Akcja filmu rozgrywa się w ciągu jednego poranka w dyspozytorni numeru alarmowego 911. Operator Joe Baylor (Jake Gyllenhaal) próbuje uratować dzwoniącą kobietę, której grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Wkrótce jednak odkrywa, że nic nie jest takie, jakim się wydaje, a jedynym wyjściem ze skomplikowanej sytuacji jest zmierzenie się z prawdą.
Czemu kiedy powstanie mega film, produkcji skandynawskiej, ale zbytnio nie odniesie światowego sukcesu od razu wkracza hollywúdzka wataszka ze swoimi pseudo gwiazdeczkami i wszystko niszczy, dodatkowo robiąc z tego niesamowitą szmirę którą każdy się jara? Gdzie tu logika i sens obejrzenia dobrego kina?