Recenzja filmu Topielisko. Klątwa La Llorony (2019)
Michael Chaves

Matczyne koszmary

Film okazuje się zrobiony za bardzo "serio", by mógł zostać uznany za kampową produkcję. Posiada jednak zbyt dużo głupich fabularnych pomysłów, by można ją było traktować poważanie. Strach ma ...
Filmweb sp. z o.o.
James Wan, producent "Topieliska. Klątwy La Llorony", najwyraźniej wierzy, że widzowie nie mają jeszcze dość horrorów opowiadających o koszmarze macierzyństwa. Bowiem w najnowszej odsłonie cyklu "Obecność" to samotne matki muszą zmagać się z siłą nieczystą, która również przybrała formę rodzicielki – istoty złożonej z boleści po morderstwie dokonanym na swoich niewinnych, ufnych dzieciach.

photo.title

Akcja filmu rozgrywa się kilka lat po wydarzeniach pokazanych w "Annabelle". Główną bohaterką jest Anna (Linda Cardellini), wdowa po zabitym niedawno policjancie, matka dwójki dzieci. Jest też pracownicą socjalną, a jedną z jej podopiecznych jest... matka samotnie wychowująca dwójkę dzieci. Kiedy biuro otrzymuje zgłoszenie o podejrzanej sytuacji, Anna przybywa na miejsce, by porozmawiać z kobietą. Ta okazuje się niezwykle roztrzęsiona, jej dzieci noszą na ciele znaki przemocy i są trzymane w zamkniętym na kłódkę pomieszczeniu. Dla Anny sprawa wydaje się oczywista. Zmieni jednak zdanie, gdy jej własne dzieci zaczną się dziwnie zachowywać, a na ich rękach pojawią się ślady przemocy...

Przez dwie trzecie filmu "Topielisko. Klątwa La Llorony" jest niezłą, choć mocno sztampową produkcją. Obraz opiera się na dość łatwym i często stosowanym schemacie zabawy złośliwego bytu w kotka i myszkę ze swoimi ofiarami. Tu mignie na chwilę, wywołując konfuzję i irracjonalny (póki co) strach, tam "pomoże" zadbać o czystość włosów, rozbuja krzesło czy też będzie zabijać czas, otwierając i zamykając drzwi. Na szczęście twórcy nie bawią się w tworzenie nudnych scen, które rzekomo mają budować klimat, a w rzeczywistości zmieniają opowieść w rozwlekłą papkę. W "Topielisku" żwawo przechodzimy od jednej ważnej sekwencji do następnej. Po króciutkim prologu mamy szybki rzut oka na głównych bohaterów. Jeszcze nie ostygną ciała pierwszych ofiar La Llorony, a ta już zainteresuje się niewinnymi duszyczkami dzieci Anny.

photo.title

Aby wyróżniać się nie tylko na tle innych filmów cyklu "Obecność", ale w ogóle horrorów o podobnej tematyce, twórcy sięgnęli po folklor meksykański. I choć wizja Latynosów jest stereotypowo filmowa, to jednak reżyser Michael Chaves operuje nią na tyle sprawnie, że rzeczywiście "Topielisko" zdaje się pulsować wierzeniami wyrosłymi na żyznym gruncie chrześcijaństwa i indiańskich mitów.

Niestety solidność tej bazy została podważona w finale, który demaskuje niekompetencję twórców i brak podstawowych umiejętności straszenia widzów. Niemal wszystkie horrory opierają się na nieprawdopodobnych pomysłach. Zadaniem reżysera i jego ekipy jest uczynienie z nich czegoś przekonującego na tyle, by oglądający chcieli zawiesić niewiarę i wejść do mrocznego świata. W "Topielisku" jest o to naprawdę trudne, ponieważ przez większość finałowej walki z La Lloroną bohaterowie zachowują się w sposób tak głupi, jakby za wszelką cenę próbowali zdobyć Nagrodę Darwina. Ich idiotycznego postępowania nie usprawiedliwia ani strach, ani wiek bohaterów. Koronnym przykładem nieudolności twórców jest scena z lalką i drzwiami. Reżyser poświęca jej dużo czasu, w nieskończoność przeciągając napięcie. Cóż z tego, kiedy punkt wyjścia jest tu tak idiotyczny, że jedyne, co może wywoływać u widza, to pusty śmiech. A ponieważ jest to końcówka filmu, to całe "Topielisko" na tym mocno traci. 

Film okazuje się zrobiony za bardzo "serio", by mógł zostać uznany za kampową produkcję. Posiada jednak zbyt dużo głupich fabularnych pomysłów, by można ją było traktować poważanie. Strach ma w "Topielisku" wielkie oczy i tyle.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 76% uznało tę recenzję za pomocną (17 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 4/10 ujdzie