Recenzja filmu Znikasz (2017)
Peter Schønau Fog

Dramat neurologiczny

W "Znikasz" Duńczyk Peter Schønau Fog wpisuje się w bogatą tradycję "złudnej samochodowej idylli" à la "Lśnienie" czy "Funny Games". Co ciekawe, reżyser nie czeka zbyt długo z depnięciem na pedał ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Znikasz (2017)
Jeśli w pierwszych scenach filmu jakaś szczęśliwa rodzina jedzie gdzieś samochodem, to czytelny sygnał, że sprawa nie skończy się dobrze. W "ZnikaszDuńczyk Peter Schønau Fog wpisuje się w bogatą tradycję "złudnej samochodowej idylli" à la "Lśnienie" czy "Funny Games". Co ciekawe, reżyser nie czeka zbyt długo z depnięciem na pedał gazu. Zamiast zapoznać nas z bohaterami, wprowadzić w sytuację, od razu proponuje eksplozję – niczym z Hitchcockowskiego przepisu na otwarcie, powtarzanego w nieskończoność przez recenzentów. W tym reżyserskim geście jest już cały film w pigułce: niby intrygujący, a jednak opowiedziany zbyt drętwo, by faktycznie poruszyć.

photo.title

Tak czy inaczej, sprawa jest niezwykle ciekawa. Oto Frederik Halling (Nikolaj Lie Kaas), sympatyczny dyrektor szkoły, nagle zaczyna zachowywać się nieobliczalnie: z szanowanego obywatela zmienia się w napędzanego adrenaliną i testosteronem furiata. Okazuje się, że wpływ na zmianę charakteru mężczyzny ma wykryty u niego guz mózgu. W międzyczasie Frederik zostaje oskarżony o zdefraudowanie szkolnego budżetu i doprowadzenie placówki na skraj bankructwa. Rusza proces, który ma ustalić, czy mężczyzna powinien odpowiadać za swe czyny. 

photo.title

Reżyser traktuje rozprawę sądową jako ramę, pozwalającą swobodnie poruszać się po życiorysie bohatera i jego rodziny. Narracyjna mozaika rozproszonych w czasie momentów to czytelny symbol: mieszczański komfort egzystencji Hallingów został rozbity w drobny mak kolejnych scenek. Te kawałki trzeba na powrót poukładać, zlepić w nowe status quo, w jakąś przekonującą – zarówno dla sądu, jak i dla samych bohaterów – narrację. "Znikasz" sugeruje jednak, że nie da się już ogarnąć tego bałaganu, bo – być może – sama idea "porządku" jest iluzją. Reżyser piętnuje kruchość, przygodność ludzkiej tożsamości, wskazuje, że nasz psychofizyczny dobrobyt zależy od niuansów w rodzaju delikatnego balansu hormonalnego. Wydobywa też kolejne paradoksy sytuacji, w jakiej znaleźli się Hallingowie. Przecież to nie kolejne występki Frederika okazują się największym ciosem dla jego bliskich, żony Mii (Trine Dyrholm) i syna Nicklasa (Sofus Rønnov). Prawdziwą zagwozdką jest fakt, że oboje preferują "nowego", nieobliczalnego Frederika. 

photo.title

Emocjonalny ciężar tego kryzysu dzielnie dźwigają aktorzy, a intryga komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy w sprawę Hallingów zaangażuje się adwokat Berman (Michael Nyqvist), sam zmagający się z chorobą żony. Ale – jak zapowiada już scena otwierająca film – reżyser nie daje bohaterom miejsca na oddech. Zamiast tego przeskakuje od jednej dramatycznej sceny do drugiej, inscenizując kalejdoskop tragedii, w obowiązkowych szarościach i beżach, przy dźwiękach sentymentalnie plumkającego pianina. Efekt jest płaski, bardziej operowo-mydlany niż – jak zamierzono – ambitnie arthouse'owy.

Nie pomaga też dydaktyczny ton filmu. Reżyser niby zadaje intrygujące, fundamentalne pytania (Co jest faktem charakteru, a co zaledwie percepcją, wrażeniem? Czy osobę można sprowadzić do zachodzących w jego ciele procesów chemicznych? Czy wolna wola istnieje?). Tracą one jednak swoją atrakcyjność, kiedy wypowie się je z ekranu wprost – a tak właśnie podaje je reżyser: na tacy, w formie przytaczanych zza kadru przez Mię "fun factów". Miejscami Fog wplata ów naukowy żargon w dialogi, co daje efekt zarazem niewiarygodny i niezamierzenie śmieszny. W zażartej kłótni przy stole może więc paść znienacka argument "ależ nie ma neuronowego połączenia między słowami a działaniami!", a jeden z bohaterów może spróbować usprawiedliwić zdradę małżeńską, tłumacząc się "procesami, które zaczęły się miliony lat temu". Niestety: takie neurologiczne podejście do konwencji dramatu nie robi przysługi ani jednemu, ani drugiemu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 33% uznało tę recenzję za pomocną (6 głosów).
Jakub Popielecki
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni