Taka prawda. Śmieszny mały blondyn....to nie jest obraz Jamesa Bonda. Timothy Dalton, Sean Connery, Pierce Brosnan, Roger Moore i nawet Lazenby mieli w sobie to "coś". Ten Pan się nie nadaje. Casino Royale jak i następne części to nie są dla mnie kolejne "Bondy" tylko totalne badziewne historyjki. Po co było zmieniać czołowkę ?
1. Sean Connery
2. Pierce Brosnan
3. Timothy Dalton
4. Roger Moore
5. Daniel Craig
6. George Lazenby
7. Barry Nelson
8. David Niven
wg mnie tak wygląda ranking na najlepszego bonda wszechczasów
Barry Nelson? David Niven? Hęę?
1. Roger Moore
2. Pierce Brosnan
3. Sean Connery
4. Timothy Dalton
5. George Lazenby
6. Daniel Craig.
George wyprzedza Daniela tylko wyglądem. Obaj wg mnie są beznadziejnymi Bondami. O wiele bardziej do roli 007 niż Craig nadawałby się Przemysław Babiarz(jest aktorem). Proponuję nakręcić polskiego bonda i jego obsadzić w głównej roli.
To i ja wymienię swój ranking Bondów :)
1. Roger Moore (007 z wielką klasą, urok,poczucie humoru, szyk i elegancja. Tylko niektóre Bondowskie filmy mogły być bardziej poważne, ale cóż nie można mieć wszystkiego :) )
2. Sean Connery (Kapitalny Bond ale bardziej przemawia do mnie kultura Moore`a niż siła Connery`ego. Praktycznie tak samo lubię ich w roli Jamesa ale Roger o włos wygrywa. Chociaż trzeba przyznać Sean miał lepsze filmy mam na mysli mój ulubiony film z serii "Pozdrowienia z Moskwy", "Goldfingera" czy "Operację Piorun")
3. Pierce Brosnan (Umiał łączyć cechy wyżej wymienionych panów ale coś mi nie pasowało w jego urodzie. Chociaż ustępuje Moore`owi jak i Connery`emu to również i jego naprawdę cenię jako Bonda.)
Różnice między tymi aktorami były naprawdę minimalne i każdego bardzo lubię jako agenta jej Królewskiej Mości :) A teraz czas na aktorów którzy mi nie przypadli do gustu jako James Bond
4. Timothy Dalton (Moim zdaniem swoją urodą nie pasował na Bonda gdyż nie był wystarczająco przystojny do tej roli. Chociaż jako bardziej mroczny 007 umiał błysnac klasą i zachowaniem. Ale cóż jego uroda była zbyt przeciętna jak na Bonda.)
5. George Lazenby (Bardzo przyziemny i ludzki Bond ale moim zdaniem 007 musi mieć w sobie coś niepowtarzalnego. A tutaj tego nie widziałem.)
6. Daniel Craig (Najnowszy odtwórca Bonda i całkowita klapa. Facet bez klasy z facjatą godną rosyjsiego gangstera. Nie wiem czemu ale bardzo przypomina mi Donalda "Red" Granta z "Pozdrowień z Moskwy" i Hansa ochroniarza Blofelda z "Żyje Się Tylko Dwa Razy". Jest to dla mnie 007-cham no i jeszcze ta uroda godna nie tylko rosyjsiego mafioza ale goryla jak i cyborga. Chciałby aby ocieplili jego wizerunek w "Bondzie 23" ale i tak psuć będzie jego brzydka gęba :P Ma to szczęście że "Casino Royale" było naprawdę bardzo dobrym filmem. Chociaż zupełnie nie Bondowskim i traktuję go bardziej jako zwykły film sensacyjny niż część serii i byłem w stanie wybaczyć Bondowskich motywów w filmie. Ale "Quantum" jako gorszy film obnarza Craiga.
