasia_Pelasia ocenił(a) ten film na: 10

    Federica Jestem, jestem :) Co kto lubi :)

  • Federica oops, przepraszam za pomyłkę

  • chesnut90 ocenił(a) ten film na: 7

    michal_bierzynski Piszesz o braku wyboru, a moim zdaniem nie zrozumiałeś w takim razie końcówki. Skąd
    masz pewność że wersja przedstawiona przez Pi na koniec filmu była prawdziwa? Nie
    zaznaczył tego , podał ją ze względu na nacisk Japończyków ( którzy nie wierzyli mu w
    historię, którą pokazywał film) Jak się okazuj przynajmniej początkowo, bynajmniej z jakiś
    powodów później zmienili zdanie, bo motyw dlaczego wpisali ją w akta, nie może być dla
    nas oczywisty. Rozumiem, z twojej wypowiedzi, że jesteś absolutystą. Generalnie dłuższy
    konwersacja nie ma sensu przez internet, ale sprowadzając to do poziomu filmu. Faktem
    jest, że większość reżyserów ma swój styl, jeśli go nie mają to raczej za dobrzy nie są btw...
    i można wyczuć w ich intencjach jakieś podteksty, można ich za to lubić albo nie.
    Jednakże.... Filmy przekazują nam emocje, przede wszystkim. Nie jakieś intrygi religijne lub
    polityczne czy bóg wie co, nie to jest celem, celem są też refleksje na ten temat, i plusem
    dobrym filmów jest to, że ktoś potrafi to ocenić negatywnie przez swój pryzmat. Nie atakuj tu
    nikogo, można mieć swój charakter, jakikolwiek on jest, ale czasem po prostu nie chodzi o
    charakter. Puentując to i może i film , cieszmy się życiem jakie mamy, tym co przeżyliśmy,
    może dla jednych to bardziej magiczne dla drugich bardziej przyziemne, każdy wierzy w to co
    chce. Ze światem nie wygramy, ale zawsze możemy pomóc osobie która stoi obok nas ;)

  • chesnut90 ocenił(a) ten film na: 7

    chesnut90 A jeszcze na temat tego co zostało później napisane w odpowiedzi. To faktycznie nie można spłycać wszystkiego do rób co chcesz, ale widzisz tu jest kwestia interpretacji, ja myślę, że autor nie miał takiej intencji, ja tego też tak nie czytałem. Jest różnica między rób co chcesz a wierz w co chcesz, chociaż prawdą jest, że wiara często popycha do różnego rodzaju czynów. Takie, rzeczy trzeba wyważyć, co moim zdaniem już jest sztuką życia, nie do ocenienia przez nikogo.

  • altaire89 ocenił(a) ten film na: 10

    chesnut90 Zgodzę się. W książce jest wyraźnie napisane, że z wyborem wersji historii jest jak z wiarą w Boga (w filmie też to ujęto). Nie jestem osobą religijną, ale nie uważam, żeby druga opowieść była prawdziwa. Odnoszę wrażenie, że osoby z twardym podejściem do życia, bez krzty wrażliwości i dbania o sferę duchową w pełni nie zrozumieją tego tytułu i dlatego pojawiają się tu czasem aż niecenzuralne wypowiedzi.

  • LillyLen ocenił(a) ten film na: 7

    altaire89 Od razu podkreślam nie przeczytałam książki. Nie ma żadnego dowodu (w filmie) na to, że wersja przedstawiona Japończykom była na 100% prawdziwa. Nie ma punktu zahaczenia oraz nawiązania do tego w jakiś sposób. Sam bohater wydaje się być po całym tragicznym zajściu w fatalnym stanie psychicznym. Miałam wrażenie jakby majaczył. Równie dobrze mógł mieć jeszcze kilka innych zmyślonych wersji. Nie chodzi tu chyba o to, żeby robić ludziom mętlik w głowie po obejrzeniu filmu. Tylko postawić jasno sprawę, że albo chcemy wierzyć w Boga, albo nie. Nikt trzeźwo myślący nie będzie wierzyć w taką historię,... ale przecież można sobie pofantazjować. Więc nie odbieram innym tej przyjemności:)

