Recenzja filmu Miszmasz czyli Kogel Mogel 3 (2019)
Kordian Piwowarski

Młodzi muszą po swojemu

30 lat po tym, jak matka i żona wytargały docenta Wolańskiego za ucho, a Kasia, dowiedziawszy się o ciąży, zapłakała nad swym losem, nadszedł czas na dopisanie dalszego ciągu historii. "Miszmasz ...
Filmweb sp. z o.o.
30 lat po tym, jak matka i żona wytargały docenta Wolańskiego (Zdzisław Wardejn) za ucho, a Kasia (Grażyna Błęcka-Kolska), dowiedziawszy się o ciąży, zapłakała nad swym losem, nadszedł czas na dopisanie dalszego ciągu historii. "Miszmasz czyli Kogel Mogel 3" zapowiadano wprawdzie jako "komedię taką jak dawniej", Ilona Łepkowska wyczuła jednak, że w czasach, gdy coraz głośniej mówi się o przemocy wobec kobiet, warto zmienić tonację. Żarty o wypełnianiu "małżeńskich obowiązków" zamieniła więc na psa liżącego dildo na kanapie studia telewizji śniadaniowej, a głównej bohaterce pozwoliła uniezależnić się od kierujących dotąd jej życiem mężczyzn. Doświadczona w walce z kolejnymi przeciwieństwami losu Kasia przeszła zaskakującą przemianę, stając się silną i niezależną kobietą, której jedynym zmartwieniem jest teraz przyszłość ukochanego syna. To właśnie wokół jego poczynań kręci się fabuła najnowszej odsłony cyklu.
 

Widać, że scenarzystka bardzo chce, aby "Miszmasz" był atrakcyjny nie tylko dla starszego pokolenia, żywiącego sentyment do "Kogla Mogla" i "Galimatiasu", ale również dla młodzieży. Niestety to, co miało być cool, wychodzi co najwyżej klawo. Marcin Zawada (Nikodem Rozbicki), przedstawiający się jako leń i zakała rodziny, jest raczej wyobrażeniem Ilony Łepkowskiej na temat milenialsów wyjętym wprost z "M jak miłość" czy "Barw szczęścia". Chłopak odziedziczył po ojcu nie tylko urok osobisty, lecz także smykałkę do interesów. Z Holandii, dokąd wyjechał na studia, może i nie przywiózł dyplomu, ale w głowie ma gotowy biznesplan, a w bagażniku zapas sadzonek. Jak zapewne zdążyliście się domyślić, nie są to tulipany ani drzewka cytrynowe. Młody przedsiębiorca, sam lubiący zapalić skręta, postanawia bowiem wypełnić niszę, jaką widzi na polskim rynku, i pod przykrywką wiejskiej dyskoteki zająć się uprawą na szeroką skalę. Kiedy do zapasu trawki ukrytej przez niego w przydrożnej kapliczce (rozumiecie, Maryśka pilnuje maryśki, HE HE) dobierają się Goździki (Małgorzata Rożniatowska i Paweł Nowisz), w Brzózkach rozpoczyna się istne marihuanowe szaleństwo. 

Na tym żarcie Kordian Piwowarski jedzie przez cały pierwszy akt, co wychodzi mu z wdziękiem traktora w składzie ogrodowych krasnali. Później nie jest lepiej – tak jak w poprzednich częściach humor opiera się na dowcipach sytuacyjnych, a kolejne zbiegi okoliczności napędzają akcję. Nikogo nie powinno zatem dziwić, że spośród dziesiątek (o ile nie setek) tysięcy samochodów przejeżdżających codziennie przez centrum Warszawy Marcin zarysował akurat ten należący do rodziny Wolańskich. Oczywiście ucieczka z miejsca wypadku na niewiele mu się zdaje, bo już wkrótce młody Zawada staje oko w oko z profesorem Wolańskim i jego córką, atrakcyjną, lecz nie tak przebojową jak matka, Agnieszką (Aleksandra Hamkało). Choć romans wisi w powietrzu, twórcy za wszelką cenę chcą pokazać, że ich film to coś więcej niż kolejna komedia romantyczna. Ich ambicją musi być pokazanie współczesnej Polski w krzywym zwierciadle. Bo jak inaczej wytłumaczyć, że nowa dyskoteka zostaje poświęcona przez księdza, babcia (Katarzyna Łaniewska) pyta, "czy w Biblii na pewno nie ma nic o tych gejach", włodarze Brzózek uroczyście przemawiają, powołując się na Tuska i Dobrą Zmianę, a gawiedź czeka na koncert gwiazdora disco polo, który swoim występem przybył uświetnić uroczyste otwarcie podwojów lokalu. Wieś tańczy, wieś śpiewa.

photo.title   photo.title   photo.title

Co gorsza, ten "komentarz społeczny" odbija się na bohaterach. Bywa, że reżyser po prostu ich porzuca – wówczas mają szczęście, jeśli ich historia zostanie naprędce domknięta w zakończeniu (spotyka to choćby inspektorkę budowlaną graną przez Annę Muchę). Częściej jednak widz odnosi wrażenie, że ich motywacje żyją własnym życiem, a oni sami mają schizofreniczny charakter. Być może wynika to z nagromadzenia postaci drugoplanowych i epizodycznych, które trudno zmieścić w standardowym półtoragodzinnym formacie; wiele z nich mogłoby sprawdzić się w serialu, co zapewne dałoby Ilonie Łepkowskiej komfort swobodnego rozwijania wątków pobocznych. Mimo to "Miszmasz" da się oglądać, a czasem można się nawet uśmiechnąć. Gdyby nie usilne próby dopasowania współczesnych realiów do odgrzewanej konwencji z końca lat 80., mogłaby wyjść z tego całkiem niezła komedia. Niestety scenarzystka zapomniała, że "młodzi muszą po swojemu", nie dając Kordianowi Piwowarskiemu szansy na przemówienie własnym głosem. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 68% uznało tę recenzję za pomocną (62 głosy).
Ewelina Leszczyńska
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni