Ingmar Bergman

Ernst Ingmar Bergman

[{"id":2,"name":"director","above5p":true,"career":{"name":"reżyser"},"ranking":{"name":"Reżyserii","link":"/person/ajax/roles/12993/2","url":"/ranking/person/director"},"rating":{"count":2911,"rate":8.542425283407765,"desc":"ocen","profession":"pracy reżysera"}},{"id":1,"name":"screenwriter","above5p":true,"career":{"name":"scenarzysta"},"ranking":{"name":"Scenariuszy","link":"/person/ajax/roles/12993/1","url":"/ranking/person/screenwriter"},"rating":{"count":1114,"rate":8.056552962298024,"desc":"ocen","profession":"scenariuszy"}},{"id":17,"name":"originalMaterials","above5p":false,"career":{"name":"autor materiałów do scenariusza"},"ranking":{"name":"Materiałów do scenariusza","link":"/person/ajax/roles/12993/17","url":"/ranking/person/originalMaterials"},"rating":{"count":49,"rate":9.204081632653061,"desc":"ocen","profession":"materiałów do scenariusza"}},{"id":7,"name":"producer","above5p":false,"career":{"name":"producent"},"ranking":{"name":"Produkcji","link":"/person/ajax/roles/12993/7","url":"/ranking/person/producer"},"rating":{"count":24,"rate":9.125,"desc":"oceny","profession":"pracy producenta"}},{"id":20,"name":"voices","above5p":false,"career":{"name":"aktor dubbingowy"},"ranking":{"name":"Ról głosowych","link":"/person/ajax/roles/12993/20","url":"/ranking/person/voices"},"rating":{"count":11,"rate":7.909090909090909,"desc":"ocen","profession":"gry aktorskiej"}},{"id":6,"name":"actors","above5p":false,"career":{"name":"aktor"},"ranking":{"name":"Ról aktorskich","link":"/person/ajax/roles/12993/6","url":"/ranking/person/actors/male"},"rating":{"count":9,"rate":6.555555555555555,"desc":"ocen","profession":"gry aktorskiej"}},{"id":21,"name":"himself","above5p":false,"career":{"name":"we własnej osobie"},"ranking":{"name":"Występów","link":"/person/ajax/roles/12993/21","url":"/ranking/person/himself"},"rating":{"count":2,"rate":9,"desc":"oceny","profession":"występów osoby"}}]
8,5
2 911 ocen pracy reżysera
powrót do forum osoby Ingmar Bergman
  • użytkownik usunięty

