Day-Lewis słaby jest. Aktor ma grać, a nie siedzieć w domu przez 5 lat i prać brudne skarpetki. Nicholson wciąż the best. Nigdy nie było lepszego aktora z trzema Oscarami niż Nicholson i nigdy nie będzie. Jest tylko Nicholson, który nie grał w patetycznych gówienkach faceta ze sztuczną brodą. Zagrał za to u Antonioniego w "Zawód: reporter".
"Niema w filmie ani jednej sceny, gdzie Phoenix wyglądałby jak zwyczajny facet. "
Są takie sceny. Jego postać jest wtedy skupiona. Jak Ty oglądałeś tego "Mistrza"? Niezbyt uważnie.
Która konkretnie? Zawsze ma wykrzywioną twarz, nienaturalnie ułożone ręce, wybucha dość dziwacznym śmiechem. Uważam, że zagrał naprawdę genialnie, ale skoro przeszkadzał ci DDL w "Aż poleje się krew", to dziwię się, że nie odniosłeś takiego samego wrażenia w przypadku Phoenixa.
Ok, był normalny w scenach ze swoją dziewczyną. "Mistrza" obejrzałem dwa razy, dość uważnie, bo ciężko oglądać Andersona inaczej.
Był normalny nie tylko w scenach z dziewczyną i z jej matką. Jest więcej takich scen. Phoenix w "Mistrzu" jest zajebisty i nie rozumiem jakim cudem nagrodzili Day-Lewisa. Też wybitny, ale dajcie spokój... Phoenix stworzył o wiele barwniejszą postać.
Ja jestem jedyną osobą na świecie, która woli Petera w tym filmie: http://www.youtube.com/watch?v=IXlDmAzrPi8
Stewart grał bardzo sztucznie nawet jak na tamte czasy, porównania np. z Guinnessem nie wytrzymuje.
Ciekawe, który z wymienionych, prócz DDLa, kazał by całej ekipie, łącznie z reżyserem, mówić do siebie "Panie Prezydencie" gdyby grał Lincolna?
U Antosia i Jacka taka błazenada nie wchodziłaby w rachubę. To tylko Daniel dostaje czasami niezłego hopla.
I to mi, kurde, (oprócz powszechnych cmoknięć, jaki to geeeenialny aktor) każe zachować sporą rezerwę do Day Lewisa. Ta upierdliwa dla otoczenia błazenada, wokół której robi sie duży szum, przekładalny na komerchę oscarową (btw.nie uwazam żeby jego Lincoln był rolą wybitną)
Wyobraź sobie, że gry grał w "Mojej lewej stopie", kazał dźwigać wózek ze sobą nawet w trakcie przerw zdjęciowych. Istna komedia i niezła udręka dla dźwigających wózek z Danielem.. Co do roli w "Lincolnie," to nie jest aż tak niesamowita, jak ta z "Aż poleje się krew". Zdecydowanie wolę Phoenixa w "Mistrzu", który pokazał coś nowego w swojej aktorskiej karierze. Ale przegrał, bo razem z Hopkinsem powiedział prawdę o żenującej, oskarowej imprezce, gdzie nie wygrywa już najlepszy, lecz najbardziej popularny.
Podoba mi się podejście Tima Rotha do całej sprawy tzw. metody:
"Nie jestem aktorem metodycznym. Nie muszę się wyprowadzać do chatki w tundrze, żeby zagrać księgowego. Ludzie mówią ci, co powinieneś robić, bo tak robi De Niro. U mnie to nigdy nie działało. Zawsze, jak chciałem się czegoś dowiedzieć, to mogłem dowiedzieć się tego ze scenariusza".
Święta prawda Timie. Wszystko znajduje się w scenariuszu. Ale niektórzy uwielbiają pajacować na całego.
Pięknie Roth powiedział. Bardzo lubię aktorów myślących. (nie rozumiem tylko co ma tundra do księgowego?)
Wzmianka o Timie przypomina że jest całe grono doskonałych aktorów, mimo że znanych to nie znanych. Nie w pełni poznanych. O, na przykład niedawno w kameralnej irlandzkiej produkcji The Eclipse widziałem Hindsa. Rola złozona, pokazująca jego aktorskie mozliwości. Jest zarazem synem i ojcem, męzem, wdowcem, kochankiem, kimś kto bardzo chce przełamac tęsknotę i przeszłość i powrócić do życia. Zupełnie niespodziewane dla mnie odkrycie aktorskie.To było niezłe. Wolę coś takiego niż patetycznego Spielberga i wysilonego Lincolna
Hinds jest niesamowicie zdolnym aktorem charakterystycznym i bardzo go lubię. Facet często na ekranie jest z boku (jak np. w "Aż poleje się krew"), ale zawsze w pełni rozumie na czym polega aktorstwo.
Ostatnio za twoja rekomendacja pozgłębiałem się w role O'Tola którego wcześniej znałem dość powierzchownie.
Jestem pod ogromnym wrażeniem wirtuozerii Petera wspaniały niesamowity charyzmatyczny aktor ze wszechstronnym warsztatem,jego wspaniała gra połączona ze tymi niesamowitymi oczami daje piorunujący efekt,z miejsca wskakuje do mojego ścisłego topu najlepszych aktorów.Dzięki.
Nie czytałem całej dyskusji, więc może ktoś już ci to wyjaśnił Day-Lewis kiedy nie gra w filmach robi to co każdy prawdziwy aktor robić powinien - gra w teatrze.
Taki Olivier widywał w teatrze ducha Ojca codziennie przez kilka tygodni co najmniej, a potem i w filmie. I nie spękał. Ale to był typ przedwojenny. Ludzie byli wtedy silniejsi... ;)))))))))))
A kobiety bardziej wytworne. Olivier na szczęście nie budował za wszelką cenę swojej fałszywej mitologii. Day-Lewis wręcz ubóstwia to robić. Czekam na news w którym okaże się, że niepokój na chińskiej giełdzie został wywołany informacją o tym, że Daniel Day-Lewis dostał rozwolnienia.
"Why not try acting? It's much easier" miał powiedziec na planie "Maratończyka" Olivier, kiedy Hoffman, po kilku nieprzespanych nocach, przystąpił do kręcenia sceny w której miał być... wyczerpany. Czy tak było naprawdę czy nie, to znane powiedzonko gracko nadaje sie do podsmiechujek z kultu Metody - zwłaszcza jej uskrajnionej wersji
Just doing my job -idzie za swym mistrzem, wielkim Sir Laurencem Sir Antoine, obecnie z Malibu. Bez zadęcia .
Sam Olivier owszem przygotowując sie do "Hamleta" przerobił sie na blondyna, ćwiczył mięsnie konczyn dolnych :) tak by wyglądały dobrze w ponczoszkach (Hamlet) lub bez (Spartakus),ot, próżność, prózność, lecz otoczenia nie zamęczał.
I kiedy, u Kubricka, jako Marcus Krassus bije w twarz Spartakusa, w ten swój nieco teatralny sposób, z szalenstwem w oczach, albo spada jak czarne ptaszydło, mściciel, na zdrajce i bratobójcę w "Hamlecie" to... klękajcie narody! To się pamieta.
"I had to hang up my toga when I went home anyway and get on the apron" - Hinds aka Juliusz Cezar :o))
Niektórzy aktorzy zdrowo przesadzają z "metodą", prawda. Podobno Rourke grając poetę - brudasa Bukowskiego w "Ćmie barowej", posunął się nawet do przepłukiwania oczu rozcieńczonym kwasem. Idąc na całość, Fiennes przygotowując się do roli w "Liście Schindlera", powinien pojechać do Izraela i znęcać się nad kobietami i dziećmi ;) Na szczęście wystarczyło tylko, że przytył 13 kg.
Jeśli jest to ich praca, to niech traktują ją poważnie. Nie ma opieprzania się. Ci co jadą na "instynkcie" to lenie zwykłe;)
Tak mówisz? :) Hmmm... Ale to też zależy od roli. Nie każda się nadaje do takiego poświęcenia. Nie mam nic do metody, ale Day-Lewis z tym wózkiem po godzinach, przegiął na maksa ;)
Gdzies czytałem, że na pogrzebie swego ojca był w trakcie przygotowan do jakiejs roli i tez pajacował. Więc jesli chodzi o tego ducha, to go całkowicie rozumiem...na miejscu ducha ojca płazem bym mu tej szopki też nie przepuscił. ;)
A tym pogrzebie nie czytałem. Natomiast czytałem, że przygotowując się do roli w "Ostatnim Mohikaninie", spędził pół roku w dzikim lesie. Pół roku, rozumiecie? Dwa tygodnie, miesiąc, ale kto k*rwa siedzi pół roku w lesie z dzikami i niedźwiedziami? ;)))
"Dwa tygodnie, miesiąc, ale kto k*rwa siedzi pół roku w lesie z dzikami i niedźwiedziami?"
Najpierw chciałem napisać, że może ma gderliwą zonę. Ale GhostFace mnie natchnął.
Ten aktor nie myśli , on wyrabia w sobie odruchy. Dlatego pół roku, a nie tydzień z lesie. Nie może też przerwać lub zaburzyć fazy tresury.
Tresura, nieźle to brzmi. Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby Day-Lewis miał zagrać w filmie gwiazdę porno u schyłku kariery. Pewnie od razu poszedłby na całość i trzeba otwarcie przyznać, że niektóre gwiazdeczki porno doprawdy są urocze.
Nie. Temat zawarty w tym filmie jakoś mnie nie pociąga specjalnie i pewnie dlatego nie chce mi się oglądać. Wiesz, już nie mam czasu na bylejakość. Nie chcę oglądać filmów tylko dlatego, bo aktor X stworzył wybitną rolę. Filmy ogląda się dla treści w nich zawartej, nie dla reżyserów czy aktorów.
Masz bardzo dużo do powiedzenia na temat Daniela dlatego wypadałoby byś zobaczył jego być może nawet najlepsza rolę.Ja tam często oglądam film dla roli.
Nad tą rolą można się jedynie rozpływać;) Lewis stworzył postać krwistego gnoja, jemu nie współczujemy, tylko chcemy z nim pić wódkę:)
K*rwa, znów ta wóda i upadek ;) Gdzieś czytałem, że Day-Lewis w czasie przygotowań do tej roli, siarczyście przeklinał w miejscach publicznych :)
Po obejrzeniu stwierdzam, że to akurat może być prawda;)
Jednak wiele historyjek Lewis dementował -choćby te rewelacje na temat przygotowań do roli w Mohikaninie.
a De Niro co robił ? A Dustin Hoffman .A Bale ?
I Day Lewis wcale się z tym az tak nie obnosi i nie gada bez przerwy o swych poświeceniach wyrzeczeniach itd bo zazwyczaj takie plotki wychodzą od współpracujących z nim ludzi . Sam niechętnie mówi o swojej pracy w sposób tak szczegółowy .Jest skromny i nie biega w sezonie nagród jak jakaś Hathaway że ogoliła łeb ,schudła i wielce poświęciła się dla roli i że ZASUSZYŁA na Oscara i że JUŻ MA MOWĘ na galę . Naprawdę życzyłem jej porażki bo jej rola to była dopiero mega chałtura pod Akademie .
Day-Lewis wydaje się być skromnym i grzecznym człowiekiem. Pod tym względem nic nie można mu zarzucić. Natomiast Hathaway, gdy nie pokazuje swoich cycków w filmie, to wnet się okazuje, że jest słabą aktorką. Szkoda, że Cronenberg jej porządnie nie wymaca w którymś ze swoich brzydkich filmów. A przecież mogłaby zagrać trans kobietę z porno biznesu będącą na skraju załamania nerwowego - oskar "murowany".
W "Lincolnie" nie nosił sztucznej brody, tylko swoją prawdziwą:
http://www.youtube.com/watch?v=ZeXI8J-Y03U
To chyba lekka przesada. Odkąd tylko zobaczyłem Nicholsona to od razu miałem wrażenie, że granie przychodzi mu z niezwykłą łatwością. Tak jakby przychodził na plan z marszu i grał bez zbędnych przygotowań. Widać po prostu wielki talent. Coś w stylu: "Dobra to kogo mam zagrać?":
"Detektyw z mroczną przeszłością i fatalnym poczuciem humoru?" OK.
"Rzezimieszek i gwałciciel udający psychicznie chorego aby uniknąć więzienia?" Bez problemu.
"Sfrustrowany pisarz powoli poddający się szaleństwu?" Nawet nie muszę grać.
Day-Lewis też ma ogromny talent, ale do ciężkiej pracy i przygotowań. Poświęca miesiące na ćwiczenia bo widocznie taki sposób budowy roli mu najbardziej odpowiada. Tworzy swoje rolę warsztatem. Oczywiście talentu aktorskiego odmówić mu nie można, wręcz przeciwnie ale czy jest w tym zdecydowanie lepszy od Pacino, De Niro, Nicholsona, Hoffmanów? Chyba nie. Co do jego wybredności to się zgodzę. Chciałbym go zobaczyć w filmie sensacyjnym, najlepiej biegającym z karabinem. ;)
Day-Lewis jest przereklamowanym aktorem. A może raczej nie on sam, tylko ten kult jaki otacza swoją osobę. Idzie po najmniejszej linii oporu: gra raz na kilka lat, dzięki czemu robi wokół siebie taką zajebistość, że chcą go najlepsi reżyserzy w najlepszych filmach. Wybiera role tylko te najbardziej oscarowe, o których marzy każdy aktor i gwarantuję, że przynajmniej w większości przypadków każdy inny kto by tę samą postać zagrał, zgarnąłby te same laury. Tworzy jeszcze wokół siebie anegdotki jak to wielce przygotowuje się do roli, jak to mieszka lesie do Mohikanina albo przy domu dla obłąkanych do (nie pamiętam już co to było ale chyba:) Lewej stopy itd itd itd.
Aktor owszem dobry, ale ten kult jaki wokół niego został wytworzony to przesada i to zdecydowana.