Końcówka wszystko popsuła

Byłoby arcydzieło, a tak, to tylko bardzo dobry film.
Końcówka przypominała mi chwyt z książki Cosery'ego "Szyderstwo i przemoc": w książce tej przedstawiciel władzy jest straszny i śmieszny zarazem, ale w żaden sposób nie jest przytoczony ani jeden przykład owej straszności i śmieszności. Po prostu autor na siłę wmawia, że tak jest i już.
Podobnie w "Czasie apokalipsy": Kurtz jest geniuszem, uwodzi tłumy, przejrzał ciemność, ale na czym polega ten geniusz, to już nie jest powiedziane. Że porozrzucał wokół ludzkie głowy? Że tęskni do uniezależnienia się od opinii innych ludzi? Trudno powiedzieć. Chyba trzeba uwierzyć Hopperowi, że Kurtz jest geniuszem, bo tak na oko, to tego geniuszu nie widać.
Poza powyższym film jest bardzo dobry, przede wszystkim za sprawą wspaniałych zdjęć. Muzyka (wyjątkiem nielicznych piosenek), niestety, marna.

12
  • Właśnie o to chodzi, aby samemu się domyślić, dlaczego tłum tak podążył za Kurtzem; dlaczego uznał go swoim wodzem i autorytetem. Należy samodzielnie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy to co Kurtz zrobił (odciął się od armii, stworzył własne plemię, aż w końcu utracił ludzką moralność i oszalał) było słusznym posunięciem, czy też nie. Na pierwszy rzut oka, kiedy jeszcze nie ujrzeliśmy go raczej zgadzamy się z jego neutralizacją, jednak gdy już go poznamy, zaczynamy coraz bardziej wątpić w to, czy czyny, których się dopuścił były karygodne, szczególnie jeśli wsłuchamy się w jego monolog z ostatnich minut filmu. Ostateczne słowa padające z ust pułkownika, również są niejednoznaczne, tak jak i cały ten film. Zgroza... zgroza... Można to odebrać na mnóstwo sposobów. Kto tak naprawdę zwariował: Kurtz, czy świat?

    Podsumowując Czas Apokalipsy to arcydzieło światowej kinematografii i być może najwybitniejszy film jaki kiedykolwiek powstał. Zdjęcia, aktorstwo, soundtrack, scenariusz reżyseria, uniwersalny klimat i doskonałe przesłanie - to wszystko tworzy dzieło sztuki. Z Twoją wypowiedzią nie do końca się zgadzam - dwuznaczność jest ogromną zaletą tego filmu. Nie daje nam odpowiedzi, ale daje nam duże pole do interpretacji.

    • Ja rozumiem, że Kurtz jest niejednoznaczny. Niemniej w dalszym ciągu uważam, że zakończenie jest efekciarskie. Nie zmierzam, by Cię do tego stwierdzenia przekonać, tylko po prostu tak uważam.

      Ewentualnie przeczytaj dlaczego:

      Pułkownik Kurtz jest niejednoznaczny. Jest też, w tej swojej niejednoznaczności, groteskowy. I to reżyser jawnie pokazuje, zdobiąc twarz Brando w makijaż smutnego klauna i karząc mu podrzucić Sheenowi głowę znajomego żołnierza (nie piszę, że „współtowarzysza broni”, bo film jest oczywiście antywojenny, więc można tu widzieć tylko znajomych, przyjaciół lub jednostki odstręczające poznane podczas wojny). Niejednoznaczny, groteskowy Kurtz w tym jedynie wyprzedza (pod względem humanizmu) Stalina, Hitlera, czy innego bandytę, że zastanawia się nad pojęciem wolności – uniezależnienie się od opinii jest dla niego symbolem prawdziwego wyzwolenia. I zgoda. Jak najbardziej słuszna myśl. Z tym, że biedny Kurtz nie potrafi się wyrwać z niewoli swojej opinii o sobie samym. Więc przeżywa cierpienia młodego Wertera szlachtując kogokolwiek, kto akurat mu się nie spodoba, na zasadzie „Cierpię straszliwie z powodu mych zbrodni, więc muszę kogoś zamordować”. A przerażeni, zastraszeni przez uzbrojonego bandziora ludkowie wołają „Geniusz, geniusz!”. Wystarczyłoby Kurtzowi odebrać noże, widelce i karabiny… i po geniuszu.

      Jeśli reżyser chciałby uznać prawo Kurtza do człowieczeństwa, to kazałby Sheenowi albo założyć delikwentowi kaftan bezpieczeństwa i wezwać lekarza (scena byłaby jednak wybitnie mało spektakularna), albo strzelić mu w tył głowy po cichu (po pierwsze dlatego, żeby ludzkość ucieszyć, że stała się „sprawiedliwość”, a po drugie, by wyzwolić biedaka od jego manii) – ta scena też byłaby raczej mało efektowna, a na dodatek demoniczny Kurtz nie miałby możliwości opowiadania, że „Zgroza… zgroza…”.

      Zamiast powyższego, Sheen szlachtuje adwersarza w rytm równoległej straszliwej rzezi bawołu. Czyli morał jest taki, że trawiony sprzecznościami Kurtz jest równy zwierzęciu. Kurtz, który zachowywał się jak barbarzyńca z wątpliwościami, ginie od ciosów barbarzyńcy bez wątpliwości.

      Sheen na koniec filmu wyłącza radio – nie chce słuchać głosu zleceniodawców. Zuch! Wyzwolił Kurtza – zacnie. Uwolnił ludzkość od wariata – hmmm… Wykonał zadanie – brawo, żołnierzu. Wyłączył radio – jest ponad to wszystko. No, zuch. I jeszcze jak malowniczo zakrwawiony!

      Dlaczego dzieło „Czas apokalipsy” kończy się tak, jak się kończy? Ja uważam, że tylko dla efektu. Tanie zakończenie bardzo dobrego filmu. Jakiś wydumany, widowiskowo opakowany morał w historii, której przesłanie jest tak oczywiste, że należy je wyartykułować tylko na potrzeby osobników, którym wszystko trzeba tłumaczyć: wojna jest upadkiem człowieczeństwa.

  • zgadzam sie w pełni, mi też cały film z wyjątkiem końcówki bardzo się podobał, ale koniec zepsuł wszystko, cały czar prysł w jednej chwili
    gdyby nie to, to dałbym 10 :c

  • Problem z Kurtzem jest taki, że Marlon Brando nie wypowiadał kwestii ze scenariusza, tylko improwizował, co było nie w smak Copolli. Brando go olewał, sam wymyślał kwestie, a - jak podają media - w owym czasie był już mocno sponiewierany przez alkohol i intelektem nie grzeszył.

    Śmiem więc podejrzewać, że brak "geniuszu" Kurtza w finale filmu jest winą mocno zapijaczonego i przeświadczonego o własnym gwiazdorstwie Marlona B., który nie wykonał nalezycie swojej pracy na planie

  • A tak przy okazji - ja podobne wrażenie, jak autor tego wątku, miałem oglądając "Władcę pierścieni". Ciągle tam była mowa o bohaterstwie Frodo - wszyscy jego kompani co jakiś czas unosili miecze i wołali "Robimy to dla Frodo!". A patrząc na Frodo zastanawiałem się - na czym właściwie polega to jego bohaterstwo? Bo w filmie on właściwie nic nie robi tylko wytrzeszcza swoje wielkie oczy non stop przez 9 godzin (a chwilami nawet płacze).

    • hahaha... o gościu, jest prawie 1, a to najlepszy komentarz, jaki przez cały dzień czytałam na filmwebie :D

      1. Pomimo całej mojej miłości do LOTR, zgadzam się, że wątek Froda w Powrocie Króla to najnudniejsze fragmenty, porównywalne jedynie z rozmową entów w Dwóch Wieżach, ale przecież ludzie nie szli dla Froda do kina, tylko dla Aragorna i pojedynku na punkty krasnoluda z elfem ;p
      2. To co piszesz o Brando jeszcze lepiej pozwala mi zrozumieć sytuację, panującą na planie, o której napisała jakaś dziewczyna w jednym wątku na forum Coppoli. Jeśli Brando rzeczywiście olewał wskazówki reżysera i improwizował w swoich kwestiach, a do tego jeszcze był wówczas alkoholikiem, to mnie już w ogóle nie dziwi, że ja skończyłam film z jednym wielkim WTF?! wymalowanym na twarzy. Z jednej strony podziwiam Coppolę za przeniesienie akcji Jądra ciemności do Wietnamskiej dżungli, gdzieś na pograniczu z Kambodżą, gdzie nawet diabeł nie powie dobranoc, całe to szaleństwo, chaos, irracjonalne sceny na czele z moją ulubioną surfingową z Wagnerem w tle, o widowiskowym otwarciu nie wspominając, ale jednocześnie po takim długim oczekiwaniu na pojawienie się Brando, otrzymujemy takie... takie coś. Choćbym chciała, to nie jestem w stanie dać więcej niż 8, no po prostu nie jestem.
      M. Brando podobno spędził na planie 3 tygodnie, z czego większość tego czasu miał przeznaczyć na przeczytanie w końcu książki i zrozumienie swojego bohatera, czego koniec końców nie tylko nie uczynił, ale jak teraz czytam, on nawet scenariusza się nie trzymał. Ponadto Coppola miał do niego żal, że przyjechał na plan bardzo zapuszczony, z nadwagą oraz w towarzystwie kilku kobiet. Tym bardziej podziwiam Coppolę za to, że go nie wyrzucił z planu. Biorąc pod uwagę fakt, że film kręcili rok, a Brando na planie spędził tylko 3 tygodnie, najrozsądniejszym rozwiązaniem byłaby zastąpienie go kimś innym, ale najwyraźniej na to nie mógł sobie pozwolić.

    • Frodo był przekozakiem, bo podjął się zostania powiernikiem pierścienia, nikt inny nie byłby w stanie pewnie nawet przez 1/10 tego czasu jako tako opierać się jego mocy, zdecydował się sam naparzać na Mordor, żeby uniknąć nieuchronnego zniszczenia drużyny przez pierścień, a jego irytujące zachowanie wynikało raczej z faktu, że pierścień bezustannie go męczył i starał się nim zawładnąć 24/dobę i cały czas trwała w nim wewnętrzna walka.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: