Haha ha, buehe he
Ang Lee w życiowej formie. A tak na poważnie to "Hulk" spod jego ręki to jedno z największych gówien jakie miałem przyjemność dotąd oglądać. Już nie będę czepiał się fatalnego scenariusza, średniej jakości efektów specjalnych czy drętwej gry aktorskiej. Największą bolączką ów cuda jest fakt, iż reżyser za wszelką cenę chciał dać widzom poczucie głębi. Z uporem maniaka stara się nakreślić jakiś – nazwijmy to tak umownie- wyrafinowany portret psychologiczny. Skupia się na relacjach, przeżyciach bohaterów. Tylko że, to ciągle jest film o wielkim zielonym grubasie demolującym co się da. Czy widz naprawdę oczekuje od Hulka by ten czuł, widział i przeżywał więcej...... Być może założenie nie było złe ale jego wykonanie..... litości.
Hulk z 2003 roku to pierwsza i najlepsza adaptacja filmowa komiksu .Film jest prawie arcydziełem .Psychologiczna strona Hulka jest jak najbardziej zaletą a nie wadą fabuły .W porównaniu z Hulkiem ,późniejszy The incredible Hulk to typowa hollywoodzka szmira przeznaczona głównie dla otępiałych młokosów zapełniających sale kinowe w USA .Nie jestem fanem filmów o super bohaterach , ale obiektywnie oceniając całokształt tego filmu, Hulk z 2003 roku to widowisko dla wszystkich widzów .Co do gówna ,to twoje postrzeganie i odbiór tego znakomitego obrazu można skojarzyć z tym wulgaryzmem .
Tak ostro bym nie mówił, ale dla mnie to też gniot jaki mało. Sporo znam filmów o superbohaterach opartych na komiksach [Marvela] ale żaden nie esjt tak kiepski jak to.. może i komiksy z Hulkiem są utrzymane w podobnym stylu?? (tak do końca nie wiem bo niezbyt je znam, ale wydaje mi się ze nie). W pewnym momencie przestałem się orientować o się dzieje, rozwałka za rozwałką i to na coraz ostrzejsza amunicję... No i to zakończenie tez od czapy, Skąd Hulk rozwalony(?) atomówką w USA, znalazł się w samym środku dżungli amazońskiej??
Ocenianie tego filmu na 1 to czysta groteska , kojarzenie go z gniotem to niedorzeczność .Oglądałem Hulka tylko raz ,więc nie pamiętam wszystkich wątków .Racje jednak mają osoby wysoko oceniające tą wersje z 2003 roku .Dla innych film może być gniotem ,nędzą filmową , ale bardziej obiektywnie oceniając to jeden z lepszych filmów w tej konwencji .Twoje odczucie ,że film jest kiepski jest w rzeczywistości jego zaletą i w tym tkwi problem w skrajnych opiniach ,każdy widzi co innego w tym samym obrazie .
No nie wiem, ja mam bardzo duuuża tolerancję dla tego gatunku filmowego a jednak jak się film skończył odczucie było tylko jedno "o co chodzi w tym filmie?" w połowie skończył się scenariusz i już potem nic się działo tylko totalna rozwałka.. Grałem w grę " Hulk" i ona miała ręce i nogi więc sądzę że można było ten film zrealizować sto razy lepiej...
Obiektywnie patrząc Hulk z 2003 nie zdobył dobrych recenzji (metacritic średnia 54, od widzów ocena 5,2), więc nie wiem skąd masz takie dziwne zdanie, że "obiektywnie oceniając to jeden z lepszych filmów w tej konwencji". Prezentujesz genialne podejście "Racje jednak mają osoby wysoko oceniające tą wersje z 2003 roku", czyli rację mają ci, co uważają jak Ty, reszta oczywiście się myli :)
To chyba logiczne, że skoro film nazywa się "Hulk" ludzie oczekują Hulka! Do tej postaci w ogóle nie pasuje poważne podejście. Takie podejście pasuje do batmana, nawet do supermana, ale nie do zielonego wielkiego gościa, który ma "miażdżyć". Przez pół filmu bohaterowie rozwiązują "zagadkę", którą widz widział na początku. Jak można się nie nudzić wiedząc wszystko? No prawie wszystko, ale tego czego nie wiemy, można łatwo się domyślić. Fabuła jest po prostu słaba, a do tego bardzo kiepsko poprowadzona. Dodajmy do tego idiotyzmy jak ten z końca filmu: jest gość, który jak się zdenerwuje zmienia się w niebezpiecznego potwora, co robią ludzie jak go złapią? Dadzą mu się spotkać z ojcem... człowiekiem, na którego ten jest wściekły... To nie ma ani odrobiny sensu! Jak już ktoś wcześniej wspomniał w pewnym momencie filmu fabuła się praktycznie kończy i zostaje nudna rozwałka.
Po drugie cały czas mowa jest o tym, że przez wściekłość Bruce "przemienia się", tymczasem tej wściekłości w Hulku nie widać, wręcz przeciwnie, nasz zielony bohater ma bardzo spokojny wyraz twarzy i jest bardzo "ludzki". Nie tak to powinno wyglądać! Gdzie jest "Hulk smash!"? Po co robić film o konkretnym bohaterze, którego wszyscy znają, gdy zmienia się jego wszystkie cechy?
Beznadziejne jest to, że film stara się nakreślić relacje między postaciami itd.m tylko, że postacie są absolutnie bezpłciowe. Nikogo nie polubiłem, z nikim się nie zżyłem, a należę do osób, które łatwo się identyfikują z postaciami. Przez to wszystkie starania, by nadać filmowi trochę głębi spełzły na niczym.
Hulk z 2003 roku to film nieudany i całkiem słusznie praktycznie zapomniany. Przedstaw mi obiektywne kryteria, bo jak patrze na wszystko co tylko możliwe to Hulk w żadnym razie nie jest uważany za film najlepszy w swojej konwencji.
"Hulk z 2003 roku to pierwsza i najlepsza adaptacja filmowa komiksu" hahaha hahha hahaha hahahahahahahahahaha
Masz rację , to nie pierwsza adaptacja ,ale najlepsza ze wszystkich i pierwsza od 2003 roku .Zadowolony .
Dodaj "według mnie", bo patrząc zarówno na oceny recenzentów, jak i na oceny widzów, Hulk z 2003 roku jest najwyżej średniakiem w swojej konwencji. Nie wyskakuj z takimi hasłami, jeśli nie masz nic co mogłoby je poprzeć. Czy film dostał jakieś znaczące nagrody? Nie... Jeśli porównamy do Iron Manów, Batmanów, Avengers itd. to Hulk obiektywnie wypada przy nich bardzo bardzo słabiutko.
Tylko, że nie o to chodzi. Nie ma sensu robić z horroru komedii, z pornosa kina moralnego niepokoju, a z akcji SF - filmu z głębią. Chcesz nakręcić rąbankę, kręcisz rąbankę, chcesz dramat psychologiczny - proszę bardzo. Mieszanie ich mija się z jakimkolwiek celem. Można zbudować samochód napędzany siłą ludzkich mięśni - tylko PO CO?
A po co się robi filmy? Jeśli po to, by zadowolić "słodkie idiotki" na przykład, to winieneś dać niejednemu filmowi 10, skoro swoją rolę doskonale spełnia, a dałeś 1. Udawałeś, że chodzi w filmie o jakąś metafizyczną wartość samego filmu.
Mamy tu zatem małą sprzeczność między twoim zdaniem a twoim zdaniem.
Drugie pytanie: po co twórca ma się trzymać kategorii? To kategorie są wtórne w stosunku do filmów. Podział na gatunki nie stanowi wytycznych poprzedzających kinematografię, oddaje jedynie stan faktyczny. Gdy przestaje oddawać stan faktyczny, to nie jest to problem filmów, że dzieciom nie pasują do kategorii. To problem dzieci z ich ubogimi kategoriami.
Natomiast zrozumiałe jest, że pewne wytyczne odnośnie kategorii pozwalają ci oceniać film. Istnieją całe kategorie, które oceniasz bez oglądania, bo tak jak w ocenie filmów kierujesz się mitem o wytycznych danych przez gatunek (gdzie indziej piszesz "obietnice"), tak w ocenie jakości kierujesz się uprzedzeniami związanymi z pewnymi sposobami obrazowania, pewną tematyką, stylem realizacji, widownią docelową etc.
Pisałem, że mylisz gust z jakością filmu, ale nawet uprzedzenia własne mylisz z jakością filmu, no no.
Zapominasz o jednym, to film na podstawie komiksu. Nie musi się go trzymać w 100%, ale niech zachowa chociaż charakterystyczne cechy! To film o tytule "Hulk", a Hulka tu tyle co kot napłakał. Nie ma żadnej cechy, którą znalibyśmy z komiksów. Nie można tak robić, że bierze się jakiś materiał źródłowy i wycina się z niego absolutnie wszystko!
A czemu MA zachować choć charakterystyczne cechy? Może jest tylko na podstawie OKŁADKI komiksu i ma zachować tylko tyle co kot napłakał? :)
Można tak robić, że się bierze materiał źródłowy i wycina 99,9%. 100% też można, choć wtedy przestaje być ważne, co było materiałem źródłowym.
Przemyśl to jeszcze. Piszesz "niech", "nie można", ale takich praw nie ma. Ani to prawa przyrody, ani to w prawie karnym, ani w drogowym, takich zasad nie ma. Filmu możesz nie lubić przez to, że odchodzi od komiksu. Ja mogę go nie lubić dlatego, że się zbyt trzyma komiksu. Ale czemu twórca nie ma prawa odejść od źródła tak jak tylko chce? Jeśli mu się w komiksie podoba 5% treści, może tyle ekranizować. Jeśli mu się podoba 2% treści, to może tyle ekranizować. Jest właściwe, że skoro korzysta choć z 2% komiksu, to stwierdzi, że to film czerpiący z komiksu, ale żeby miał do tego jakiś nakaz czerpania z komiksu więcej niż mu się podoba??
Mylisz chyba to, jaki film chciałbyś zobaczyć, z tym, co twórcy powinni czy mogą robić. Ja się nie mieszam w to, co chcesz oglądać. Natomiast wymyślanie praw i zakazów dla twórców to strata czasu, nikt im nie przekaże Twojego zdania, że zabroniłeś. :)
A o czym jest ta dyskusja? O subiektywnych ocenach tego filmu! Chyba oczywiste, że piszę swoje subiektywne przemyślenia...
"Natomiast wymyślanie praw i zakazów dla twórców to strata czasu, nikt im nie przekaże Twojego zdania, że zabroniłeś. "
Bardzo słabe oceny na wszystkich portalach związanych z filmami pokazują, że wiele ludzi myśli jak ja. A to już na pewno dotarło do twórców :P Jakiś problem? :P I o to chodzi jak coś się jednej osobie nie spodoba, ok, twórcy mogą to olać. Jednak jeśli mamy duży odzew społeczności wyrażonej słabymi ocenami i recenzjami to co innego.
Gdybyś pisał o ocenie filmu, pisałbyś "podoba mi się, nie podoba mi się, nie chcę tego oglądać".
Gdy piszesz "nie robi, on nie może, nie wolno mu, powinien" to piszesz nie o swojej ocenie filmu, ale o powinnościach twórcy.
Jest na świecie wielu ludzi, którzy nie potrafią czytać, często nawet nie potrafią ze zrozumieniem czytać tego, co właśnie piszą. Nie jesteś sam i nie czuj się krytykowany. Nawet potwierdzasz, że bardzo wielu ludzi myśli jak Ty. Bardzo wielu ludzi nie zna też matmy, nie czyta książek, daje się zrobić na szaro reklamom, traktuje alkohol jako podstawę rozrywki etc etc. Masz pełne prawo cieszyć się z tego, że jesteś w dużej grupie ludzi, ja jednak bym podchodził do tego ostrożniej.
Słabe oceny FILMU pokazują, że coś w FILMIE się ludziom nie podobało. Nie pokazują, że nie podobało im się akurat odejście od komiksu. Mogła się nie podobać realizacja, mogła się nie podobać WIERNOŚĆ komiksowi. Gdybasz (ale spoko, wielu ludzi tak sobie gdyba!), że gdyby film był bardziej wierny komiksowi to miałby lepsze oceny. A ja mogę odpowiedzieć gdybaniem, że gdyby był jeszcze trochę mniej wierny, to bardziej by się ludziom podobał.
Ale spoko, naprawdę wielu ludzi nie potrafi argumentować. Najpierw piszą brednie, co twórca MUSI, potem kłamią w żywe oczy, że pisali o swoim guście filmowym. Jejku.
Tak więc podsumowując:
- twórcy nie muszą się trzymać komiksów
- zła ocena filmu niekoniecznie jest karą za brak wierności komiksowi
- jakbyś chciał pisać o guście, postaraj się pisać "podoba mi się, nie podoba mi się, lubię, nie lubię, chciałbym widzieć coś innego, chętnie oglądam to wiele razy", bo język polski pozwala pisać o guście naprawdę innymi sformułowaniami niż "nie można tak robić". Zdanie "nie można tak robić" nie mówi o guście, ale o możliwościach/prawie do robienia czegoś.
Dobrze, że spytałeś, o czym jest ta dyskusja. Szkoda, że nie wierzyłeś pytając, że naprawdę tego nie wiesz.