Recenzja filmu Larry Crowne - uśmiech losu (2011)
Tom Hanks

Będzie dobrze

Larry Crowne to dusza-człowiek. Jest uczynny, sympatyczny, dla każdego ma w zanadrzu miłe słowo oraz niewymuszony uśmiech. Czasy nie sprzyjają jednak ludziom dobrej woli. Gospodarcza zapaść ...
Filmweb sp. z o.o.
Larry Crowne to dusza-człowiek. Jest uczynny, sympatyczny, dla każdego ma w zanadrzu miłe słowo oraz niewymuszony uśmiech. Czasy nie sprzyjają jednak ludziom dobrej woli. Gospodarcza zapaść sprawia, że kolejne przedsiębiorstwa bez litości redukują etaty. Kapitalizm nie oszczędza także Larry'ego. Choć był sprzedawcą miesiąca jakiś tryliard razy, musi oddać firmową plakietkę i zwolnić miejsce parkingowe. Powód? Larry nie skończył college'u. Parafrazując: to matura, a nie szczera chęć zrobi z ciebie pracownika na pięć.

"Uśmiech losu" zaczyna się jak klasyczne kino doby kryzysu spod znaku Franka Capry. Stojący zarówno przed jak i za kamerą Tom Hanks urządza widzom przyspieszony kurs życia w ciężkich czasach. Jeśli nie stać cię na jeżdżenie wielkim samochodem, kup sobie tańszy w użytkowaniu skuter. Skoro brakuje ci dyplomu, to go zdobądź, by już żaden szef nawet nie pomyślał o wręczeniu ci wymówienia. Żadna praca nie hańbi. Dlatego znajdź sobie jakiekolwiek zajęcie, które stanie się wkrótce odskocznią do czegoś poważniejszego i lepiej płatnego. Bądź miły dla ludzi, a wtedy oni odpłacą ci tym samym. Bądź miłosierny i zapomnij o wyrządzonych ci przez innych krzywdy. Wcześniej czy później wszystko się ułoży.

Szkoda, że Hanks bardzo szybko porzuca ten  gorzki optymizm, dając nura w świat rodem z polskich komedii romantycznych. Wszystko jest tutaj uczesane i wygładzone do granic możliwości.  Wielkie dramaty okazują się maciupeńkimi problemami, które da się rozwiązać w trymiga. Ta słodycz byłaby pewnie nie do zniesienia, gdyby nie naszpikowane zabawnymi bon-motami i dykteryjkami dialogi, a także aktorzy. Grający tytułowego bohatera Hanks korzysta ze sprawdzonego arsenału ciapowatych min, które przyniosły mu uwielbienie widzów na całym świecie. Jeszcze lepsza jest Julia Roberts jako wypalona nauczycielka Crowne'a, która po powrocie do domu przyrządza sobie wysokoprocentowego drinka, a potem suszy głowę mężowi-erotomanowi. Na drugim planie popis daje George Takei w roli profesora ekonomii o aparycji samuraja szykującego się do seppuku. Uważni widzowie wypatrzą też Pam Grier, pamiętną Jackie Brown z filmu Tarantino.

"Larry Crowne" to błahostka, ale całkiem przyjemna dla oka i ucha. Gwarantuję Wam, że po wyjściu z kina zza chmur wyłoni się słoneczko.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 78% uznało tę recenzję za pomocną (101 głosów).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)