    Zauważyłem, jak wielu kinomanów tutaj, słysząc o geniuszu Bergmana, próbuje oglądać jego filmy, ale one im się wymykają, drażnią i nudzą. Zniechęceni, wpadają w kompleksy i zarzucają tym obrazom przeintelektualizowanie, ewentualnie wychwalają aktorów, zdjęcia... itd., czyli elementy wartościowe, ale marginalne, nie dotyczące samego Bergmana i nie decydujące o wyjątkowości tej sztuki. Mam dla nich kilka rad.
    Przede wszystkim, tzw. kino intelektualne to nadal tylko kino, daleko mu do Finneganów trenu czy tekstów Heideggera. Ono nie wymaga wybitnej inteligencji, tylko skupienia. Bergman nie popisuje się też erudycją (jak np. Allen, Greeneway, Resnais czy Zanussi), właściwie nie ma u niego odniesień do nauki i filozofii - tym bardziej nie można mówić o jego przeintelektualizowaniu! To jest kino PSYCHOLOGICZNE, co też wcale nie znaczy, że musisz się znać na psychologii. Nic podobnego! Nie dajmy się zwariować, film to przedsięwzięcie zbyt skomplikowane i drogie, by kręcić go z myślą o garstce psychologów. Kino jest dla mas.
    W określeniu "psychologiczne" chodzi zaś o to, że Bergman prezentuje swój świat wewnętrzny, daje wyraz swoim stanom psychicznym - nic więcej. I właśnie to sprawia, że jego filmy trafiają wyłącznie do widza, któremu te stany są znane z własnego doświadczenia, już je odczuł wcześniej. Opowiada o swoich wewnętrznych doznaniach z otwartością i odwagą, na jaką innych nie stać i dlatego właściwie niemożliwym jest przybliżenie tej sztuki komuś, kto jej nie łapie samodzielnie - bo gdyby babranie się w tych bebechach było łatwe, każdy mógłby być Bergmanem. Ale taka wiwisekcja jest męcząca i nieprzyjemna, więc Bergman jest jeden. I na tym polega "trudność odbioru" tych filmów. Nie można się ich nauczyć, czy domyślić! Jeśli do Ciebie nie trafiają, nie uważaj tego za wynik swej słabości, braku wiedzy, czy przygotowania. Nie czuj się z tego powodu kinomanem niewyrobionym, bez gustu. Nie trafiają i tyle. Pewnie trafią później.
    Bergman jest egocentrykiem, nie pochyla się nad Tobą, ani nie zajmuje światem zewnętrznym, wyraża jedynie swoje własne wewnętrzne rozterki, bezwstydnie przerabia je w teatr (jego filmy to w większości dramaty symboliczne). Nie otwiera widza na nowe, nieznane doznania, lecz przeciwnie, sam się otwiera przed widzem i mówi konfidencjonalnie: popatrz, ja też to czuję, też się z tym zmagam, tego boję, też mam tu zadrę, dziurę, ranę... i w ten sposób zachęca do wnikania głębiej w swoje własne wnętrze i zmierzenia się z tym, co masz w sobie.
    Jeśli kino Bergmana stawia ci opór, nie walcz z nim, nie kombinuj, na razie odpuść, bo tylko zrazisz się i nabierzesz uprzedzeń. To nie Ty masz rozumieć Bergmana, lecz Bergman musi zrozumieć Ciebie, skoro jest geniuszem! Wracaj do niego co jakiś czas i sprawdzaj, a ten egocentryk prawdopodobnie kiedyś stanie na wysokości zadania i spośród wszystkich filmowców świata okaże się tym "znającym i rozumiejącym" Cię najlepiej. I o to chodzi.

  • Idź nauczaj, bo to chyba Twoje powołanie.

  • Kafsony Też tak pomyślałam :)

  • dobry tekst

  • @Koyaanisqatsi szczerze powiedziawszy wszedłem na tą stronę tylko po to żeby sprawdzić kim dokładnie jest ten reżyser, którego nazwisko obija mi się o uszy w różnych sytuacjach. Twój tekst jest świetny i nabrałem wielkiej ochoty żeby zapoznać się bliżej z jego twórczością. Mogłabyś polecić coś "na początek'? Rozumiem, że trudno jest wybrać ten jeden film wśród wielu które cenisz, ale może mi coś podrzucisz?;)

  • użytkownik usunięty

    vanHaals No nie podrzucę z powodów, o których pisałem. Ale na początek mogę polecić coś innego...
    Zerknąłem w Twój profil i przed Bergmanem zainteresuj się takimi filmami jak:

    Samotność długodystansowca - Zmory - Jeżeli... - Sunset Bld - Garderobiany - Na wschód od Edenu - Skłóceni z życiem - Sierotki - Goście - Serce to samotny... - Wszystko o Ewie - Służący - Kto się boi VW - Pianistka - Bezbronne nagietki - Tron we krwi...

    I staraj się mniej więcej właśnie w takiej kolejności. Te filmy, w różnym stopniu, ale na pewno spodobają Ci się i będą najlepszym wprowadzeniem w dzieło Bergmana.

  • Oczywiście,w tym co piszesz jest wiele prawdy, ale tylko po części mogę się z Tobą tutaj zgodzić.
    Nie można relatywizować, że każdy film Bergmana jest kierowany wyłącznie jego własnym stanem psychicznym.
    Myśląc w ten sposób, można równać do wielu innych twórców, przynajmniej podobnych gatunkowo, chociaż nie tylko.
    Aktualne przeżycia artysty zawsze kreują jego postrzeganie, często podświadomie. Prawdziwa, wielka sztuka zawsze powstaje na bazie prawdziwych emocji.
    Szwed tak jak piszesz jest mistrzem suspensu psychologicznego, tylko, że w dużej mierze go stwarza, a nie wyłącznie reflektuje własne odczucia.
    Stawiając się w skórze innych, burzy, by budować, słucha, by zrozumieć, popada w szaleństwo, by odkryć. Jednak tak jak w życiu, rezultat nie zawsze jest pewny i reżyser o tym wie wprowadzając go jako niewiadomą. Więc, widz, może, ale nie musi się z tym wcale utożsamiać, o czym on doskonale wie.
    Autor prezentuje zazwyczaj problemu uniwersalne, sięgając także po różne alegorie, pośrednio czerpiąc z nauki.
    Jest wykładowcą, a nie słuchaczem. Ciężar odbioru, pozostaje, bo percepcja jest złudna, zależna od punktu siedzenia. Nawet tworząc przez szereg niedopowiedzeń, zamykamy sobie wachlarz możliwości.
    Kino Bergmana, postrzegam osobiście jako powolne, wolne od rozległych niedopowiedzeń, przeznaczone dla "słuchacza" cierpliwego, zgadzając się przy tym, że nie wymaga szczególnie rozległej wiedzy, chociaż jakieś tam podstawy wypadało by jednak posiadać, bo pozwoli to łatwiej zrozumieć szczegóły, które budują ogólny sens.
    Z mojej strony, właśnie to tempo prowadzenia akcji, kameralność przemawiają za takim typem sztuki filmowej, wymagającym jedynie skupienia i chęcią rozwiązania motywów, a przy tym cieszącego oko.
    To wszystko, wystarczy.

  • użytkownik usunięty

    Tomeq93 Nie wiem w ogóle, czy cokolwiek z tego rozumiem... Ale sam nic więcej nie doradzę, tylko cierpliwość.
    Naprawdę, można się obejść bez tej całej wysilonej pretensjonalności i traktować Bergmana jak zwyczajne kino, którym on w istocie jest! Trzeba tylko zaczekać na odpowiedni moment i właśnie do tego zachęcałem i zachęcam. Daj tym filmom więcej czasu, a prawdopodobnie kiedyś przestaną być powolne i autentycznie Cię wciągną, stając się przeżyciem intensywniejszym od wszystkiego, co oferują inni filmowcy. Bo to są filmy do przeżywania.
    Jak sam Bergman powiedział: są jak muzyka, która pozwala widzowi zanurzyć się w najciemniejsze zakamarki własnej duszy...

  • Tak ogólnie uważasz, że Bergman jest po trochu każdym z pierwszoplanowych bohaterów swojego filmu i pokazuje swoje uczucia, stany psychicznie poprzez nich, a także wydarzenia, w tym za pomocą metafory? Bo np. w Siódmej pieczęci jest scena, gdzie odgrywany jest teatrzyk, raczej dość wesoły, i nagle aktorzy zamierają, a naszym oczom ukazuje się posępna, pokutna procesja przywodząca na myśl śmierć i rozpacz. Zinterpretowałem to tak, kierowany trochę tym tekstem u góry, że Bergman opisuje swoje wnętrze: jest jakaś tam zabawa, beztroska, może nawet szczęście, aż nagle, niespodziewanie uderza o wiele mocniejsza siła, tragedia, bezsens, pewnie i lęk przed śmiercią, a wszelka radość w nim zamiera. Wpasowywałoby się to w koncept i ogólne przesłanie filmu, jak myślisz, takie rozważania z mojej strony mają sens?

  • użytkownik usunięty

    mk1993 Ja to czuję tak jak Ty, dokładnie tak samo.
    Żyjesz sobie beztrosko, bawisz się, dokazujesz, odgrywasz jakąś rolę, teatrzyk... do chwili aż w twym otoczeniu ktoś umiera i uświadamia ci, że i ty umrzesz, że to nie będzie trwało wiecznie. Wtedy markotniejesz, może nawet rozpaczasz (Bergman często przyznawał się do tanatofobii i przecież dosłownie uprawiał teatr). I to jest żywo przejmujące, gdy oglądasz jego film i widzisz po prostu siebie w postaci błędnego rycerza, który porzuciwszy Boga, podejmuje beznadziejną grę ze śmiercią. Block - rozczarowany wyprawą krzyżową - gra szachami, inni wciąż jeszcze próbują modłami, współcześni raczej przesadną dbałością o formę i zdrowie, i mimo że śmierć wygra ze wszystkimi, walczymy, nie godzimy się z nią.
    Możesz to komuś naświetlić, ale jeśli jego takie myśli jeszcze nie dręczą, to będzie dla niego tylko smętna historyjka, którą da radę przeanalizować, ale nie wczuje się w nią, nie przeżyje jej. To jest jak seks. Zamiast czerpać z niego przyjemność będzie go analizował jak seksuolog.

  • Trudno się nie zgodzić. Właśnie obejrzałem Jak w zwierciadle i oceniłem wysoko, bo trudno się do czegoś przyczepić, doceniam film, ale nie uderzył we mnie i nie wywołał szczególnych emocji, bo nie przeżyłem czegoś porównywalnego - nie miałem ciężkiej choroby w najbliższej rodzinie, obsesyjnego ojca nie okazującego miłości w należyty sposób, ale może kiedyś (odpukać) będę mógł odświeżyć film i tym razem poczuję się zwiwisekcjonowany. psychicznie.

  • użytkownik usunięty

    mk1993 Bergman miał ojca-pastora, a my Polacy - Ojca Świętego! Za pół roku kanonizacja, można więc śmiało przyglądać się Jak w zwierciadle, widząc w filmowym ojcu po prostu "naszego" papę, który od czasu do czasu do nas przyjeżdżał, a poza tym stale pisał swoje mętne encykliki i wygłaszał pocieszne kazania... a pająk (np. toruński) się tym tuczył i cierpliwie tkał swoją sieć... Naturalnie, trzeba choć trochę żyć takimi sprawami, by się wczuć i być podbechtanym tym wyzwalającym, bergmanowskim bluźnierstwem.

  • Gościu, z perspektywy czasu, jakże aktualne są te cięte uwagi o niezrozumiale kanonizowanym papieżu i niezrozumiale jeszcze-nie penitencjariuszu (w tym drugim, nie kościelnym znaczeniu) z miasta pierników.

  • super tekst!! Zmienia optykę na jego osobą i jego filmy do których zabieram się jak przysłowiowy "pies do jeża".

  • ja myślę inaczej, to dobre są filmy dla dojrzewającej młodzieży, ale już dla dojrzałego człowieka nie stanowią już takich ciekawych drogowskazów, w końcu wyrasta się z zakompleksionego Bergmana;p z małymi wyjątkami oczywiście;p

  • mariouszek no nie wiem.
    .. czy wyrasta sie ze smierci?

  • prg197 nie rozumiem pytania, praktycznie wszystkie filmy opowiadają o śmierci, czyżby tylko Bergman o tym opowiadał? Tu nie chodzi o śmierć, a nawet jeśli to i tak Bergman podchodzi do niej w sposób infantylny, zresztą jak do wielu innych ważnych tematów również

  • Fascynująca erudycja i ciekawy punkt widzenia. Wydaje mi się jednak, że oczekiwanie od twórcy, żeby ogarnął wszystkie potrzeby i oczekiwania to zbyt dużo. Każdy twórca przepuszcza świat przez siebie. Czasem go rozumiemy dzięki pokrewieństwu dusz, czasem nam nie pasuje bo mamy inne doświadczenia. Pozostają tylko pytania egzystencjalne, które mniej więcej są te same dla wszystkich.