A ja zgadzam się z założycielem tematu . Żaden z niego twardziel , wredne spojrzenie i arogancja emanująca z twarzy nie obligują do tego aby grał role takie jakie gra , dla mnie to groteska i kabaret . Gość jest wyjątkowo niski , nie ma tuszy , choć odrobinki czym by mógł wzbudzać respekt i ... . A piszę bo ostatnio sporo filmów w tv z nim leciało - "Droga do zatracenia" , "Monachium" , w kinach już leci "Quantum..." i tak o se piszę .
Daniel Craig rzeczywiscie nie pasuje na Odtworce roli Jamesa Bonda
Wg mnie jest on zbyt "nabity" a jego twarz wyglada raczej jak gęba zawodowego boksera. Proponuję mu raczej rolę jako Rocky Balboa.
Wiele tez psuje nowy razyser w Quantum Of Solace. Film ten nie ma absolutnie nic wspolnego z powiescia Iana Fleminga Oprocz tytułu.
W Casino Royal fabuła byla "jadalna" ale ogladajac Quantum of Solace spogladalem caly czas na pasek trwania filmu bo nuda na maxa.
Craig zostal pokrzywdzony najbardziej przez nowego rezysera. Oszpecił jego role.
W nowych filmach Bond nie ma wogole poczucia humoru, klasy, stylu, kultury i wyrafinowania (w casino royal sa zachowane z lekka te proporcje)
Nowe Bondy to raczej zwykle filmy sensacyjne typu szklana pułapka ;/
Moj ranking Aktorow Bondow od najlepszego:P
1. Roger Moore - przystojny wyskoki i z klasa. Nie brak poczucia humoru:P
2. Sean Connery - jedyna wada: w ostatnich dwoch odcinkach byl juz zdziadziały i wszystkie ruchy byly z przygarbem xD
3.Pierce Brosnan- Playboy:P brak zastrzezeń
4.Timothy Dalton
5. Daniel Craig - na rowni z Daltonem:P
6. George Lezlenby - tu chyba nie musze wyjasniac
powiedz mi z której strony Casino Royal przypomina Die Hard? to raz a dwa w filmach z Moorem czy
Brosnanem też nie kultury i wyrafinowania są to filmy nastawiane na czystą bezpretensjonalną rozrywkę. Bo
CR broni się przynajmniej najlepszym aktorstwem w serii.
QoS nie bronię bo to jednak przekroczenie pewnych nie pisanych granic
DIE HARD(oryginalny tytuł)=SZKLANA PUŁAPKA("profesjonalny" polski przekład)
tak Craig i Green( co piszę poraz setny ale co tam) mają najlepszy warsztat aktorski(mój ulubiony zwrot), z
całej serii. faktem jest że scenariusz zamienił Bonda w maszynę do zabijanie, ale Craig zagrał co miał zagrać
bardzo dobrze, nie zarzucisz mu że gdzieś był nieprzekonujący itd. więc jak zwykle przyczepiacie się do
wyglądu i scenariusza(za który Craig nie odpowiada). i faktem jest że gdyby latał i powtarzał "my name...". pił
martini z wodka(wstrząśnieta...) i miał przenośne wc w długopisie nikt by na niego złego słowa nie
powiedział.
I tak na koniec Casino Royale jest jednym z nie wielu filmów o 007 trzymającym klimat ksiażek Fleminga, a to
że QoS nie ma nic z nimi wspolnego, wcześniej też były części które nijak nie miały się do literackiego
pierwowzoru. amen
Z tym warsztatem aktorskim to już się tak nie rozpływajmy. Pod tym względem z Bondów najlepiej zaprezentował się Timothy Dalton. Trzeba też pamiętać o Connerym. Wprawdzie jego postać Bonda nie wymagała od niego tak głębokiego aktorskiego zaangażowania, ale nie można mu odmówić że aktorem jest wybitnym. Eva Green jest aktorką dobrą, ale znowu nie taką wybitną. Zresztą choćby taka Diana Rigg (Tracy Bond) w OHMSS aktorsko w niczym jej nie ustępuje. Przewaga Evy nad innymi dziewczynami Bonda polega głównie na tym, że nie pełni ona wyłącznie roli ozdobnika, jej postać jest bardziej rozbudowana, a jej wpływ pełni kluczową rolę w życiorysie Bonda.
Co do klimatu książek Fleminga w filmach, to moim zdaniem najlepiej je trzyma film "W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości".
Jak dla mnie Daniel Craig najbardziej pasuje do tej roli i według mnie CR i QoS to jedne z najlepszych filmów o agencie 007. Brosnan według mnie to tak jak już wcześniej go określano laluś i goguś, wogóle nie pasował do roli Jamesa Bonda. Mam nadzieje, że Craig zagra jeszcze kilka ról jako 007.
Bym zapomniał! Lepsza od Evy Green była rewelacyjna Sophie Marceau jako femme fatale w "Świat to za mało". Obok Famke Janssen najlepsza "zła" dziewczyna Bonda.
Nelson i Niven grali w parodiach serii, niewyprodukowanych przez EON
Ranking:
1 Roger Moore
2 Sean Connery
3 Timothy Dalton
4 Pierce Brosnan
5 George Lazenby
6 Daniel "Agent STASI" Craig
Okiem kobiety, ktora nigdy nie lubiła Bonda.
Długo nie mogłam sie przekonac do obejrzenia Casina Royal. A o nowym bondzie tyle sie naczytałam, a to,że zły wybór, a to, że blondyn...
W koncu z braku zajęcia obejrzalam film. Byłam zachwycona. Daniel Craig sprawił, że lubie Bonda.
A co do wygladu to jest mega przystojny i ma cos w sobie, to co trzeba.
No i era brutnetów się skończyła. W końcu...
i M powinien być mężczyzną? bardzo ci przeszkadza Judi Dench?
bo to jest rzeczywiscie odstepstwo od oryginalu, i co najgorsze zrobili to jeszcze przed serią z "brzydkim"
Craigiem(:
Tak, przeszkadza mi. Wolałem M jako surowego i wymagającego szefa a nie jako niańkę Bonda. O ile jeszcze w filmach z Brosnanem nie była tak irytująca, to teraz stała się dla mnie nieznośna.
czytając takie posty, zawsze się zastanawiam kiedy ludzie zrozumieją, że film to nie książka, a autonomiczny twój. Najlepiej zabić filmowe dzieło, dokładniej kopiując książkę, stwarzając literackość a nie filmowość.
Filmy o bondzie, to co innego niż książki.
Nie mam na myśli całych książek, tylko o samą postać Bonda, która fizycznie powinna być możliwie zbliżona do pierwowzoru.
W filmach też był brunetem. A jakby tak zmienić Batmanowi kostium na różowy? Przecież co ma komiks do filmu. Niech Batman z komiksów będzie Batmanem z komiksów.
mówimy tu cały czas o znakach, czy zmiana koloru ubrania zmienia znaczenie? zdecydowanie tak. Zmiana kolorów włosów? moim zdaniem nie chodzi o zmianę znaczenia, ale pozostawienie znaczenia, przy znaku, bardziej aktualnym.
Zastanówmy się nad innym przykładem; skoro wszędzie jest napisane, ze Kleopatra była piękną kobietą, to znaczy, że mamy w filmie obsadzić aktorkę odpowiadającej jej wzrostowi i wadze? jeśli tak, to żaden współczesny nie uznałby Kleopatry za piękność :/ tylko zobaczyłby małą, brzydką grubaskę :D
Co do tego, że w poprzednich seriach byli ciemnowłosi, to co? w poprzednich częściach grali różni aktorzy, więc też różnie wyglądali. Nikt jednak nie irytuje się z tego powodu, że nie są nawet do siebie podobni ;-)
Kolor włosów to tylko wierzchołek góry lodowej, żeby tylko to mi u Craiga nie pasowało. ;) Ale to już temat na inną, długą dyskusję...
ej sorry z tego co wiem Nietoperek w komiksie do dziś lata z majtasami na spodniach, a dopiero Burton
wprowadził mniej "oryginalny" strój, którego trzymaja się wszyscy następni reżyserowie. Tak poza tym Batman
jest złym przykładem, bo wersja komiksowa różni sie od filmowej i to w niektórych miejscach nawet bardzo.
jeśli się tak przyczepiać na siłe jak Ty to mi przeszkadza że tylko w "brzydkim" CR Bond z KGB popija
oryginalnego drinka z książki a w poprzednich częściach chla prostackie martini z wódką...
