Recenzja gry Blood & Truth (2019)

Krew w piach

Odkurzyłem gogle, rozplątałem kable i naładowałem kontrolery. Zapowiadała się bowiem niezła jazda, której nie powstydziliby się Besson z Ritchiem.
Filmweb sp. z o.o.
Odkurzyłem gogle, rozplątałem kable i naładowałem kontrolery. Zapowiadała się bowiem niezła jazda, której nie powstydziliby się Besson z Ritchiem. SIE London Studio, które błysnęło całkiem fajowym króciakiem dodawanym dawno temu do zestawu PlayStation VR, powróciło z nowym tytułem, tym razem, że tak powiem, pełnometrażowym. Słownictwo filmowe jest przy tej okazji jak najbardziej usprawiedliwione, bo producent nie kryje – a nawet się tym chełpi – że podstawowym założeniem "Blood & Truth" była realizacja interaktywnego akcyjniaka. Ale materiały promocyjne skrzętnie ukrywają, że scenariusz znaleziono chyba na hollywoodzkim śmietniku, a samo studio niczego się od 2016 roku nie nauczyło. Miał być kinowy blockbuster, dostaliśmy straight-to-VOD.

Fabułka jest cieniutka jak odcinek "Plebanii", czyli mamy żołnierza (to my), który śmiga prosto z frontu na pogrzeb ojca. Lecz londyńscy gangsterzy, korzystając z bezkrólewia, robią wszystko, aby przejąć interesy jego/naszej rodziny. Ta zniewaga krwi wymaga. Bierzemy gnata i robimy porządek z konkurencją. Niestety, meandry nużącej fabuły przybliżane są najczęściej podczas ciągnących się sadystycznie scenek, na których możemy tylko siedzieć, słuchać, rozglądać się i, jeśli takie jest nasze życzenie, pokazać delikwentowi środkowy palec (jest do tego osobny przycisk), co absolutnie nie uwolni nas od męczarni. Sekwencje strzelane oferują chwilę wytchnienia jedynie na krótko, bo są generyczne i powtarzalne. Należy wystrzelać wszystkich na danym etapie, aby móc pójść dalej – przemieszczamy się przy pomocy jednego przycisku, maszerując do z góry wyznaczonego dla nas miejsca – co przekłada się na chaotyczną wymianę ognia.

Nie ma sensu silić się na headshoty, raz goście padają od strzału w goleń, a raz trzeba im wpakować całą serię w potylicę, czyli można śmiało walić na oślep. Nie pomaga sterowanie, bo choć magiczne różdżki Move starają się nadążyć, to nieraz załadowałem do spluwy powietrze, albo zamiast schować ją do kabury, wystrzeliłem w podłogę. O ile jednak do niedoskonałości systemu VR chyba już zdążyliśmy przywyknąć, tak zwykłego deweloperskiego lenistwa wybaczyć nie można. Na przykład śmigamy po drabinie, puszczamy szczebelki i... nie spadamy, tylko unosimy się nad ziemią jak koliber. Dlatego trudno mówić o wczuciu się w klimat. Zwłaszcza że najdynamiczniejsze są tutaj sekwencje "na szynach", kiedy nie musimy kłopotać się naciskaniem przycisku odpowiedzialnego za ruch, tylko skupiamy się na strzelaniu. One chyba jako jedyne sprawiły mi prawdziwą frajdę. Cała reszta – jak otwieranie zamków wytrychami czy podkładanie bomb – to stworzone na siłę bajery mające urozmaicić rozgrywkę, na której i tak szybko przestało mi zależeć.

"Blood & Truth" jest dość jak na blockbuster ślamazarne, nie czuć tu gorączki pościgu czy ekscytacji skokami przez okno, a krytykowane już przeze mnie scenki dialogowe to prawdziwa udręka wybijająca z rytmu, bo myśli odbiegają gdzieś daleko od gry. A skoro uznamy, że sensem istnienia VR jest całkowita immersja, to, mimo szczerych chęci, nie da się wystawić propozycji London Studio lepszej cenzurki. Chcesz się poczuć jak bohater filmu akcji? To lepiej idź do kina.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (1 głos).
Bartosz Czartoryski
ocenia tę grę na:
1 10 4/10 ujdzie
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię