Zjeżdżając na dół aby dodać nowy temat mam wrażenie, że jego dorobek aktorski się nie kończy. To chyba o czymś świadczy? Poza tym nie gra w filmach tylko jednego gatunku. Już nie raz udowodnił, że potrafi wcielic się każdą rolę.
Dla niektórych takie opinie, to "jak woda na młyńskie koło". Ty pochwalisz raz grę aktorską Deppa, a nadejdzie "szarańcza" i nie dość, że bezpodstawnie go skrytykuje, nie znając większości filmów z jego udziałem, to na dodatek zmiesza Cię z błotem. Nie wiem, czy dobrze zrobiłeś proponując nowy temat, bo gdy wtargnie tu "wielki, słynny many" - prostak nad prostakami, zamieni go w rzekę g.... , nie szczędząc inwektyw wszystkim biorącym w tej dyskusji udział. Nie liczy się z niczyim zdaniem, bo ON jest tu (oczywiście w swoim własnym mniemaniu) najważniejszy. Tak naprawdę, niewiele rozumie, nie tylko z tego co ogląda na ekranie, ale i z tego, co sam pisze. Pzdr.
A ja nie wiedzieć czemu mam do niego dziwną niechęć. W latach dziewięćdziesiątych (vide "Czekolada", "Dziewiąte wrota", "Ed Wood" czy "Gilbert Grape" - choć tu show ukradł mu Di Caprio) zaliczył kilka dobrych - tj. dobrze i przebojowo zagranych - ról, ale od momentu (skądinąd świetnej) kreacji w Piratach z Karaibów, zaczął grać tylko i wyłącznie dwoma zestawami mimiki - dla Burtona (Alicje w Krainach Czarów czy inne Willie Wonki) i "na Jacka Sparrowa", jak można oglądać w koszmarkach typu "Wrogowie Publiczni". Jedyne, co zagrał w ciągu ostatnich lat oryginalnego, to niezbyt powalający "Marzyciel" i... może "Sweeney Todd".
Dlatego nie zgodzę się, że to aktor genialny - na pewno nie zasługuje na porównania z Robertem de Niro, Marlonem Brando czy Alem Pacino, co próbują robić niektórzy filmwebowicze. Jest to na pewno sympatyczny, bardzo SOLIDNY aktor.