Recenzja filmu Ocean's 8 (2018)
Gary Ross

Niezawisła ósemka

– Nie robicie tego ani dla mnie, ani dla siebie. Gdzieś na świecie 8-letnia dziewczynka marzy teraz o karierze kryminalistki. Robicie to dla niej – dopinguje swoje współpracowniczki Debbie Ocean ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Ocean's 8 (2018)
– Nie robicie tego ani dla mnie, ani dla siebie. Gdzieś na świecie 8-letnia dziewczynka marzy teraz o karierze kryminalistki. Robicie to dla niej – dopinguje swoje współpracowniczki Debbie Ocean (Sandra Bullock) na moment przed wielkim rabunkiem. Korzystając z odbywającej się w Metropolitan Museum słynnej gali mody, szajka bohaterki zamierza wykraść naszyjnik Cartiera wart 150 milionów dolarów. Ryzykowna gra toczy się więc o podwójną stawkę – chęć sowitego zarobku idzie w parze z potrzebą emancypacji. "Ocean's 8" udowadnia, że dziewczyny potrafią łamać prawo z równą skutecznością i wdziękiem co faceci.

photo.title

Debbie stała do tej pory w cieniu brata, legendarnego kanciarza Danny'ego (George Clooney), który – jak pewnie wiecie – wraz z kumplami puścił w skarpetkach niejednego właściciela kasyna. Trzy filmy o jego przygodach zgarnęły na całym świecie ponad miliard dolarów, wskrzeszając przy okazji gatunek komedii złodziejskiej. W myśl zasady, że lepsze jest wrogiem dobrego, reżyser i współscenarzysta nowej wersji Gary Ross ("Igrzyska śmierci") nie majstruje zbytnio przy sprawdzonej formule. Zgoda, pojawił się feministyczny pazur, zmieniła się także sceneria (dystyngowany Nowy Jork zastąpił luksusową świątynię kiczu Las Vegas). Poza tym wszystko po staremu: tytułowa drużyna świeci od hollywoodzkich gwiazd, plan rabunku jest prawie tak skomplikowany jak instrukcja obsługi rakiety kosmicznej, są supernowoczesne gadżety i garderoba od najwykwintniejszych projektantów. Glamour na sto dwa. Nawet muzyka Daniela Pembertona – energetyczna mieszanka jazzu, funku i elektroniki – brzmi, jakby wyszła spod pięciolinii dotychczasowego kompozytora cyklu, Davida Holmesa.


Dziełu Rossa nie sposób odmówić lekkości oraz dobrego tempa akcji, dzięki czemu film  ogląda się z przyjemnością i bez cienia znużenia. Po seansie trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że "Ocean's 8" to same puste kalorie. Postacie są ledwie naszkicowane, fabuła cierpi na brak porządnego czarnego charakteru, zaś przygotowania do akcji, podobnie jak i sam skok przebiegają w zaskakująco miłej, spokojnej atmosferze. Niby od początku wiadomo, że bohaterkom włos z głowy spaść nie może. Twórcy nawet przez moment nie próbują jednak zasiać w widzach wątpliwości co do powodzenia misji. Każdy problem udaje się ekspresowo rozwiązać, a nieliczne konflikty personalne nie wpływają na atmosferę w grupie. W efekcie napięcia jest tu tyle co w zepsutym gniazdku elektrycznym.

photo.title

Na szczęście Ross skrywa w reżyserskim rękawie jednego niezawodnego asa – utalentowaną obsadę. Załoga pod wodzą Sandry Bullock (choć jak na mój gust przesadza z "dietą zmieniającą rysy twarzy") ma charyzmę, prezencję i komediowy dryg, czyli wszystko, czego potrzeba serii "Ocean's". Na czoło aktorskiej stawki wysuwają się Helena Bonham Carter oraz Anne Hathaway. Pierwsza wciela się w ekscentryczną projektantkę mody szukającą sposobu na powrót do ekstraligi branży dziewiarskiej. Druga jest chimeryczną gwiazdą filmową, która pełni honory domu podczas imprezy w muzeum. Jeśli chodzi o panów, na więcej czasu ekranowego zasłużył James Corden jako dociekliwy detektyw ubezpieczeniowy w typie Edwarda G. Robinsona z "Podwójnego ubezpieczenia". Pozostaje mieć nadzieję, że jego postać powróci w kolejnym filmie z serii. Po sukcesie kasowym "Ocean's 8" niechybnie przyjdzie bowiem pora na "Ocean's 9". Albo chociaż "Ocean's 8 i pół".
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 64% uznało tę recenzję za pomocną (50 głosów).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły