Recenzja filmu Jak wytresować smoka 3 (2019)
Dean DeBlois

Lot w dorosłość

Twórcy znakomicie czują rytm, w którym biją serca widowni – i choć naturalnym towarzyszem każdej finałowej części jest smutek (nie inaczej jest także i w tym przypadku), to warto zmienić wektory ...
Filmweb sp. z o.o.
"Jak wytresować smoka" to jedna z tych animacji, na której premierę tak samo mocno czekali dorośli, jak i dzieci. Trzecia i ostatnia odsłona cyklu, "Jak wytresować smoka 3", to zarówno spełnione kino familijne, wciągający film przygodowy, jak i błyskotliwa komedia romantyczna. To także fantastyczne zwieńczenie cyklu, który na przestrzeni prawie dekady skradł niejedno serce. 

photo.title

Czas płynie szybko w doborowym towarzystwie przyjaciół i smoków – a tak jest właśnie w Bergu, na wyspie smoczych jeźdźców. Już na pierwszy rzut oka widać, że mimo upływu lat oraz imponującego rozrostu smoczej populacji, niewiele się tu zmieniło. Wikingowie wciąż są prostoduszni i porywczy, kobiety ogniste, a smoki niesforne jeszcze bardziej niż ich ludzcy przyjaciele. Czkawka, Astrid, Śledzik, Mieczyk, Szpadka i Sączysmark (konia z rzędem tłumaczowi!), choć nie są już grupą naiwnych dzieciaków, wciąż pozostają sobą – rywalizują, sprzeczają się i dokazują – ale przede wszystkim dbają o to, by smokom żyło się na tym świecie jak najlepiej.

Kolejna odsłona ich przygód rozpoczyna się właśnie od nocnej eskapady na statek łowców smoków, by uwolnić więzione w klatkach zwierzęta. Mimo nieporadności całej szóstki, misja kończy się sukcesem – ale też przelewa czarę goryczy. Sfrustrowani kłusownicy pod wodzą złowrogiego Grimmela biorą za cel Berg, prawdziwy smoczy rezerwat, gdzie najłatwiej odzyskają wszystkie wyswobodzone niegdyś z ich rąk smoki.

W obliczu nadciągającego oblężenia, Czkawka, pomimo sprzeciwu Wikingów, podejmuje decyzję o opuszczeniu wyspy, która była ich domem od wielu pokoleń. Chłopak chce znaleźć drogę do mitycznego smoczego królestwa, ukrytego przed oczami ludzi gdzieś za krańcem świata. Choć nie ma pojęcia, w którą ze stron wyruszyć, ufa głosowi serca i notatkom pozostawionym przez ojca. Niechętnie, ale szczerze wierząc w lepsze jutro i siłę swojej społeczności, Wikingowie zabierają swój dobytek na smocze grzbiety i wyruszają w podniebną podróż w imię lepszej przyszłości dla siebie i swoich skrzydlatych przyjaciół.

Życiowe ścieżki młodych Wikingów, jak zwykle pełne perypetii i niezwykłych przygód, wiodą przede wszystkim w dorosłość. Bohaterowie, których poznaliśmy jako bandę niesfornych podrostków, próbują, z lepszym lub gorszym skutkiem (ale zawsze w swoim stylu) odnaleźć się w rzeczywistości pozbawionej taryfy ulgowej. Przeżywają miłosne rozterki, idą na pierwsze kompromisy w związkach, starają się podejmować słuszne decyzje i wspierać, mimo wątpliwości, swoich najbliższych. Znacznie łatwiej było jednak odnaleźć się na smoczym grzbiecie niż w świecie brzemiennych w skutkach decyzji, gdzie po drugiej stronie, zamiast oddanego przyjaciela, jest nieugięta rzeczywistość. Odzwierciedla się to również w wizualnej warstwie filmu, znacznie mroczniejszej niż poprzednie dwie części. Pod tym względem "Jak wytresować smoka 3" to pouczający film o dorastaniu i bolesnym zderzaniu się z rzeczywistością – jeden z najmądrzejszych, jakie kiedykolwiek powstały.

photo.title

Co ciekawe, ta filmowa psychologia dorastania skupia się także, po raz pierwszy, na Szczerbatku i jego zjawiskowej ukochanej. Ich relacja stanowi fabularną oś wydarzeń, a także jest pięknym manifestem twórców, smoczą emancypacją w duchu animal studies. Emocje dwóch zachwycających smoczych furii są namalowane w sposób tak urzekający i przekonujący, że chwytają za serce bardziej niż rozterki Astrid i Czkawki. Pomimo pozbawienia zwierzaków głosu, ich uczucia rozbrzmiewają w filmie czysto i dźwięcznie, budowane przez perfekcyjnie animowaną mimikę, świetną muzykę, a także inteligentne, zabawne żarty.

Nie brakuje również filmowych nawiązań – ale zamiast rozpasanego festiwalu cytatów, z którego swego czasu znana była wytwórnia DreamWorks, twórcy subtelnie mrugają okiem do miłośników popkultury, zapożyczając się wizualnie u twórców "Gry o tron", "Piratów z Karaibów", "Pearl Harbor", "Gwiezdnych Wojen" czy "Avatara". Ogromny podziw budzi przede wszystkim namalowana z wielkim rozmachem i porywająca wyobraźnię smocza kraina. Choć wizyta w niej trwa zaledwie chwilę, powidoki tych wibrujących barw jeszcze długo zostają pod powiekami. 

Scenariusz dostarcza widzom zarówno akcji, humoru, jak i wzruszeń (z dominującą przewagą tych ostatnich w końcówce). Ci, którzy pochlipywali w rękaw w finale drugiej części, powinni wyposażyć się w dodatkową paczkę chusteczek. Twórcy świadomie i niezwykle umiejętnie kołyszą emocjami widzów, uderzając co chwilę w inną strunę. Nadmierne wzruszenia tonują celnym żartem, przekłuwając balonik powagi, zanim jeszcze zdążył on zostać nadmuchany. Właśnie to umiejętne połączenie kontrastów: śmiechu i wzruszenia, sacrum i profanum, dobra i zła, tworzy kino wielkich emocji – takie, na które mamy ochotę za każdym razem, kiedy decydujemy się na zakup biletów na każdy kolejny seans. 

photo.title

Twórcy znakomicie czują rytm, w którym biją serca widowni – i choć naturalnym towarzyszem każdej finałowej części jest smutek (nie inaczej jest także i w tym przypadku), to warto zmienić wektory myślenia o zakończeniu tej serii. Decyzja twórców to triumf jakości nad ilością, odcięcie się od idei kontynuowania historii tylko w celu pompowania wyników box office'u kolejnymi częściami. "Jak wytresować smoka 3" to najlepsze możliwe zwieńczenie serii, a także potwierdzenie świetnej artystycznej dyspozycji całego zespołu DreamWorks przed kolejnymi – miejmy nadzieję, że równie dobrymi – projektami studia.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 89% uznało tę recenzję za pomocną (116 głosów).
Patrycja Calińska
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)