Jak dla mnie
1. Pierce Brosnan
2. Daniel Craig
3. Sean Connery
4. Roger Moore
5. Timothy Dalton
6. George Lazenby
1. Daniel Craig - za urodę, grę, siłę i w ogóle całokształt
2. Pierce Brosnan - wypada naprawdę blado w porównaniu z Danielem, ale filmy z nim da się oglądać.
3. Roger Moore - nie drażni mnie tak jak pozostali choć dobry nie jest.
4. Timothy Dalton/ Sean Connery - Dalton jest beznadziejny, Connery też. Nie mogę się zdecydować który bardziej, ale jak się na obu panów patrzy, to aż się przykro robi.
6. George Lazenby - nie trzeba wyjaśniać dlaczego. Poza tym facet winien twarzowe płacić.
Ja nie wiem, czemu takie kolosalne znaczenie ma to, że Craig jest blondynem. Jest przystojny, o nietypowej urodzie, ma świetne ciało, pasuje do tej roli jak nikt inny. Nie jest sztywnym gogusiem z nieskazitelną fryzurą utrwaloną toną żelu, czy lakieru (czytaj; nie jest wypomadowanym, bezpłciowym, idiotycznym automatem do zaliczania panienek). Ma zniewalający głos, świetnie gra. CR i QoS to zdecydowanie dwa najlepsze filmy z tej serii.
Ja rozumiem że każdy może mieć swoje zdanie, ale sorry jak Connery jest beznadziejny to naprawdę ręce opadają.
Ja nie twierdzę, że Connery to zły aktor. Co to, to nie. Mimo wszystko w roli Bonda mnie nie zachwycił, po prostu nie mogę znieść faceta. Dla większości on będzie tym najlepszym, bo pierwszym i najbardziej kojarzący, się z 007, ale mnie ten styl nie przekonuje.
Jeśli z moim zdaniem się nie zgadzasz to kulturalnie wyraź swe wątpliwości, a nie straszysz bogiem i herezjami. Takie jest moje zdanie na temat tych dwóch panów i mało mnie obchodzi, że to się komuś nie podoba. Dla mnie skrajną bzdurą może być stwierdzenie, że Craig się nie nadaje na Bonda, ale szanuję fakt, że są wśród nas miłośnicy starej, legendarnej konwencji. Mi się naprawdę Connery nie podoba w tej roli, a Dalton w ogóle same negatywne odczucia we mnie wzbudza i jego gra mi nie odpowiada. Nie będę zawyżała ich pozycji w swoim prywatnym rankingu Bondów tylko dlatego, że tak wypada, albo tak chce większość w tym jakiś robert 28. Z całym szacunkiem, ale gwiżdżę na Twoje oburzenie.
Wśród nas? Nie obrażaj prawdziwych fanów Bonda. Przeczytała ty kiedy książkę Fleminga?
Connery praktycznie stworzył postać filmowego Bonda. Dzięki jego kreacji seria zdobyła popularność- męskość, charyzma, szorstkość i sarkastyczne poczucie humoru to tylko kilka cech jego Bonda, który wywiesił poprzeczkę tak wysoko że do dziś nikt jej nie przeskoczył. Oglądała ty "Pozdrowienia z Rosji" czy "Goldfingera"?
Dalton zaś stworzył kreację najbliższą książkowemu oryginałowi- zimny, wyrachowany brytyjski szpieg emanujący klasą i chłodnym romantyzmem. Dwa kapitalne filmy i świetna kreacja aktorska.
Także nie pisz bzdur na temat tych 2 Bondów.
I teraz najciekawsze. U mnie Craig jest na wysokim trzecim miejscu bo daje mi namiastkę tego co pokazywał kiedyś Connery i Dalton. I nie zgodzę się z dwoma stwierdzeniami:
-Że Craig to najlepszy odtwórca tej roli (Connery był na pewno lepszy)
-CR i QoS to najlepsze filmy serii. Wspomniane przeze mnie "Pozdrowienia z Rosji" czy "Goldfinger" są lepsze.
Uważam także że można być miłośnikiem starej serii i nowych filmów z Bondem, który niestety mają coraz mniej wspólnego z serią, ale są.
"Wśród nas? Nie obrażaj prawdziwych fanów Bonda."
No tak, ty jesteś tak prawdziwy, że aż poświata od Ciebie bije. Proszę, nie pogrążaj się, bo nie ma takiej potrzeby. Ile ty masz człowieku lat? Usiłujesz licytować się w tej kwestii jak czterolatek o to czyj rowerek jest ładniejszy. Wyjdź z piaskownicy!
Wiem jakiego Bonda stworzył Fleming, wiem też, że Connery wykreował tą postać jeśli chodzi o film i bez niego ta seria nie istnieje, ale to nie znaczy, że mnie się musi podobać ten pierwowzór. Oglądałam "Pozdrowienia z Rosji", "Goldfingera" również i zdania nie zmienię. Obu panów w roli Bonda oglądać nie lubię, choć są dobrymi aktorami, Connery zwłaszcza. Pewnie, że wnieśli do serii bardzo wiele, ale ileż można oglądać ten sam, schematyczny i przewidywalny bajkowy scenariusz o nieskazitelnym agencie 007? Czekałam na coś nowego i ta nowość mnie zachwyciła. Przy każdej zmianie odtwórcy głównej roli straszono, że będzie nowatorsko i inaczej, ale dopiero teraz okazało się to prawdą. Jak ktoś rzuca hasło James Bond, to od razu przed oczami staje mi obraz Daniela Craiga w roli Jamesa - z absolutnie niesamowitym spojrzeniem, w niebieskim krawacie, z piękną, potężną giwerą i postrzelonego White'a wijącego się u jego stóp, gdy pada najbardziej znany tekst (jako najprawdziwszy fan serii oczywiście wiesz jaki).
"Także nie pisz bzdur na temat tych 2 Bondów."
Forum, drogi Robercie, służy do wyrażania swych opinii oraz dyskusji jakbyś zapomniał. Mam pieprzone i święte prawo do wypowiadania się w tematach, które mnie interesują i przedstawiać swój punkt widzenia, o ile nikogo w sposób chamski nie obrażam i nie łamię innych punktów regulaminu. Znakomita większość forumowiczów jak na razie nie ma z tym problemu i kulturalnie dyskutuje, ale ty najwidoczniej tego nie potrafisz. Ja nie mam problemu z tym, że dla Ciebie Dalton i Connery będą tymi najlepszymi. Twój gust, twoja sprawa. Ja jestem innego zdania i tyle.
"I nie zgodzę się z dwoma stwierdzeniami:
-Że Craig to najlepszy odtwórca tej roli (Connery był na pewno lepszy)
-CR i QoS to najlepsze filmy serii. Wspomniane przeze mnie "Pozdrowienia z Rosji" czy "Goldfinger" są lepsze. "
A nie zgadzaj się ile zechcesz, tylko co Ci to da? Ja jestem odmiennego zdania, zawsze będę i dobrze mi z tym. Jeśli Tobie nie, to trudno, przeżyjesz.
"Uważam także że można być miłośnikiem starej serii i nowych filmów z Bondem, który niestety mają coraz mniej wspólnego z serią, ale są."
Ależ odkrywcze! Pewnie, że można, ale ja do wyżej wspomnianych nie należę. Ja jestem fanką nowej serii i płakać będę wielkimi łzami, gdy Daniel Craig przestanie grać agenta 007.
Za uwagę dziękuję.
"Przy każdej zmianie odtwórcy głównej roli straszono, że będzie nowatorsko i inaczej, ale dopiero teraz okazało się to prawdą."
Tak się składa, że KAŻDY z odtwórców tej roli zagrał Bonda w sposób wyjątkowy i nadał inne spojrzenie na tę postać. Żadna z tych kreacji aktorskich nie jest absolutnie taka sama.
"Tak się składa, że KAŻDY z odtwórców tej roli zagrał Bonda w sposób wyjątkowy i nadał inne spojrzenie na tę postać. Żadna z tych kreacji aktorskich nie jest absolutnie taka sama."
A gdzie ja napisałam, że kreacje aktorskie są takie same?
Owszem, każdy z nich grał w inny sposób i siłą rzeczy wniósł coś nowego, ale zawsze były stałe, charakterystyczne elementy scenariusza, konwencja której nikt nie śmiał łamać, a tu nagle Bond zostaje pokazany w zupełnie inny sposób. Jak obrywa, to porządnie zalewa się krwią, jak zabija, to paskudnie. Nie ma tyle efekciarstwa, jest znacznie więcej realizmu, na koniec nie wszystko zostaje wyjaśnione, ciąg dalszy mamy w QoS. Nie ma nie tylko Q, ale także Monneypenny. Nawet sam wybór Daniela Craiga do tej roli spowodował istny wybuch emocjonalny wśród fanów. Różnic można wymienić sporo, w końcu dlatego CR i QoS wywołują tak zażarte dyskusje, gdyby to był kolejny klasyk tej serii, nie byłoby tematu. Przebijają się określenia w stylu "nowa seria" i "stara seria", a to już o czymś świadczy.
A dla mnie właśnie najgorszym typem faceta jest wysoki brunet i do tego wymuskany i lalusiowaty - jak Brosman to ma być Bond, to ja dziękuję. Daniel Craig mógłby być nawet niższy i jeszcze lepiej wyćwiczony - byłby bardziej męski, choć i tak jest nieźle. o męskości z resztą nie decyduje wygląd, kto tu się wypowiada, same blondynki? nowy Bond jest 100% facetem - twardy i wrażliwy i opiekuńczy jednocześnie - ideał męskości.
Daniel Craig jest niewątpliwie dobrym aktorem. Co do tego nie ma wątpliwości. Jednak nie każdy dobry aktor musi od razu być dobry w każdej roli. Oglądając ten film miałem nie odparte wrażenie jakby to nie był agent Jej Krolewskiej Mości tylko zwykły zabijaka. Nie mowię, że nie może grać w tym filmie. Jest wiele rol do obsadzenia przez osoby o takiej aparycji np. czarny charakter. Dla mnie Casino Royale, a także Quantum of Solace to taki Bond bez bonda. To Błąd.
Moja kolejność Bondów to:
1. Sean Connery.
2. Roger Moore.
3. Timothy Dalton.
4. Pierce Brosnan/Daniel Craig. (nie wiem który lepszy)
6. George Lazenby.
Sean Connery - zdecydowanie najlepszy Bond ze wszystkich. Przystojny, szarmancki, ale i brutalny (potrafił przyłożyć nawet kobiecie). Człowiek-legenda. Przed premierą "Doktor No" nie był znany, dopiero rola Bonda przyniosła mu światową sławę. To właśnie dzięki niemu Bond jest tak znany na całym świecie, ponieważ jego kreacje wzbudzały zachwyt krytyków i publiczności, a filmy okazywały się sukcesami kasowymi, więc postanowiono kręcić następne części. Dla mnie - rewelacja.
George Lazenby - najgorszy Bond, ale najgorszy nie oznacza w tym przypadku zły, wręcz przeciwnie. Moim zdaniem zagrał naprawdę dobrze, a jak na debiut bardzo dobrze. To trochę dziwny przypadek, bo według mnie najgorszy Bonda, a jedyną część z jego udziałem "W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości" uważam za najlepszą część cyklu. Ale ma ode mnie plusa, bo udało mu się zagrać Bonda uczłowieczonego, zakochanego, a to bardzo trudne zadanie.
Roger Moore - trochę za Connerym. Tak naprawdę to najbardziej podoba mi się w nim autoironiczne podejście do roli 007. I moim zdaniem świetnie mu to wyszło, chociaż w niektórych filmach trochę przesadzał z żartami. Gdy grał rolę Bonda po raz pierwszy miał już spore doświadczenie aktorskie, grał w m.in. znakomitym znanym serialu "Święty" i mniej znanym serialu "Partnerzy" (również niezły). Moim zdaniem najlepszą kreacje stworzył w dwunastym filmie Bonda "Tylko dla twoich oczu", gdzie przystopował trochę z żartami i moim zdaniem był to strzał w dziesiątkę.
Timothy Dalton - rewelacyjny Bond. Choć według mnie jest dopiero trzecim w kolejności Bondem, to aktorsko dorównuje Connery'emu. Za rolę Bonda ma u mnie duży szacunek. Podobnie jak u Lazenby'ego jego Bond jest uczłowieczony. Jest także najbardziej książkowym Bondem, ponieważ jak sam powiedział w wywiadzie przed premierą "W obliczu śmierci" uwielbia książki Iana Fleminga i zamierza stworzyć postać najbardziej zbliżoną do jego książek. I udało mu się znakomicie. Gdy widzę go na ekranie, to tak jakbym widział Bonda z książek. Oba Bondy z nim uważam za najlepsze z serii (lepszy jest tylko "W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości"). Szkoda, że zagrał tylko w dwóch Bondach.
Pierce Brosnan - zagrał agenta 007 ze sporym dystansem. Miał w sobie coś z Connery'ego i z Moore'a. Według mnie jest tak samo dobry jak Daniel Craig, ale nie wiem który z nich jest lepszy. Może kiedyś w końcu się zdecyduję. Brosnan również kiedy grał Bonda po raz pierwszy miał doświadczenie aktorskie. Tak naprawdę miał go już grać w 1986 roku, ale miał już podpisany kontrakt na serial "Detektyw Remington Steele", a producenci musieliby czekać 60 dni, aż skończy w nim grać. Wtedy zagrał Dalton, a Brosnan musiał poczekać do 1994 roku, w którym został wybrany na nowego 007, a rok później zagrał w "GoldenEye". Mój ulubiony Bond z jego udziałem to "Jutro nie umiera nigdy".
Daniel Craig - narazie zagrał Bonda dwa razy. O ile ten pierwszy Bonda ("Casino Royale") był znakomity to już ten drugi ("Quantum of Solace" przeciętny. Również w "Casino Royale" Craig zagrał lepiej. Świetnie pasuje do nowej konwencji, i jak Dalton i Lazenby gra Bonda uczłowieczonego. Moim zdaniem nowa konwencja serii jest nieco chybiona, ponieważ bardzo odchodzi od charakterystycznego klimatu Bonda, jakie miały poprzednie części. Chodzi mi tu głównie o "Quantum of Solace", który jest filmem antybondowskim, a przecież jest to film z serii o Bondzie. Craiga cenię za to, że gra Bonda świetnie, i choć Bonda jest teraz bardziej chamski, jest większym zabijaką, nie mówi już słynnych dla niego żartów, to Craig w tej wersji Bonda gra przekonująco.
Cóż masz prawo do własnego zdania. Czy mały, to zależy, dla jednych mały dla innych średni, nie wiem bo na żywo go nie widziałem. Ty jednak to wiesz bo go widziałeś zapewne. Jakoś na ekranie nie dostrzegłem żeby wyglądał mało postawnie, wręcz przeciwnie. Dla mnie ważne jest to co sie dzieje na ekranie, może nawet mi kamera karła powiekszyć jako giganta i jeżeli będzie to dobrze zrobione to nie wnikam czy to była makieta czy maszyna czy powiekszony karzeł. Co mnie obchodzi jak co zrobili. Zresztą gadanie o wzroście do niczego nie prowadzi jest jak tyrdolenie o pogodzie. Co ma w sobie Bond grany przez Timothy Daltona, stworzył taką kreacje że w oczy szczypie.