Rekonstrukcja

Reconstruction

2003 1 godz. 31 min.
7,4 5 727
ocen
7,4 10 5727
10 017
chce zobaczyć
powrót do forum filmu Rekonstrukcja
  • ambiwalentna ocenił(a) ten film na: 9

    Być może zbyt słabo wytężałam wszystkie swoje zmysły, całą siebie by zrozumieć, by ujrzec, by połączyć, by odnaleźć i poczuć, sens przesłanie, głębie.
    Być może zbyt wiele wokół mnie latało komarów i na zbyt wiele sekund oderwałam wzrok od ekranu telewizora.

    Być może o to w tym chodzi. Chociaż nie. Nie wierzę, że tego nie można zrozumieć, że coś tam jest po nic. Albo tylko po to by szokować, by być -niezrozumiałym.

    Ale ja nie umiem. Przykro mi strasznie że nie umiem, ale mam nadzieję, że kiedyś dorosnę by umieć.
    Bo nie widziałam, nie słyszałam i nie czułam nic prócz obecnego nierozumienia.
    Może nawet i chciałabym cofnąć. Chciałabym jeszcze raz. Może ktoś mi powie.

    Bo on ją spotkał. On się zakochał.
    Nikt nikogo nie znał, jeśli się spotykali to o tym zapominali. Mieszkanie zginęło. Świat zniknął.
    Ktoś pisał książkę. Ta książka była ważna. Istotna?

    Tam miała być miłość. Nie widziałam.
    Miało zaboleć.
    Zabolało? Jeśli gryzie mnie? Jeśli widzę jak ciągnie się ten film za mną z miliardem innych tajemniczych, niewyjaśnionych, niedopowiedzianych spraw?

    Dlaczego jego świat zniknął? Dlaczego ona za nim szła a kiedy się odwrócił zniknęła? Ta scena mi się spodobała najbardziej.
    Dlaczego sie nie pamiętali? Kim oni byli? Co to było?
    O co chodziło?
    Dlaczego nie rozumiem?

    Dlaczego zdaje mi się, że.. -nie, już nie wiem co mi się nawet zdaje.

  • margaret_ann ocenił(a) ten film na: 5

    ambiwalentna utozsamiam sie z Toba, czuje dokladnie to samo. Nie znalazlam puenty filmu,czulam,ze jest trudny,ale wydawal sie bezsensowny,moze moj mozdzek nie jest na tyle wyksztalcony,by pojac ten film,ale..

    nie wiem o co wlasciwie chodzilo w tym filmie,mimo wszystko jakos mnie wciagal,nie pozwalal nacisnac czerwonego guzika na pilocie.

  • ambiwalentna ocenił(a) ten film na: 9

    margaret_ann analiza: http://www.film.org.pl/prace/rekonstrukcja.html

  • ambiwalentna Niestety mam podobne odczucia..... :( tak to już bywa

  • No_5 chyba nie trzeba tak bardzo rozumieć. wystarczy poczuć. choćby tylko to, że nie chce się tego filmu wyłączać przed końcem.

  • Marownia ocenił(a) ten film na: 10

    ambiwalentna To była konstrukcja życia,książki,filmu...Mąż Aimee był pisarzem i to on pisał powieść (tak,książka występująca w filmie stanowiła istotny element),on nakreślał zdarzenia,historię Aimee i Alexa,czasami coś wykreślał,przekreślał,dopisywał-dlatego tak te sytuacje się zmieniały. Opowiadał historię,która jak sam powiedział składa się z mężczyzny,kobiety,radości i miłości. To wszystko było tylko literacką fabułą,filmem,iluzją. Dwa punkciki na mapie-dwóch głównych bohaterów i ich historia. Byli swoim wzajemnym marzeniem. Nic co w tym filmie było-nie wydarzyło się naprawdę. "A i tak boli". Mam nadzieję,że choć trochę pomogłam Ci zrozumieć.

  • kika_3 ocenił(a) ten film na: 8

    Marownia ja też odebrałam to jako konstrukcje, ale o historii pewnej miłości. o tym jak poszczególne uczucia i wydarzenia rzutują na rzeczywistość. a to, że nikt go nie poznaje odbieram bardziej symbolicznie jako reakcje na zdradę (o której jeszcze nikt nie wie). konstrukcja a raczej rekonstrukcja skupia się na czynie i jego konsekwencjach. trochę pokrętnie, ale tak to odczuwam.

  • ambiwalentna Jak zachwyca, skoro nie zachwyca... , a raczej jak boli, skoro nie boli. Widzę, że jest więcej osób z podobnymi odczuciami na temat tego filmu, to dobrze, ciesze się, że nie jestem jedyną osobą, którą zawiódł rozum ( bo nie mogę zrozumieć głębi), wrażliwość ( bo nie mogę poczuć magii uczucia, które połączyło tych dwoje ). Odwołam się, jeszcze do analizy, którą podlinkowała ambiwalentna kilka postów wyżej:

    "Trzecim, ostatnim elementem, który czyni z "Rekonstrukcji" dzieło modernistyczne, jest mnogość jej interpretacji. Wiele czasu trzeba poświęcić, aby zrozumieć ogólny zamysł filmu, a ten wysiłek i tak nie daje nam gwarancji, że natrafimy na prawdziwą odpowiedź, która komponowałaby się z zamysłem autora. "

    Nie twierdzę, że film powinien być tylko łatwy i przyjemny, ale sztuka dla sztuki bywa męcząca. Może przez poszukiwanie głębi, dwuznaczności i mistycznych przeżyć nie wystarczająco skupiłam się na odbiorze filmu.

  • kleszcz72 ocenił(a) ten film na: 5

    ON_a Mam to samo.Film zrozumialam ale jakoś wcale nie....bolalo.Uwięzieni fikcyjni kochankowie,nie mogący się spotkać bo pisarz ciągle coś skresla,przekreśla i zmienia .Jakoś mnie to nie wzruszyło ani nie bolalo.

  • kosa480 ocenił(a) ten film na: 8

    ambiwalentna Tutaj nie ma nic do łączenia. Film jest otwarty i zamknięty niemalże tą samą sceną, która jasno sugeruje widzowi, że nie ma co się przejmować tym, co będzie dla Ciebie niezrozumiałe, tylko podziwiać magię. To piękny romans, który w dosłowny sposób obrazuje niebanalny ból człowieka, który stracił najbliższą osobę. Film bawi się konwencją w stylu film w filmie, wszystko jest snem itp. dzięki czemu widz skupia na obrazie uwagę.

  • kosa480 Widzę najświeższy wpis. Ja nie umiałam ocenić filmu, stąd póki co nie odniosę się do owej magii. Powinnam powtórzyć seans. Spróbuję, o ile miałabym udzielić rzetelnej oceny... omówić film w kontekście wręcz arcydzieła. Tym bardziej jestem poruszona swoim odbiorem filmu, o ile zapamiętałam jedynie seksowne kozaczki dość atrakcyjnej kobiety. Natomiast nie będzie wysokiej noty, o ile nie uznam, iż film rzeczywiście spełnia wytyczne na miarę aż arcydzieła. Podejrzany jest dla mnie mój brak poruszenia tematem filmu, poszczególnymi jego sekwencjami, wraz z odbiorem postaci, choćby i same w sobie były najmniej istotnym aspektem, powinien mnie film zachwycić.

  • kosa480 ocenił(a) ten film na: 8

    elase "Powinien mnie film zachwycić" - taki odbiór sztuki nie ma sensu. Intymność to nie są fajerwerki, potrzeba skupienia i empatii, żeby doceniać obraz opowiadający o cierpieniu innej osoby. Dzisiaj do konsumpcji sztuki potrzeba również wiedzy, a nie tylko oczu. Jakie wytyczne arcydzieła? Główną wytyczną arcydzieła jest jego nieśmiertelność, czy lepiej ponadczasowość. Poza tym pomiędzy czarnym a białym jest całe spektrum kolorów.

  • kosa480 Czy naprawdę możesz pouczyć mnie w kwestii najbardziej słusznego podejścia do filmu. Zakładasz, iż oglądam filmy bez skupienia uwagi oraz empatii. Zapytam wprost - jakim prawem? Arogancją nie ugrasz ze mną rozmowy, z góry przegrane. Ponadto wytłumacz mi proszę o jakich fajerwerkach mówisz.
    Wytyczne są takie, iż film poprzez tematykę, obraz, a najczęściej i muzykę, powinien poruszyć najwięcej zmysłów, niemalże każdy z nich. Stąd ponadczasowość, dajmy na to, Cinema Paradiso.
    Proponuję rozmowę z lustrem, widzę tutaj najodpowiedniejszego rozmówcę. Konsumpcja sztuki to podaż najpewniej dla oczu, ja nie muszę wejść do muzeum z ogromem wiedzy, aby docenić piękno, odnaleźć w nim wyjątkowość przekazu. Przesycenie nauką nie ma mi w tym przeszkodzić, bym odebrała najpełniej dzieło, w najnaturalnieszy z możliwych sposobów. Niczym dziecko, które odkrywa świat.
    Dlatego póki co, nie mam względów dla tego filmu, o ile doceniam intymność i kameralność, a w mojej ocenie nie skupiam uwagi na piękno jedynie rzucone mi wprost, a takim filmem był niewątpliwie Titanic; film sztandar, o ile wycisnął ostatnią łzę, jak i powyżej wspomniany Cinema Paradiso. I o ile tutaj w najprostszy z możliwych sposobów, tak, o ile wspomnieć o intymności, oraz wyjątkowości, czymś innym będzie z kolei Zimowy sen, jak i istota ludzkiej bliskości, skrywanej pod pozorem słów, wręcz nieistotnych, rozprawiających niemalże o kwestiach nużących. I gdyby zapytać o magię owego filmu, wręcz byłaby niemożliwa odpowiedź. I o ile istotą jest tutaj gra słów, z niemalze nieprzyswajalnym sposobem narracji, o tyle zwieńczenie filmu rekompensuje cierplilwość oraz wytrwałość, iż nie sposób oddać choćby minimum sekwencji.

  • kosa480 ocenił(a) ten film na: 8

    elase :D ładnie, proponuję wyjść od czasu do czasu z domu.

    "Intymność to nie są fajerwerki" - "Ponadto wytłumacz mi proszę o jakich fajerwerkach mówisz"

    Sztuka awangardowa, której prehistoria sięga impresjonizmu, a pierwsza właściwa jej manifestacji to pierwsza awangarda, zwłaszcza dadaizm odrzucała walor estetyczny. Od tamtej pory sztuka zaczęła być najpierw krytyczna wobec siebie samej, zaś potem zaczęła funkcjonować we wszelakich kontekstach. Konsekwencją tego jest potrzeba posiadania jakiekolwiek wiedzy na temat samej sztuki, jej dziedziny, autora, czy raczej jego stylu oraz kontekstów, w które autor wpisuje swoją pracę. Sformułowania typu "Niczym dziecko, które odkrywa świat," wskazują na to, że dalej pozostajesz dzieckiem, które odkrywa świata. Dzieci są głupie, nie mają wiedzy i nie bez powodu nie mogą stanowić same o sobie.

    "I gdyby zapytać o magię owego filmu, wręcz byłaby niemożliwa odpowiedź" - bez wątpienia łatwo jest żyć w ten sposób. Można również dociekać i dokształcać się.

  • kosa480 Co masz na myśli? Zakładając oczywiście, iż nie wychodzę z domu.

    Nie powielaj... odpowiadaj.

    To mają być jakieś zaloty czy rodzaj urzędowego pisma do mnie?
    Bądź belfer się znalazł. Powiedz, w czym tkwi owa magia ocenionego przez ciebie filmu.

    Nie. Ja nie muszę posiadać wiedzy, odnoszącej się do sztuki. O ile jestem artystą - o ile jestem odbiorcą sztuki: mam mieć umiejętności/zdolności i wyobraźnię - zamiłowanie do piękna. Cieszy mnie, o ile jestem nadal wewnętrznie dzieckiem, niż by ocenić moją osobę wprost - wyedukowane chamidło, obrażające dzieci.
    Świat dziecka i jego odbiór rzeczywistości, niezmącony niczyją sugestią, wręcz nakazem pojmowania rzeczywistości, o ile by mierzyć swobodne kwestie poznawcze z następstwem pytań i dalszej woli do obserwacji świata, z wyciąganiem swoich własnych, nie cudzych wniosków.
    Oczywiście, czy powiem do dziecka... zdecyduj, kim będzie dla ciebie ten człowiek, kompletnie ci obca osoba? - oczywiscie, że nie. Gdyż moim zadaniem jest uświadamiać dziecko o świecie i ludziach. Ale czy z drugiej strony, postawię dziecko przed najsłynniejszym dziełem Picassa, poprzedzając wizytę w muzeum wtłaczaniem dziecku niezbędnej wiedzy, by efekt odbioru i podziw był jak najbardziej słuszny?

    Odpowiedź była - odnośnie magii i filmu, który podałam za przykład. I znowuż nie była potrzebna mi ani do tego wiedza, ani tym bardziej doszukiwanie się wszelkich źródeł... by pojąć film, jakim był dla mnie wspomniany Zimowy sen. Zwie się to przeżywaniem. Oczekiwałam tego po Rekonstrukcji. Natomiast to banał, ale przecież najłatwiej żyć z poczuciem najmniej istotnych kwestii, względem kruchości życia, to zdaje się oczywiste. Stąd najpełniej wypełniają świat dzieci. Jest wręcz najcudowniejsze odkrywać sztukę w towarzystwie tak młodej osoby, która o ile powie cokolwiek wprost, nie czyni z tego tytułu żadnej krytycznej uwagi, lecz czyni postrzeganie sztuki w najprostszy z możliwych sposobów, z uwielbieniem dla takiej, nie innej kwestii poznawczej, poprzez zmysł wzroku, słuchu, dotyku, nie sposób przytoczyć wręcz sytuacji. Należy samemu doświadczyć.

    PS I o ile zaintryguje mnie kwestia poznawcza na tyle, iż będzie potrzeba, by temat zgłębić, jestem skłonna pochwycić za źródła, dogłębnie wyjaśniające mi, czym bądź kim się naprawdę zachwycam. Poszerzę wiedzę, o ile wewnętrznie jej potrzebuję.

  • kosa480 ocenił(a) ten film na: 8

    elase Chodzi o to, że krytykujesz ten film za coś czego w nim nie ma. Krytykować można natomiast to, co zostało Ci pokazane i w jaki sposób. Posługiwanie się terminem "magia kina" nie ma większego sensu bo skończyła się ona wraz z niemym kinem, możesz nie kojarzyć bo pewnie tego nie potrzebujesz, ale od tego czasu minęło już 100 lat, albo lepiej:

    "Świat dziecka i jego odbiór rzeczywistości, niezmącony niczyją sugestią, wręcz nakazem pojmowania rzeczywistości, o ile by mierzyć swobodne kwestie poznawcze z następstwem pytań i dalszej woli do obserwacji świata, z wyciąganiem swoich własnych, nie cudzych wniosków. " - Zdajesz sobie sprawę, że filmy powstają z konkretnych powodów, są realizowane przez konkretnych autorów i to, że Tobie się wydaje, że nie mają sensu albo, że kiedy nie znajdujesz tam losowych rzeczy, które sobie wymyśliłaś to znaczy, że film jest słaby. W ogóle nie wiem po co cokolwiek odpisuję.

    Postaw kaszojada przed Guernicą, na pewno ogarnie. Taki "odbiór" sztuki jaki sugerujesz to pokłosie lenistwa i megalomanii.

  • kosa480 Chryste Panie. Pytałam o ową magię, którą należy się rozkoszować. Natomiast rozumiem, iż zwyczajnie muszę powrócić do tego seansu, podjąć wysiłek. Odpowiedz sobie sam na pytanie, kto krytykuje filmy w oparciu o brak wystarczającej treści oraz obrazu, i kto wręcz pokusi się o ocenę... czegoś mi w filmie zabrakło...
    Czegokolwiek by nie powiedzieć, będzie nie dobrze.
    Myślę, iż oceniłam film poprzez posępność, ponurość... oto, czego doświadczyłam. To na początek, bo jak wspomniałam, nie wypowiadam się póki co szerzej o filmie. Być może mój błąd, być może nie podjęłam owego magicznego wysiłku, by film w swoim odbiorze ubarwić - nie mylić z twoimi fajerwerkami. Doceniam filmy z dramaturgią/najogólniej z utratą w tle, natomiast sposób ukazania mi owej dramaturgii jest tutaj kluczowy. Mogę się strasznie mylić, może mnie cokolwiek po raz kolejny, z kolejnym seansem, oświecić. Natomiast nie spotkałam się jeszcze jak dotąd z sytuacją, bym uczyniła ukłon względem filmu, który za swoim już pierwszym podejściem nie sprawił radości, zwyczajnie radości z przeżywania. Moja w tym po raz kolejny próba.
    Pozostawiając na chwilę film...
    Sztuka to nie jedyne, czym się żywimy, biorąc pod uwagę piramidę spraw najistotniejszych, nie wciskaj ludziom sztuki, o ile jej nie potrzebują, by zgłębić wręcz urokliwość i karmić się nią już z samego rana, wręcz na śniadanie. Każesz mi ogarnąć lenistwo, bądź w swojej dość wąskiej wyobraźni sugerujesz, iż postawię kilkulatka przed Guernicą i ledwie, bo ledwie, nie inaczej jak pewnie leniwie, jedyne co powiem... popatrz, ktoś namalował...
    Ogarnij o czym ja piszę i w jaki sposób, i dlaczego nie przedstawię dziecku sztuki w sposób odwrotny do pojmowania przez dziecko rzeczywistości. A o ile już w ogóle sytuacja miałaby miejsce, nie sposób by przecież koniec końców nie oświecić młodego człowieka, i nie naklonić do zapoznania się z dziełem niemalże w sposób encyklopedyczny. Litości.