  • chesnut90 Co do Twojego pytania. Odpowiedz jest dosyć prosta: jest to kwestia intelektualnej uczciwości, nie tylko mojej ale również twórców filmu. Gdy oglądam "Hotel Transylwania" wiem, że jest to bajka z morałem i tak go oglądam. Gdy ktoś stosuje proste sztuczki propagandowe to się buntuje. Jest to również powód dla którego napisałem swój pierwszy wpis, który miał zmusić do chociaż odrobiny krytycyzmu. Miałem wrażenie, że zbyt wiele osób kupiło ładny (jak dla mnie zbyt sztuczny i przerysowany) obrazek z przesłaniem na poziomie lekcji religii w szkole podstawowej. Moja krytyka nie wynika z nie zrozumienia tego co autor chciał przekazać, ale muszę przyznać, że nie skupiłem się na tym wystarczająco głównie w celu okrojenia swojej wypowiedzi do rozmiarów przez, które ktokolwiek był by wstanie przebrnąć. Wracając do tego co napisałaś (zgaduję, że jesteś kobietą, jeśli nie to bardzo przepraszam) o Japończykach to jest to element, który bardzo dobrze wpisuje się w moją krytykę. Z jednej strony nie wiemy dlaczego podjęli taką decyzję, tak samo jak nie wiem dlaczego daną decyzję podjął ktokolwiek w tym filmie. Z drugiej strony wiem dlaczego autor tak pokierował swoimi postaciami. Jest to jeden z wielu prostych trików jakie zostały wykorzystany w celu zmuszenia widza do akceptacji tezy jaką stawia film: bóg istnieje (i jest to powiedziane wprost). Jego konstrukcja jest prosta: skoro twardogłowi urzędnicy o krytycznym zacięciu kupili historię to my również nie mamy żadnych powodów do jej podważenia.

    Co do absolutyzmu moralnego, to napisałem o nim żeby było zupełnie jasne co krytykuję w danym akapicie (niestety jak rozumiem to, że to stanowisko krytykuje nie było wystarczająco jasne).

    Bardzo chciałem ustosunkować się do reszty ale było to napisane tak niezgrabnie i wszystko naraz, że nie zrozumiałem o co Ci chodzi. Mam nadzieję, że przynajmniej wyjaśniłem dlaczego uważam, że historia z tygrysem jest bajką i że nie jestem absolutystą moralnym.

  • chesnut90 ocenił(a) ten film na: 7

    michal_bierzynski co uważasz za propagandę?. Dwa jestem facetem. 3 chaos mam wpisany w swoją naturę, ale odp na kontrargument to Ty się sprytnie potrafisz wywinąć. Generalnie powtarzam to jeszcze raz, nie wiem po co w ogóle to pisze, bo takie bezcelowe przepychanki ( nie myślę tu o jakieś agresji, nie będę zarzucał tutaj intelektualizmu, bo miałem wrażenie, że przede wszystkim to starasz mi się wyprzeć) nie mają w internecie sensu. Napisałeś w odp mi po prostu drugi raz to samo

  • michal_bierzynski "Jest to jeden z wielu prostych trików jakie zostały wykorzystany w celu zmuszenia widza do akceptacji tezy jaką stawia film: bóg istnieje (i jest to powiedziane wprost)."
    Przed chwilą oglądnąłem, żeby móc wypowiedzieć się o FAKTYCZNEJ treści jaka jest przedstawiona w filmie i końcówka, jak dla mnie mówi coś ZUPEŁNIE INNEGO. I nie rozumiem dlaczego nie natrafiłem jeszcze na taką odpowiedź. Może wszyscy tutaj wypowiadają się o tym filmie w "późniejszym czasie" i już nie pamiętają FAKTÓW czy też KONKRETNYCH zdań jakie zostały tam wypowiedziane.
    Więc przypominam.

    Po przedstawieniu obu historii, Pi mówi do dziennikarza, o tym, że dostał dwie historie. Obydwie opowiadają o TYCH SAMYCH SKUTKACH. Tak samo się zaczynają i tak samo się kończą. Po środku bohater przeżywa te same straszne traumy. Jak mówi "w obydwu historiach cierpię", "żadna historia nie wyjaśnia dlaczego statek zatonął".

    Czyli dla faktów...dla SKUTKÓW nie ma znaczenia jaka historia była prawdziwa !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Nie ważne ...w co ... UWIERZYSZ. Finał jest taki sam, doznania były takie same.
    To dlaczego dziennikarz wybrał historię z tygrysem ? "ŻEBY CZUĆ SIĘ LEPIEJ". Żeby ta historia była bardziej "znośna". Bardziej "akceptowalna". Nie powodowała obrzydzenia, zezwierzęcenia, odczucia że życie to coś plugawego i sku..syńskiego. Że nie ważne symfonie, loty w kosmos, srajfony i pejsbuki...ludzie to zwykłe ścierwa, a od zwierząt różnią się niby tylko inteligencją, którą to inteligencje i tak wykorzystują TYLKO do tego, żeby robić sobie dobrze w bardziej wyrafinowany sposób. Nie robią nic więcej niż małpy, tylko robią to w bardziej wyrafinowany sposób.
    Wybrał wersję bardziej bohaterską, akceptowalną, poetycką.

    I na to pada stwierdzenie Pi "Tak samo jest z Bogiem". TŁUMACZĘ
    Nie ważne czy wierzysz w życie pozagrobowe czy nie....I TAK UMRZESZ. Przez swoją wiarę nie zmienisz SKUTKU !
    Ale dzięki wierze, że "potem będzie lepiej", że jak "będziesz dobry" to potem dostaniesz nagrodę, życie staje się bardziej.......ZNOŚNE.
    Możesz olewać te wszystkie 'ludzkie sku wy syństwa' bo możesz sobie tłumaczyć "spokojnie, przeczekam to, a potem będzie lepiej, ja robię dalej swoje, dalej będę dobry, a potem będzie lepiej, po prostu muszę to przeczekać a doczekam się, że to ścierwo się skończy i w końcu zacznie się raj", "Teraz mam przerypane, ale po śmierci będzie lepiej" itd. itd.

    "I tak samo jest z Bogiem", takie znaczenie ma to zdanie w kontekście tych dwóch różnych historii opisujących to samo zdarzenie. Historie niby różne, ale EFEKT, SKUTEK TEN SAM ! Tyle, że z jedną historią ta przeżyta przygoda staje się bardziej znośna, akceptowalna, budująca...a druga powoduje uczucie pustki, zezwierzęcenia człowieka, załamania itd.

    To jest aż TAK PROSTE.
    Nie, że film mówi wprost "BÓG ISTNIEJE" tylko film mówi, że "z wiarą w Boga sku...wysyństwa życia stają się bardziej znośne".

    PS
    A tak poza filmem.
    To ogólnie takie podstawy wiary są fajne, dopóki....dopóki ktoś sobie nie wymyśli, że zamiast trafić do raju za dobre uczynki, wkręci sobie, że do raju — i iluś tam dziewic ;) — trafia się np. za odrąbywanie głowy niewiernym :D
    I to jest niebezpieczeństwo wiary. Skoro ktoś może sobie wkręcić coś nierealnego, to równie dobrze może sobie wkręcić takie "niebezpieczne" dogmaty, bo dlaczego nie, skoro wystarczy tylko w to "wierzyć" i nie trzeba dowodów.

  • michal_bierzynski Trochę inaczej odebrałam zamysł filmu. Jedyny fakt stanowi to, że historia ta miała miejsce. Przebieg zdarzeń jest tylko uniwersalnym podłożem - dla historii czy chłopca i zwierząt czy samych ludzi po to, by każdy mógł wybrać tą, w którą chce wierzyć. Opowieść tej samej historii w dwóch różnych wersjach stanowi metaforę jednego Boga, będącego Absolutem, który dla różnych ludzi przyjmuje różne postacie.
    Pozdrawiam serdecznie.

  • paulinammw Tak, to piękne co napisałeś. Ktoś kiedyś napisał, że najlepszym dowodem na istnienie Boga jest człowiek niewierzący:)

  • mariouszek Muszę przyznać, że mnie zaintrygowałeś. A mianowicie jak ten dowód miał by przebiegać? Zupełnie tego nie rozumiem. Jeśli jest to najlepszy dowód to trochę słabo dla boga i jego wyznawców. A tak na koniec czy skoro tak to dowodem na nie istnienie boga jest człowiek wierzący?

  • michal_bierzynski Nie, tu nie ma rozróżnienia, człowiek jest dowodem na istnienie Boga, wierzący i nie. Nie podam ci teraz dokładnego przykładu, nie mam teraz w głowie, ale chodzi o to, że człowiek niewierzący potrafi spojrzeć na pewne rzeczy z dystansu, często nie doceniając tego co widzi, nie zdając sobie często sprawy ze być może bierze udział w boskim planie wbrew sobie:)

  • paulinammw Zostałem przez kogoś oskarżony o szukanie w filmie rzeczy, których w nim nie ma. Obawiam się, że nawet jeśli ja trochę popłynąłem to Tobie udało mnie się przebić i to bardzo :P

  • michal_bierzynski Zapewniam że nigdzie nie odpływam, chyba za mało rozwinęłam myśl i wyszło nostalgicznie:-). Jest to wyłącznie analiza utworu, nie suchej fabuły, lecz w kontekście kulturowym, w żaden sposób nie związana chociażby moim światopoglądem, lecz wyłącznie w kontekście charakterologii głównego bohatera filmu, a dokonana przeze mnie interpretacja została mam wrażenie wyjątkowo łopatologicznie jak na kino wyższych lotów nam wyłożona(nie odbierz tego jako atak, bo się a takie na forum nie bawię, po prostu byłam zaskoczona że dość dobitnie podsumowano film:-) ), a mianowicie: bohater nie przywiązywał uwagi do Boga w kontekście konkretnej religii (wiemy że uznawał różnych), nie musiał bo dla niego Bóg to Bóg, a historia to historia bez znaczenia w jaki sposób oprawimy te same wydarzenia, w przeciwieństwie dla ludzi którym w przeciwieństwie do Pi potrzebny był wybór (dziennikarz, dwóch Japończyków) czy konkretnej religii (rodzice Pi, i wyznawcy innych religii).
    Ponadto, jeszcze bardziej utwierdza mnie w tym fakt, że autor powieści, na podstawie której powstał scenariusz do filmu ukończył filozofię i jest podróżnikiem, także chociażby życiorysowo pasowałby do wysnucia takiej refleksji.
    Pozdrawiam Cię serdecznie.

  • paulinammw EDIT: http://en.wikipedia.org/wiki/Yann_Martel#cite_note-ox-4
    As an adult, Martel has spent time in Iran, Turkey and India. After studying philosophy at Trent University in Peterborough, Ontario, Martel spent 13 months in India visiting mosques, churches, temples and zoos, and spent two years reading religious texts and castaway stories. He now lives in Saskatoon, Canada. [6] His first published fictional work, Seven Stories, appeared in 1993.

    po części być może Pi alter ego autora, tak dla ciekawskich:-)

  • paulinammw Najlepszy komentarz ze wszystkich który tego filmu dotyczy. Faktycznie o to właśnie miało chodzić w tym filmie. Nawet podpowiedź znajduje się na początku filmu gdy sam Pi w swojej młodości był religijny i wyznawał kilka religii.

  • mrkrizold ocenił(a) ten film na: 8

    michal_bierzynski Nie chodzi o wybory! Nie chodzi o bohatera, chodzi o opowieść - całość filmu. Oglądałeś film mulholland drive? Tam połowa filmu jest po to by być kontrastem dla 2giej połowy [sen/jawa itd]. Tu konstrukcja jest podobna jest opowieść i w skrócie [bo inaczej film by trwał 4h] kontr-opowieść - a wybór moralny SZEFIE to mamy MY wybierając tą opowieść która NAM pasuje i w którą MY wierzymy - w Boga czy w Zło
    I TYLE o to chodziło w filmie nie o bohatera a wybory widza!

  • mrkrizold 1. Nie wiem czemu miałbym szefować. Osobiście uważam, że forma ta jest co najmniej niegrzeczna.
    2. Niesamowite ile błędów można popełnić w trochę ponad czterech linijkach. Napisałeś sześć zadań postaram znaleźć sześć błędów.
    2.1. Wybór między wiarą, a niewiarą (problem tak złożony, że tutaj naprawdę sobie daruje) nie jest wyborem moralnym.
    2.2. Oglądając film może i mamy wybór ale jest on tak silnie kierowany przez twórców, że wybranie czegokolwiek innego niż to do czego jesteśmy zmuszani wymaga wysokich umiejętności krytycznych i wiedzy formalnej,
    2.3. Twórca od samego początku nie daje nam wyboru. Jego celem jest przekonanie nas do tezy, którą stawia na samym początku: bóg istnieje. Problem tak naprawdę jest taki czy nas przekona czy nie.
    2.4. Dychotomia między wiarą w boga a złem jest fałszywa na tak wielu poziomach, że szkoda gadać.
    2.5. To dlaczego stwierdzenie wierz w co chcesz jest niemoralne napisałem już wcześniej (w Twojej wersji "opowieść która NAM pasuje")
    2.6. Film trwałby trzy godziny.

    Gratuluje średnio jeden ważny błąd na zdanie. Radzę by następnym razem pisać wolniej i myśleć krytyczniej.

  • michal_bierzynski Jeśli stosujesz słowo amoralność w sensie, że "bez moralności" to się z tobą zgadzam, ale zupełnie inaczej patrzę na ten film. Nie dałem się porwać jak większość w szukaniu sensu pod względem która historia jest prawdziwa, albo która mnie przekonała. Zdałem sobie od razu sprawę, że to nie ważne. Tu chodzi o swoiste doświadczenie człowieka czasów obecnych zagubionego pomiędzy różnorodnymi formami duchowości. Jest mi to bliskie, ale jestem na zupełnie innym etapie i inaczej na to wszystko patrzę, lecz nawet nie odczuwam potrzeby dogłębnej analizy tego co widziałem, wystarczy przyjemność patrzenia. Myślę, że błędem jest sądzenie, że jest to film o kryzysie wiary jak większość go odczytuje. Ten film jest według mnie o wszystkim, dlatego trudno go zaszufladkować w monotematyczność, choć sam w innym miejscu pokusiłem się o przekazanie swoich przemyśleń odczytać, ale to nie ważne, każdy musi znaleźć coś dla siebie.

  • michal_bierzynski Bardzo ładnie napisane, gratuluję - albo to dar, albo był dobry nauczyciel polonista. Gdybym ja tak pisała, coś bym z tym zrobiła, może recenzje???? Czyta się to bardzo płynnie, tekst interesujący, zachęcający, zrozumiały, ale nie prosty. Aż ciepło na duszy, że ktoś jeszcze zna tak dobrze polski. Co do filmu - ma wszystko w sobie, co w dzisiejszych czasach chwytliwe, stąd go wszyscy oglądają i dyskutują.

  • maria2007_filmaniak Mam tylko nadzieje, że komplement był szczery. Gdyby przeczytała to choć jedna z moich nauczycielek polskiego to by nie uwierzyła :D W każdym razie cieszę się, że czytanie moich przemyśleń sprawiło mi Ci trochę przyjemności.

  • michal_bierzynski Komplement był szczery, jak najbardziej. Do tego ortografia i interpunkcja na piątkę. Czasami jak czytam posty i wiedzę 'niewiem' lub 'ktury', to boję się, że zapamiętam. A tu taki ładny tekst. Brawo! Proszę pisać jak najwięcej, niech ludzie uczą się idealnego polskiego.

  • michal_bierzynski Zastanawiam się, w jaki sposób Pi miałby pozbawić się człowieczeństwa, gdy był sam. W zasadzie takie pojęcia funkcjonują w społeczności. Jak wygląda odzieranie z godności na środku Pacyfiku, w totalnej samotności? Człowiek może płakać, krzyczeć, miotać się w szalupie na dnie - ale co więcej? Chyba, że masz na myśli zabicie kucharza - ale miał tyle uzasadnień i usprawiedliwień dla tego kroku, że gdyby tego nie zrobił, nazwalibyśmy go tchórzem lub świętym (to zależy od motywacji;). Nie dość, że kucharz był kanibalem i zabił mu matkę, to jeszcze sam się osądził i pozwolił zabić (ten motyw wydaje mi się słaby, jakoś nie wierzę w tak wysublimowaną wrażliwość moralną takiego potwora). Dla Pi musiało to być ciężkim przeżyciem, zważywszy na wyznawane zasady (wegetarianin, stosunek do życia). Ale w sumie to nie wiadomo - w zasadzie nad kucharzem tak nie rozpaczał, jak nad rybą zmieniającą kolor. Bardziej go chyba przeraziły własne emocje i rozbudzone dzikie instynkty, niż czyny. Chyba, że żal nad rybą wziąć za spóźnioną ekspiację nad kucharzem.

  • Narfa ocenił(a) ten film na: 6

    tara_filmweb W końcu wypowiedź, z która się zgadzam. Mam wrażenie, że dyskusja jest rozpięta między podejściem nie tyle krytycznym,a mocno sceptycznym, szkalującym wiarę i uznającym tylko to, co mieści się w granicach wiarygodności i prawdopodobieństwa a zachwytem i opinią,że wymowa tego filmu jest to,że każdy wierzy,w co chce i tak najlepiej. Na razie chciałam tylko zgodzić się z przedmówczynią,a swoje zdanie jeszcze muszę przemyślec.

  • michal_bierzynski W sumie nie chce mi się tego czytać. Odniosę się tylko do tytułu: może i jest, ale co z tego? :P Kogo to może obchodzić, kiedy przychodzi do oceny filmu, czy jest on moralny, czy amoralny? :)

  • użytkownik usunięty

    Davus Zgadzam się generalnie z JOSHPICTURES oraz mariouszek.
    Uważam, że obie historie są prawdziwe. Z tym, że historia z tygrysem jest przedstawiona w sposób symboliczny. Historia w świecie materialnym kończy się, gdy Pi zabija kucharza. I wtedy zaczyna się w nim walka DOBRO (Pi) vs ZŁO (zwierzę - tygrys lub w szerszym znaczeniu MATERIA). Gorsza strona natury ludzkiej może być oswojona poprzez ćwiczenia (pracę) nad sobą, ale nigdy unicestwiona. Gdy już jej wpływy zostaną ograniczone, to odchodzi sama. Człowiek rodzi się na nowo. A gdy się rodzi, to i płacze. Jest to zatem opowieść uniwersalna, ponieważ przed wyborem DUCH czy MATERIA stają codziennie katolicy, muzułmanie, new agowcy itd. Natomiast wyspa jest przedstawieniem symbolu YIN-YANG. W dzień daje życie, a w nocy przynosi śmierć. [Aczkolwiek nie dokońca tak jest - niektóre małpy giną w dzień (gdy pożera je tygrys) i jest to ta biała kropka na czarnym tle w symbolu YIN-YANG lub odwrotnie, jak kto woli). I taka jest natura, ani dobra ani zła. I człowiek nic nie może na to poradzić.
    Jedyne, co może zrobić to podjąć najtrudniejszą walkę, jaka istnieje - z samym sobą...

  • użytkownik usunięty

    Dowód na to, że Pi i tygrys to ta sama osoba: w pewnym momencie na łodzi Pi stwierdza, że nie może zabić tygrysa, bo ten go ochrania. Lecz przed czym tygrys może obronić człowieka na środku oceanu? Przed innymi zwierzętami? Przed falami? Przed piorunami? Oczywiście, że nie. Lecz jeśli tygrys to ciało człowieka, a Pi to dusza to wszystko nabiera sensu. Dodatkowo jeszcze to imię...Richard Parker. W świecie realnym Pi nazywał się Richard Parker, która ta nazwa numerologicznie ma skończoną wartość. Natomiast Pi to dusza i nieskończoność (nieśmiertelność). I dlatego pokazano scenę, w której Pi zapisuje w szkole na tablicy setki liczb po przecinku i zapisywanie to nie ma końca...

  • Sqrchybyk ocenił(a) ten film na: 9

    Ochrania go przed samotnością... Coś jak piłka z "Cast Away" ;-) Poza tym w pewnej chwili Pi mówi, że tygrys zmusił go do bycia stale czujnym, co zdecydowanie pomogło mu przeżyć. Ale oczywiście Pi i TYgrys to jedno, tyle że niekoniecznie dusza i ciało, tylko być może "część zwierzęca" i "część boska" duszy człowieka (św. Augustyn się kłania).

  • użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 9

    Sqrchybyk Ależ świat materialny cały czas zmusza człowieka do bycia czujnym, wysyłając mu co chwila różne sygnały alarmowe.
    Aczkolwiek masz racje z tą samotnością...i z "częścią zwierzęcą" (albo inaczej "bagażem karmicznym) duszy ludzkiej. Z tym, że jest ona związana ze światem materialnym.

  • emplim ocenił(a) ten film na: 3

    michal_bierzynski Mnie się nie podobał tekst o Jezusie, że to bez sensu że Bóg pozwolił żeby niewinny człowiek zginął.

    Ma to dużo sensu. Ktoś kto nie czytał katechizmu i nie jest katolikiem albo w ogóle nic nie wie o tej religii będzie tak mówił.

    Za to fakt że system filozoficzny i religijny modli się do człowieka który nie jest Bogiem to czy to ma sens? Kompletne marnowanie czasu na modły idące w komin.

  • emplim To jest bez sensu. Przytocz "logiczny" argument z katechizmu który temu przeczy.