Recenzja filmu Lobster (2015)
Yorgos Lanthimos

Homar na gorzko

Topos miłości jako transakcji to w europejskiej kulturze nic nowego, lecz łatwo zapomnieć, że wciąż nam towarzyszy – nie wyczerpał się wraz z ustawianymi małżeństwami i nie sprowadza się do ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Lobster (2015)
Jeden z poprzednich filmów Giorgosa Lanthimosa, "Kieł", opowiadał o rozpadzie języka prowadzącym do rozpadu świata; o tym, że odrywając słowa od ich znaczenia, tworzymy nową, niebezpieczną rzeczywistość. W "The Lobster" – anglojęzycznym debiucie Greka – ten trop powraca w zaskakującej wariacji. Spoza kadru płynie niepotrzebna, łopatologiczna narracja – krąży legenda, że została wymuszona przez zatroskanych o potencjał intelektualny widowni producentów. Ale nawet jeśli w tych plotkach jest ziarno prawdy, tym donośniej wybrzmiewa credo filmu: miłość, samotność i okrucieństwo to tylko językowe konstrukty, którym sami nadajemy znaczenie.

Podobnie jak w "Kle" oraz "Alpach", Lanthimos przygląda się niemal laboratoryjnej sytuacji. Jest odcięta od cywilizacji grupa ludzi, są precyzyjnie skodyfikowane zasady i surowe kary, wreszcie – nieprzenikniony, przynoszący cierpienie świat na zewnątrz. Akcja rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, w której samotnicy wyrzucani są na margines życia społecznego. Kto traci swoją połówkę, musi zameldować się w hotelu prowadzonym przez ekscentryczne małżeństwo. Na miejscu wybiera, w jakie zwierzę chciałby zostać zamieniony na koniec pobytu i jeśli w ciągu pięciu tygodni nie znajdzie partnera, ulega transformacji. Mieszkańcy hotelu polują na buntowników, ukrywających się w okolicznych lasach, spędzają czas na dziwacznych ćwiczeniach fizyczno-duchowych i trenują się w sztuce godowego tańca. Oczywiście jest alternatywa: życie w lesie, w którym komuna samotników-partyzantów pozwala czytać książki i spokojnie się masturbować, lecz kastruje za seks, a za flirt obcina usta. Zamienił stryjek siekierkę na kijek.

Główny bohater, David (Colin Farrell), próbuje nadążyć za hotelową etykietą, ale na przeszkodzie stają mu emocje. Pozostawiony przez żonę, chciałby pokochać naprawdę. Jego odyseja w poszukiwaniu miłości utrzymana jest w tonacji absurdalnej tragifarsy. Ta konwencja ustanowiona zostaje już w prologu, gdy spytany przy meldunku o orientację seksualną bohater nie może "poszerzyć" swoich szans na przetrwanie i wybrać biseksualizmu. I tak, pokutujący onaniści wkładają dłonie do rozgrzanych tosterów, po okolicznej głuszy biegają wielbłądy, a gdzieś w czeluściach hotelu znajduje się komnata, w której człowiek zamienia się w zwierzę. Czarny humor prowadzi do nagłych erupcji przemocy, a brutalne rytuały zostają zderzone z komicznymi obrazkami docierania się potencjalnych partnerów.

Gdy w drugiej połowie filmu Lanthimos odpala fabularną przewrotkę, film staje się niespodziewanie szerszym portretem dystopijnego świata – ostrze satyry wymierzone zostaje w cywilizację, piętnującą samotność jako coś społecznie bezwartościowego. Nie zdradzając zbyt wiele, powiem, że bohaterowie – w zupełnie nowym składzie – szykują mistyfikację, która pozwoli im bezpiecznie (czytaj: w duetach) poruszać się wśród "zdrowych" obywateli. Prowadzi to do kilku zabawnych scen, lecz śmiech szybko grzęźnie w gardle. Paradoksalnie, aktorskie popisy zakonspirowanych samotników są lustrzanym odbiciem języka, którym posługują się wypalone, zmęczone sobą pary.

Mieszkańcy hotelu wybierają swoją drugą połówkę w oparciu o szereg mniej lub bardziej istotnych, a jednak łatwych do zweryfikowania cech (może być to wada wzroku, ulubiony kolor albo skłonność do tłumienia emocji). Topos miłości jako transakcji to w europejskiej kulturze nic nowego, lecz łatwo zapomnieć, że wciąż nam towarzyszy – nie wyczerpał się wraz z ustawianymi małżeństwami i nie sprowadza się do marketingowych strategii celebrytów. Portale umożliwiające błyskawiczne przełożenie emocji na twarde liczby oraz związki rozpoczynane przez algorytm w rodzaju "lubię-nie lubię" to w końcu nasza codzienność. Pretensjonalny, ale spełniony w gatunku czarnej komedii "The Lobster" dowodzi, że Lanthimos śni o tej codzienności koszmary.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 75% uznało tę recenzję za pomocną (458 głosów).
Michał Walkiewicz
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (7)

zobacz wszystkie