Jakub Majmurek

Porucznik Borewicz – bohater na nowe i stare czasy

Hotspot
/fwm/article/Porucznik+Borewicz+%E2%80%93+bohater+na+nowe+i+stare+czasy-142246
Filmweb Sp. z o. o. Sp. k.
https://www.filmweb.pl/fwm/article/Porucznik+Borewicz+%E2%80%93+bohater+na+nowe+i+stare+czasy-142246
HOTSPOT

Porucznik Borewicz – bohater na nowe i stare czasy

Podziel się

Zmarły w niedzielę Bronisław Cieślak był dziennikarzem i posłem, wszyscy jednak pamiętamy go jako porucznika Borewicza w serialu "07 zgłoś się".

Zmarły w niedzielę Bronisław Cieślak był dziennikarzem i posłem na Sejm, wszyscy jednak pamiętamy go jako odtwórcę jednej roli – porucznika Sławomira Borewicza w serialu "07 zgłoś się". Nadawany w latach 1976-89 serial – w sumie 21 odcinków – stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych punktów programu telewizji schyłkowego PRL. Upadek dawnego systemu – emisja ostatniego odcinka ma miejsce 25.05.1989 – nie zaszkodził popularności serialu. Znalazł on swoją publiczność w nowej Polsce, także wśród ludzi niemających prawa pamiętać czasów Gierka i Jaruzelskiego.


Dziś Borewicz doskonale odnalazł się w internetowej kulturze remiksu. Klipy z serii, zawierające najbardziej błyskotliwe riposty porucznika, doskonale funkcjonują na YouTubie, kadry z serii stają się punktem wyjścia do memów. Nawet jeśli ten odbiór serialu jest mocno ironiczny, to w raczej przyjazny niż złośliwy sposób. Dlaczego Borewicz tak dobrze odnalazł się w nowej epoce?

Ostatnia opowieść milicyjna


Zanim odpowiemy na to pytanie, trzeba zadać inne: skąd w ogóle w telewizji wziął się "07 zgłoś się"? Kluczowy jest tu kontekst PRL-owskiej opowieści milicyjnej. Ten gatunek obecny w prozie, komiksie ("Kapitan Żbik") czy kinie był próbą kompromisu między polityczną propagandą a językiem zachodniej popkultury. Opowieści milicyjne usiłowały łączyć atrakcyjną sensacyjną fabułę z ideologicznym przekazem, afirmującym podstawowe założenia realnego socjalizmu i budującym zaufanie do jego instytucji, na czele z Milicją Obywatelską.

Swój złoty okres opowieści milicyjne przeżywają w czasach Gomułki (1956-70). Wtedy powstają najważniejsze milicyjne powieści, rusza komiksowa seria "Kapitan Żbik", telewizja emituje "Kapitana Sowę na tropie", premierę mają najbardziej klasyczne filmy gatunku, takie jak "Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię" (1969) i "Tylko umarły odpowie" (1969).

"07 zgłoś się" można uznać za ostatnią opowieść milicyjną Polski Ludowej, ciągnącą się w zasadzie do jej końca. Serial rodzi się w połowie lat 70., gdy Polską rządzi bardziej pragmatyczna od tej Gomułki ekipa Gierka. Pod jej władzą system liberalizuje się, społeczeństwo doświadcza konsumpcyjnego boomu na kredyt, socjalistyczne państwo w dużej mierze ogranicza swoje ideologiczne ambicje. Widać to także w filmach o milicjantach z tego okresu.

Pierwszy odcinek "07 zgłoś się", "Major opóźnia akcję", wyemitowany zostaje 25.11.1976 roku – trzy dni po kinowej premierze "Przepraszam, czy tu biją" Marka Piwowskiego. Piwowski bierze z kina milicyjnego lat 60. fascynację policyjnymi procedurami, zainscenizowanymi na ekranie jako atrakcyjny dla widza spektakl, a jednocześnie problematyzuje charakterystyczną dla gatunku ideologię. Postać Studenta, od którego policja szantażem wymusza, by przeniknął do szajki niebezpiecznego przestępcy i donosił milicji o jej działaniach, stawia etyczne pytania, zupełnie obce kinu milicyjnemu lat 60. "07 zgłoś się", podobnie jak film Piwowskiego, łączy fascynację spektaklem policyjnych procedur z dystansem wobec ideologii gatunku, dominującej w nim w latach 60.

"07 zgłoś się" łączy fascynację spektaklem policyjnych procedur z dystansem wobec ideologii gatunku, dominującej w nim w latach 60.
Jakub Majmurek


W zainscenizowanie spektaklu policyjnej pracy twórcy "07 zgłoś się" włożyli dużo wysiłku. Pokazują milicję obywatelską jako formację profesjonalną i nowoczesną. Gdy w odcinku "300 tysięcy w nowych banknotach" (1976) szantażysta domaga się dużej sumy od zamożnego kompozytora, MO angażuje dalekowidz obserwujący miejsce przekazania okupu – porucznik Borewicz obserwuje akcję na ekranie monitora: tajniaków, gotowe do pościgu samochody, oraz rozkładane na drodze kolczatki do przebijania samochodowych opon ("na francuskim wzorcu"). W kolejnych odcinkach widzimy milicję ścigającą uciekających samochodami przestępców przy pomocy helikoptera, czy akcję antyterrorystów, którzy na Okęciu odbijają tuż przed startem samolot porwany przez dwójkę planujących uciec z Polski przestępców ("Bilet do Frakfurtu" z 1985 roku).

Technologie, pokazane w serialu jako nowinka, dziś są archeologią. Sceny pościgów, strzelanin, spektakularnych akcji, choć nie dorastają oczywiście do standardów kina akcji, to starzeją się dość szlachetnie. Tym bardziej, że twórcy nie do końca traktują je poważnie. Ostatnie odcinki, takie "Zamknąć za sobą drzwi" (1989) – gdzie amerykański policjant na urlopie w Polsce spotyka mafiozów ze Stanów, którzy udają się na Mazury, gdzie czekają na nich zajmujący się przemytem narkotyków przez Polskę gangsterzy z Turcji i Jugosławii – operują już w mocno auto-ironicznym, campowym rejestrze.

Nasz człowiek w MO


Równie wiele wysiłku jak w sceny spektakularnych akcji milicji twórcy serialu wkładali w zdystansowanie się do ideologii wcześniejszego kina milicyjnego. Ideologia była bowiem jego największą słabością. Sensacyjnej fabule towarzyszyła na ogół ciężko strawna ideologiczna pedagogika. Bohater kina milicyjnego zachowywał się jak ktoś w rodzaju dorosłego harcerza, pouczającego na każdym kroku obywateli, jak powinni się zachowywać w socjalistycznym państwie.

Borewicz wyłamuje się z tego schematu. Piszący o serialu krytycy porównywali go do bohaterów prozy Chandlera, Kojaka, a nawet Jamesa Bonda. Z pewnością postać odtwarzana przez Cieślaka odpowiadała na fantazje społeczeństwa schyłkowego PRL o Zachodzie i na jego pragnienie zachodniej – a przynajmniej robionej na zachodnią modłę – popkultury. Z Kojakiem i innymi postaciami z amerykańskiej telewizji łączy go niezależność, determinacja, skuteczność. Z bohaterami Chandlera - pewien szlachetny cynizm i wierność wewnętrznemu kodeksowi. Z Bondem - gadżety (na miarę PRL Gierka i Jaruzelskiego), ironiczny, inteligentny humor, oraz bogate życie towarzysko-uczuciowe. Na tle dość pruderyjnej kultury popularnej PRL Borewicz jest bohaterem wręcz libertyńskim: w kolejnych odcinkach obserwujemy jego nowe romanse i swobodne relacje z kobietami. Z dzisiejszej perspektywy jest to wszystko trochę maczystowskie, a sposób przedstawiania kobiecych postaci w serialu jest w najlepszym wypadku protekcjonalny. Z drugiej strony, na tle toksycznej mizoginii, jaka zalała polskie kino popularne w latach 90. "07 zgłoś się" wydaje się pod tym względem produkcją dość niewinną. Maczyzm Borewicza wielokrotnie jest wyśmiewany, "polski Bond" spotyka na swojej drodze silne, niezależne kobiety. Jak się dowiadujemy, był kiedyś żonaty, żona zostawiła go dla libańskiego milionera, co Borewicz komentuje tylko ironicznym stwierdzeniem, że komuś takiemu "uległaby nawet Joanna D’Arc, a co dopiero Joanna Borewicz". Bohater kina lat 90. grany przez Lindę pewnie wygłosiłby w podobnej sytuacji pełną nienawiści wobec kobiet wiązankę. 



Borewicz, inaczej niż milicjanci z filmów z lat 60., zna też doskonale Zachód, "bawił się w handel zagraniczny" i pracował na placówce w Londynie. Widzimy, że czyta po angielsku dla przyjemności. Jest bohaterem wyraźnie inteligenckim, choć wolnym od rozedrgania i etycznych dylematów inteligenckich bohaterów kina moralnego niepokoju. Swojej inteligencji używa jako broni, najlepiej z serialu bronią się sceny przesłuchań, konfrontacji ze świadkami i przesłuchanymi, gdzie Borewicz daje próbkę swojego inteligentnego, zgryźliwego humoru.

Borewicz konstruowany jest jako postać tak, jakby twórcom zależało na stworzeniu policjanta, z którym inteligencki widz byłby gotów zaprzyjaźnić się, mimo wykonywanego przez niego zawodu. Wyjątkowość Borewicza w MO podkreślają postaci jego współpracowników – poruczników Zubka i Rogalskiego. Obaj to tępi służbiści, traktujący rzeczywistość i ideologię PRL znacznie poważniej, niż na to zasługuje.

Porucznik Borewicz na drodze ku nowej Polsce


Zygmunt Kałużyński, zastanawiając się czemu w PRL nie jest możliwe kino gatunkowe jak na Zachodzie pisał: zamiast […] Humphreya Bogarta występuje kapitan Mikut z MO o poborach nie przekraczających odpowiedniej grupy uposażeniowej, który przeprowadza śledztwo w sprawie kompletu sztućców zabytkowych, przywłaszczonych z magazynu Desy, a przeznaczonych dla muzeum w Mielęcinie.

"07 zgłoś się" rozgrywa się jednak w czasach schyłkowego PRL, gdy tworzy się nowa grupa społeczna, gromadzącą dobra materialne, na tyle poważne, że warte zbrodni, naśladująca w swoich stylach życia zachodnią klasę średnią. "Na szczęście ludzie znów zaczynają jeździć konno, grać w tenisa" – mówi o tej nowej klasie w odcinku "24 godziny śledztwa" (1978) właściciel prywatnej szkoły jazdy. Borewicz często zabiera nas do zamieszkiwanego przez tę klasę światów peerelowskiego luksusu: najlepszych warszawskich hoteli (Victoria, Bristol), dancingów, nielegalnego kasyna z mówiącym po francusku krupierem, zorganizowanym w domu prestiżowego adwokata, willi udekorowanych antykami.



Bohater "07 zgłoś się" patrzy na ten świat bez entuzjazmu, ale i bez ideologicznej wrogości. Z jednej strony, gdy jego milicyjna koleżanka po wspólnej wyprawie na pokaz futer, skarży się, iż jej nigdy nie będzie jej na żadne stać, odpowiada, że wystarczy kawałek ziemi, trochę szkła i hodowla tulipanów – widać, że nie szanuje takiego pomysłu na życie. Z drugiej strony, w odcinku "Wagon pocztowy" (1981) Borewicz podrywa na basenie Gwardii piękną stewardessę, której opowiada o swoim przyjacielu milionerze – który dokonał wielu wynalazków z dziedziny chemii, sprzedał je z zyskiem na zachód, z czego kraj ma potrzebne dewizy, on pieniądze, willę z basenem i konie pod wierzch. Chyba po raz pierwszy w popkulturze PRL polski przedsiębiorca, self-made man, przedstawiony zostaje jako pozytywny wzorzec. Wspomniana willa pojawia się zresztą w ostatnich scenach odcinka, Borewicz gra w tenisa z jej właścicielem.

Wciela się w niego rzeczywisty polski milioner z ery PRL, Mieczysław Wilczek. Jego biografia przypomina tę opisywaną przez Borewicza stewardessie – willa to jego dom. Osiem lat później Wilczek zostaje ministrem przemysłu w ostatnim komunistycznym rządzie Mieczysława F. Rakowskiego. Jest autorem reformy uwalniającej działalność gospodarczą w Polsce, od której tak naprawdę zaczyna się transformacja w kierunku gospodarki rynkowej.

W 1980 roku działacz opozycji demokratycznej Mirosław Dzielski napisał tzw. List Otwarty do porucznika Borewicza. Proponuje on "cywilizacyjną transakcję" pragmatycznej części aparatu PRL, której symbolem jest dla Dzielskiego Borewicz: oddajcie władzę, uwolnijcie rynek i pozwólcie na demokratyzację, a w nowym systemie wymienicie przywileje polityczne na ekonomiczne, będzie wam się żyło lepiej, niż dziś. Ostatecznie transakcji tej nie zrealizował sam Borewicz, ale jego tenisowy partner.

Koniec komunizmu w Polsce mógł się wydarzyć dlatego, że opozycja demokratyczna spotkała się z pragmatycznymi przedstawicielami aparatu władzy, przekonanymi, że PRL w tej formie dłużej nie pociągnie i potrzebna jest zmiana. Borewicz przez 15 lat obecności w telewizji PRL doskonale reprezentował postawę społeczeństwa, utożsamiającego się politycznie z tą drugą grupą. Jest jednocześnie ostatnim bohaterem kina milicyjnego PRL i pierwszym bohaterem kina transformacyjnego, przedstawicielem starych i nowych czasów. Dlatego, w doskonałej kreacji Cieślaka, mógł przemawiać do publiczności w obu epokach. Jak sądzę, będzie przemawiać jeszcze długi czas jako obrastająca szlachetną klasyka kultury popularnej PRL i fascynujące świadectwo tego, jak odbijała się w niej ideologiczna ewolucja systemu.
28